Była za piętnaście druga w nocy. Praktycznie pierwszy raz wracałam tak późno do domu. Wlekłam swoje zmęczone ciało po metalowych schodach z tyłu budynku, bo nie miałam sił już iść normalnie. Wyszłam wreszcie na poziom mojego okna wzięłam głęboki wdech.
-No wreszcie.-usłyszałam głos i stanęłam w miejscu.-Myślisz że jak się nie ruszasz to cię nie widzę?- zaśmiał się.
-Miałam taką nadzieje.- burknęłam pod nosem i zaczęłam iść w kierunku okna, rozglądając się na wszystkie strony by chociaż dostrzec jakąkolwiek sylwetkę tej osoby.
-Stój- poczułam czyjąś dłoń na moim nadgarstku.-Gdzie byłaś?
-Nie będę ci się spowiadać.- powiedziałam próbując wydostać się z uścisku chłopaka, dobrze wiedziałam że to Thomas.
-Nie warto, wiesz że cię nie puszczę.-zsunął się po ceglanej ścianie siadając na metalu. Miał racje, dobrze wiedziałam że nie da mi za wygraną.
-Byłam na molo z Johnym.- skierowałam się by siąść obok niego ale potknęłam się na jego nogach i wylądowałam na jego kolanach.
-Yhym.- odkaszlnął i zapadła cisza,-Dlaczego uciekłaś?
-Z Domu?- zdziwiło mnie to pytanie.
-Nie, wtedy jak byliśmy na korytarzu.- Popatrzył się pierwsze na mnie a potem w niebo.
-Bo przyszła twoja dziewczyna.- odezwałam się lekko chamskim tonem.
-Jaja se ze mnie robisz? Ona i ja? No proszę cię.- parsknął śmiechem.
-No tak to wygląda.- uśmiechnęłam się lekko.- A z resztą ona na ciebie mega leci, i zawsze dostaje to czego chce.. Mimo to że była pewna tego nie dopuszczała mnie do ciebie.- Oparłam głowę o ścianę.
-To trzeba było iść ze mną na plan a nie wysyłać Amy.- Powiedział rzucając na schody kamyczek.
-Co? Amy mi mówiła że ty ją tam zaprosiłeś.- odepchnęłam się gwałtownie od ściany.
-Mi powiedziała że ty ją wysłałaś.- I ja i Thomas byliśmy zdziwienia.-A po za tym po co ją miałem zapraszać, to z tobą tam chciałem iść.- powiedział po czym dał mi buziaka w policzek a ja położyłam swoją głowę na jego ramieniu i zasnęłam.
My Lovely ♥
wtorek, 12 maja 2015
Rozdział 28
-No jejku wreszcie się zjawiłeś-odetchnęłam z ulgą że już przyszedł.
-No sorrki no, mówiłem że za pół godziny.- zaśmiał się i usiadł obok mnie.
-Co ty tu robisz?- zapytał rozglądając się po wielkim białym moście.
-Siedzę, nie widzisz?- zadałam pytanie retoryczne chamskim tonem.
-Spokojnie, spokojnie. Dlaczego jesteś sama?-podrapał się po głowie.
-Dylan na wakacjach razem z moimi przyjaciółmi a Thomas i Amy chyba w domu siedzą.- przytuliłam swoje kolana i patrzyłam w dół.
-Dylan? Ten Dylan? No nie mów mi że się z nim zadajesz.- zaczął się śmiać.
-Tak, jest moim przyjacielem. Czemu cię to tak śmieszy?-walnęłam go w jego twardą klatę Chłopak nadal się śmiał.
-Okej.- wstała i zaczęłam iść w stronę domu.
-No nie czekaj, gdzie idziesz?-dobiegł kilka kroków do mnie.
-Daleko od ciebie, bo nie wiem co w tym jest takiego śmiesznego.- Przygasiłam go słowami i wzrokiem.
-Wracamy na ławkę to ci opowiem.- pokazał palcem miejsce z którego chwile temu poszłam. Przytaknęłam i wróciliśmy.
-No słucham.- zaczęłam stukać pietą o belkę mostu.
-A więc ja z Dylanem...w podstawówce się przyjaźniliśmy- z trudem wykrztusił to z bólem,- Potem kompletnie mnie olał, nie dzwonił, nie przychodził po mnie, a jak ja wyruszyłem po niego to zawsze miał jakąś wymówkę że nie może a pół godziny potem widziałem go na boisku z innymi. Przesiadł się w klasie na praktycznie na każdej lekcji. Do tej pory z nim nie rozmawiam.- zesmutniał nagle.
-Jejku, wybacz nie wiedziałam. Ale nadal nie wiem dlaczego się śmiałeś.- włożyłam swoje ręce w bluzę bo robiło się już coraz zimnie, w końcu już jest późna pora.
-Jakoś musiałem zaaragować, sam nie wiem akurat dlaczego śmiechem.- odpowiedział, położył rękę na moim kolanie i powoli się przybliżał. Czułam się jakoś dziwnie, nie miałam ochoty na jakieś flirty a szczególnie z nowo poznanym kolesiem. Stopniowo był coraz bliżej mnie, bliżej, bliżej i bliżej.
-Wiesz, jest już późno , muszę iść do domu.-wstałam nagle omijając jego twarz, pomachałam mu na pożegnanie.
-Odprowadzić cię?-zapytał powoli wstając.
-Nie, dojdę sama..- patrzyłam w telefon. Była pierwsza w nocy, Wiedziałam że jest późno ale nie aż tak. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę mojej kamienicy. Bałam iść się sama, miałam ochotę zadzwonić do Thomasa żeby po mnie wyszedł ale nadal nie chciałam go widzieć. Z każdym kolejnym krokiem byłam bardziej zmęczona i bardziej zmarznięta.
-No sorrki no, mówiłem że za pół godziny.- zaśmiał się i usiadł obok mnie.
-Co ty tu robisz?- zapytał rozglądając się po wielkim białym moście.
-Siedzę, nie widzisz?- zadałam pytanie retoryczne chamskim tonem.
-Spokojnie, spokojnie. Dlaczego jesteś sama?-podrapał się po głowie.
-Dylan na wakacjach razem z moimi przyjaciółmi a Thomas i Amy chyba w domu siedzą.- przytuliłam swoje kolana i patrzyłam w dół.
-Dylan? Ten Dylan? No nie mów mi że się z nim zadajesz.- zaczął się śmiać.
-Tak, jest moim przyjacielem. Czemu cię to tak śmieszy?-walnęłam go w jego twardą klatę Chłopak nadal się śmiał.
-Okej.- wstała i zaczęłam iść w stronę domu.
-No nie czekaj, gdzie idziesz?-dobiegł kilka kroków do mnie.
-Daleko od ciebie, bo nie wiem co w tym jest takiego śmiesznego.- Przygasiłam go słowami i wzrokiem.
-Wracamy na ławkę to ci opowiem.- pokazał palcem miejsce z którego chwile temu poszłam. Przytaknęłam i wróciliśmy.
-No słucham.- zaczęłam stukać pietą o belkę mostu.
-A więc ja z Dylanem...w podstawówce się przyjaźniliśmy- z trudem wykrztusił to z bólem,- Potem kompletnie mnie olał, nie dzwonił, nie przychodził po mnie, a jak ja wyruszyłem po niego to zawsze miał jakąś wymówkę że nie może a pół godziny potem widziałem go na boisku z innymi. Przesiadł się w klasie na praktycznie na każdej lekcji. Do tej pory z nim nie rozmawiam.- zesmutniał nagle.
-Jejku, wybacz nie wiedziałam. Ale nadal nie wiem dlaczego się śmiałeś.- włożyłam swoje ręce w bluzę bo robiło się już coraz zimnie, w końcu już jest późna pora.
-Jakoś musiałem zaaragować, sam nie wiem akurat dlaczego śmiechem.- odpowiedział, położył rękę na moim kolanie i powoli się przybliżał. Czułam się jakoś dziwnie, nie miałam ochoty na jakieś flirty a szczególnie z nowo poznanym kolesiem. Stopniowo był coraz bliżej mnie, bliżej, bliżej i bliżej.
-Wiesz, jest już późno , muszę iść do domu.-wstałam nagle omijając jego twarz, pomachałam mu na pożegnanie.
-Odprowadzić cię?-zapytał powoli wstając.
-Nie, dojdę sama..- patrzyłam w telefon. Była pierwsza w nocy, Wiedziałam że jest późno ale nie aż tak. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę mojej kamienicy. Bałam iść się sama, miałam ochotę zadzwonić do Thomasa żeby po mnie wyszedł ale nadal nie chciałam go widzieć. Z każdym kolejnym krokiem byłam bardziej zmęczona i bardziej zmarznięta.
środa, 6 maja 2015
Rozdział 27
-Dłużej nie mogliście tam siedzieć?-zapytała nerwowo.
-Ej uspokój się, rozwaliła sobie głowę, pomagałem jej.- powiedział zrzucając mnie na kanapę i przyklejając plasterek na głowę.
-Jest dużą dziewczynką, sama by sobie też dała radę.-obróciła oczami w moją stronę.
-Nie była tego świadoma nawet.- powiedział siadając na krześle obok mnie. Chwile potem napięcie się rozluźniło. Amy wstała i podeszła do Thomasa siadając mu na kolanie i szeptała coś mu do ucha. W brzuchu zrobiło mi się gorąco. Obróciła jego głowę w jej stronę i delikatnie musnęła w policzek. Wstałam wybiegając z domu bez butów po raz kolejny trzaskając drzwiami. Cała zapłakana usiadłam przy ścianie.
-Ej co jest? Teraz pytam serio.- powiedział stając nad mną.
-Nic, zostaw mnie.-od kaszlnęłam.
-Teraz? Tu? Samą? W takim stanie? Chyba śnisz.- przykucnął odgradzając mi oczy spośród rudych jeszcze nie do końca suchych włosów.
-Powiedziałam zostaw mnie.-krzyknęłam po czym wstałam biegnąc w stronę końca korytarza.
Poczekaj.-Złapał mnie gwałtownie za rękę i szarpnął tak że się obróciłam a nasze usta musnęły się delikatnie. Popatrzył mi prosto w oczy a potem znów się dotknęły na dłużą chwilę.
-Thomas!-Krzyknęła Amy z progu mojego mieszkania. Momentalnie odsunęliśmy się do siebie.
-Co wy tam robicie?-zapytała patrząc na nas. Nie miała ochoty rozmawiać ani z nią ani z nim. Ruszyłam w stronę domu mijając go tak jakby nic się nie stało. W Drzwiach stała Amelia, nie miałam ochoty nawet na nią patrzeć ani się jakoś specjalnie odsuwać więc szturchnęłam ją barkiem.
-Ała, co jest?- zignorowałam ją i poszłam do swojego pokoju zamykając się. Marzyłam o chwili ciszy, samotności, żeby nikt nie wszedł teraz do mnie. Jednak tak się nie stało. I Thomas i Amy pukali do drzwi lekko je otwierając. Wstałam szybko i przytrzasnęłam swoją siłą je tak aby nie mogli ich otworzyć jednak byłam zbyt słaba. Przysunęłam szafkę zastawiając drzwi nią. Ubrałam buty i wszyłam oknem, idąc bo metalowych schodach w dół i wychodząc koło śmietników z drugiej strony kamienicy. Szłam chodnikiem daleko nawet nie wiem gdzie. Wtedy przypomniało mi się że zapomniałam odpisać Johnemu. Wzięłam telefon i pierwsze co zrobiłam to zadzwoniłam do niego.
-Halo, masz teraz czas?- zapytałam chłopaka którego zaledwie dziś poznałam.
-Aktualnie nie, ale za jakieś piętnaście minut tak.- odpowiedział zmęczonym głosem.
-Możemy się spotkać?- powiedziałam nie pewnie bojąc się jego reakcji.
-No pewnie, to ta dwadzieścia minut na..-przerwałam mu.
-Pod Molo, będę tam czekać.-wykrztusiłam nie zwracając uwagi na to czy chce coś jeszcze powiedzieć czy nie rozłączyłam się i kierowałam w miejsce spotkania.
Mój telefon ciągle wirował, dostawałam tysiąc sms od Thomasa i Amy. Pięćset razy dzwonili ale za żadnym razem nie odebrałam.
-Ej uspokój się, rozwaliła sobie głowę, pomagałem jej.- powiedział zrzucając mnie na kanapę i przyklejając plasterek na głowę.
-Jest dużą dziewczynką, sama by sobie też dała radę.-obróciła oczami w moją stronę.
-Nie była tego świadoma nawet.- powiedział siadając na krześle obok mnie. Chwile potem napięcie się rozluźniło. Amy wstała i podeszła do Thomasa siadając mu na kolanie i szeptała coś mu do ucha. W brzuchu zrobiło mi się gorąco. Obróciła jego głowę w jej stronę i delikatnie musnęła w policzek. Wstałam wybiegając z domu bez butów po raz kolejny trzaskając drzwiami. Cała zapłakana usiadłam przy ścianie.
-Ej co jest? Teraz pytam serio.- powiedział stając nad mną.
-Nic, zostaw mnie.-od kaszlnęłam.
-Teraz? Tu? Samą? W takim stanie? Chyba śnisz.- przykucnął odgradzając mi oczy spośród rudych jeszcze nie do końca suchych włosów.
-Powiedziałam zostaw mnie.-krzyknęłam po czym wstałam biegnąc w stronę końca korytarza.
Poczekaj.-Złapał mnie gwałtownie za rękę i szarpnął tak że się obróciłam a nasze usta musnęły się delikatnie. Popatrzył mi prosto w oczy a potem znów się dotknęły na dłużą chwilę.
-Thomas!-Krzyknęła Amy z progu mojego mieszkania. Momentalnie odsunęliśmy się do siebie.
-Co wy tam robicie?-zapytała patrząc na nas. Nie miała ochoty rozmawiać ani z nią ani z nim. Ruszyłam w stronę domu mijając go tak jakby nic się nie stało. W Drzwiach stała Amelia, nie miałam ochoty nawet na nią patrzeć ani się jakoś specjalnie odsuwać więc szturchnęłam ją barkiem.
-Ała, co jest?- zignorowałam ją i poszłam do swojego pokoju zamykając się. Marzyłam o chwili ciszy, samotności, żeby nikt nie wszedł teraz do mnie. Jednak tak się nie stało. I Thomas i Amy pukali do drzwi lekko je otwierając. Wstałam szybko i przytrzasnęłam swoją siłą je tak aby nie mogli ich otworzyć jednak byłam zbyt słaba. Przysunęłam szafkę zastawiając drzwi nią. Ubrałam buty i wszyłam oknem, idąc bo metalowych schodach w dół i wychodząc koło śmietników z drugiej strony kamienicy. Szłam chodnikiem daleko nawet nie wiem gdzie. Wtedy przypomniało mi się że zapomniałam odpisać Johnemu. Wzięłam telefon i pierwsze co zrobiłam to zadzwoniłam do niego.
-Halo, masz teraz czas?- zapytałam chłopaka którego zaledwie dziś poznałam.
-Aktualnie nie, ale za jakieś piętnaście minut tak.- odpowiedział zmęczonym głosem.
-Możemy się spotkać?- powiedziałam nie pewnie bojąc się jego reakcji.
-No pewnie, to ta dwadzieścia minut na..-przerwałam mu.
-Pod Molo, będę tam czekać.-wykrztusiłam nie zwracając uwagi na to czy chce coś jeszcze powiedzieć czy nie rozłączyłam się i kierowałam w miejsce spotkania.
Mój telefon ciągle wirował, dostawałam tysiąc sms od Thomasa i Amy. Pięćset razy dzwonili ale za żadnym razem nie odebrałam.
poniedziałek, 4 maja 2015
Rozdział 26
-Co to za chłopak?- zapytał Thomas podirytowanym głosem.
-A on? Nie słyszałeś Johny. Pomógł mi przy psychofankach Annie wtedy kiedy wy bawiliście się świetnie kij wie gdzie.- powiedziałam z sztucznym uśmiechem i poszłam w górę.
-Mogł...-powiedział Thomas ale Amy mu w tym przeszkodziła.
-Przystojniak. Bierz się za niego, widziałam jak na ciebie patrzy.- powiedziała to tak zadowolonym głosem że nie wierze. Spojrzałam na wysokiego blondyna, jego twarz stała się nagle tak jakby smutna, a złość kapała mu z oczu.
-Nie dzięki.-powiedziałam ciągle patrząc na niego, Podniósł swój wzrok na mnie i chwilę stał bez ruchu jak ja. Dałam tu tak jakby sygnał, nie wiem czy to odczytał ale przynajmniej coś w tym kierunku zrobiłam. Obróciłam się i poszłam do góry.
-Ej Brina, jesz z nami dziś kolacje?-zapytał Thomas. Obróciłam się i zobaczyłam gniewny wzrok Amy.
-Nie, nie jestem głodna. Zjedzcie sobie sami romantyczną kolacje przy świecach i czerwonym winku.- Na mojej twarzy znów pojawił się sztuczny uśmiech i ruszyłam do domu, duma z siebie że to powiedziałam. Weszłam do domu trzaskając drzwiami i od razu poszłam się umyć. Wyszłam owinięta ręcznikiem.
-Matko myślałam że dom jest pusty- przestraszyłam się Thomasa i Amy którzy siedzieli na kanapie. Zawstydzona pobiegłam do pokoju. Włosy miałam na twarzy z zawstydzenia i zanim zdążyłam zobaczyć gdzie są drzwi miałam bliskie spotkanie z ścianą. Usłyszałam ciche śmiechy więc popatrzyłam na nich a potem wyparowałam do mojego pokoju. Przebrałam się szybko i modliłam żebym zapadła się pod ziemię. Skoczyłam na łóżku i głowę przykryłam poduszką. Usłyszałam jak ktoś puka do drzwi.
-Czego?-krzyknęłam, ale poduszka nie dała dojść moim słowom do drzwi. Ktoś wszedł do środka i zamknął drzwi.
-Nic ci się nie stało?- zaśmiał się chłopak.
-Raczej nic, może trochę boli mnie głowa.-wysepleniłam.
-Pokarz mi tu się.- powiedział odciągając od mnie poduszkę.
-Przestań nie mam makijażu.- powiedziałam zasłaniając się rękami by mnie nie widział.
-Tak ci ładniej.- uśmiechnął się po czym zdjął mi ręce z głowy.
-Ałć zostaw, boli.-walnęłam go w rękę.
-No jak małe dziecko. Masz rozciętą głowę. Siedź tu.-powiedział po czym poszedł po apteczkę.
-Raczej się stad nie ruszę.-wyszeptałam patrząc zerkając w telefon. Przyszedł mi sms.
,,No witaj, jak się tam trzymasz? Nie zdradziłaś mi swojego imienia. Johny.'' Uśmiech pojawił mi się na twarzy jak przypomniałam sobie o tym jak się z nim fajnie rozmawiało, że zrozumiał całą historię.
-Popatrz się na mnie.-Powiedział suchym głosem. I zaczął dotykać gazą moje czoło.
-Ałć przestań to szczypie!- Krzyknęłam na niego.
-Uspokój się, nie chce żeby ci się tam zakażenie wdarło. Możesz się nie ruszać na chwilę?-jego ton nadal był suchy. Jeszcze przed chwilą był milutki.
-Dlaczego taki jesteś?- zapytałam go patrząc mu prosto w oczy.
-Taki czyli jaki?-spojrzał w moje oczy.
-Taki oschły. Jeszcze minute temu byłeś milutki a teraz? Jesteś zmienny jak kobieta w ciąży.-powiedziałam dotykając swojej rany która bolała.
-A od kiedy cię to obchodzi?- zapytał.
-Od zawszę.-zapadła cisza. Wziął moje ręce z głowy i trzymał. Nasze oczy ciągle na siebie patrzył. Dźwięk sms przerwał tą sytuacje.Dlaczego zawsze kiedy jest taka akcja musi coś przerwać, okej kilka razy? spoko, ALE NIE CIĄGLE.
Wzięłam telefon ale nawet nie popatrzyłam kto ani co tam pisało.
-Będzie trzeba zszywać?- popatrzyłam na niego.
-Nie, to tylko małe rozcięcie nie powinnaś mieć nawet blizny.- odpowiedział normalnie.
-To dobrze.- przełknęłam ślinę.
-Wiesz, jesteś najbardziej nie cierpliwym i nie spokojnym pacjentem w życiu.-uśmiechnął się.
-A to ciekawe.- odwzajemniłam uśmiech. Kiedy wstawał wskoczyłam mu na plecy i poszliśmy do pokoju gościnnego gdzie czekała znudzona Amy.
-No wreszcie.- powiedziała łaskawym głosem.
-A on? Nie słyszałeś Johny. Pomógł mi przy psychofankach Annie wtedy kiedy wy bawiliście się świetnie kij wie gdzie.- powiedziałam z sztucznym uśmiechem i poszłam w górę.
-Mogł...-powiedział Thomas ale Amy mu w tym przeszkodziła.
-Przystojniak. Bierz się za niego, widziałam jak na ciebie patrzy.- powiedziała to tak zadowolonym głosem że nie wierze. Spojrzałam na wysokiego blondyna, jego twarz stała się nagle tak jakby smutna, a złość kapała mu z oczu.
-Nie dzięki.-powiedziałam ciągle patrząc na niego, Podniósł swój wzrok na mnie i chwilę stał bez ruchu jak ja. Dałam tu tak jakby sygnał, nie wiem czy to odczytał ale przynajmniej coś w tym kierunku zrobiłam. Obróciłam się i poszłam do góry.
-Ej Brina, jesz z nami dziś kolacje?-zapytał Thomas. Obróciłam się i zobaczyłam gniewny wzrok Amy.
-Nie, nie jestem głodna. Zjedzcie sobie sami romantyczną kolacje przy świecach i czerwonym winku.- Na mojej twarzy znów pojawił się sztuczny uśmiech i ruszyłam do domu, duma z siebie że to powiedziałam. Weszłam do domu trzaskając drzwiami i od razu poszłam się umyć. Wyszłam owinięta ręcznikiem.
-Matko myślałam że dom jest pusty- przestraszyłam się Thomasa i Amy którzy siedzieli na kanapie. Zawstydzona pobiegłam do pokoju. Włosy miałam na twarzy z zawstydzenia i zanim zdążyłam zobaczyć gdzie są drzwi miałam bliskie spotkanie z ścianą. Usłyszałam ciche śmiechy więc popatrzyłam na nich a potem wyparowałam do mojego pokoju. Przebrałam się szybko i modliłam żebym zapadła się pod ziemię. Skoczyłam na łóżku i głowę przykryłam poduszką. Usłyszałam jak ktoś puka do drzwi.
-Czego?-krzyknęłam, ale poduszka nie dała dojść moim słowom do drzwi. Ktoś wszedł do środka i zamknął drzwi.
-Nic ci się nie stało?- zaśmiał się chłopak.
-Raczej nic, może trochę boli mnie głowa.-wysepleniłam.
-Pokarz mi tu się.- powiedział odciągając od mnie poduszkę.
-Przestań nie mam makijażu.- powiedziałam zasłaniając się rękami by mnie nie widział.
-Tak ci ładniej.- uśmiechnął się po czym zdjął mi ręce z głowy.
-Ałć zostaw, boli.-walnęłam go w rękę.
-No jak małe dziecko. Masz rozciętą głowę. Siedź tu.-powiedział po czym poszedł po apteczkę.
-Raczej się stad nie ruszę.-wyszeptałam patrząc zerkając w telefon. Przyszedł mi sms.
,,No witaj, jak się tam trzymasz? Nie zdradziłaś mi swojego imienia. Johny.'' Uśmiech pojawił mi się na twarzy jak przypomniałam sobie o tym jak się z nim fajnie rozmawiało, że zrozumiał całą historię.
-Popatrz się na mnie.-Powiedział suchym głosem. I zaczął dotykać gazą moje czoło.
-Ałć przestań to szczypie!- Krzyknęłam na niego.
-Uspokój się, nie chce żeby ci się tam zakażenie wdarło. Możesz się nie ruszać na chwilę?-jego ton nadal był suchy. Jeszcze przed chwilą był milutki.
-Dlaczego taki jesteś?- zapytałam go patrząc mu prosto w oczy.
-Taki czyli jaki?-spojrzał w moje oczy.
-Taki oschły. Jeszcze minute temu byłeś milutki a teraz? Jesteś zmienny jak kobieta w ciąży.-powiedziałam dotykając swojej rany która bolała.
-A od kiedy cię to obchodzi?- zapytał.
-Od zawszę.-zapadła cisza. Wziął moje ręce z głowy i trzymał. Nasze oczy ciągle na siebie patrzył. Dźwięk sms przerwał tą sytuacje.
Wzięłam telefon ale nawet nie popatrzyłam kto ani co tam pisało.
-Będzie trzeba zszywać?- popatrzyłam na niego.
-Nie, to tylko małe rozcięcie nie powinnaś mieć nawet blizny.- odpowiedział normalnie.
-To dobrze.- przełknęłam ślinę.
-Wiesz, jesteś najbardziej nie cierpliwym i nie spokojnym pacjentem w życiu.-uśmiechnął się.
-A to ciekawe.- odwzajemniłam uśmiech. Kiedy wstawał wskoczyłam mu na plecy i poszliśmy do pokoju gościnnego gdzie czekała znudzona Amy.
-No wreszcie.- powiedziała łaskawym głosem.
Rozdział 25
Przez jakieś dziesięć minut było normalnie, fajnie, spokojnie. Ale kiedy byłam przy Big Benie zauważyły mnie dwie małe dziewczynki. Wyglądały nie groźnie. Jedna z nich podbiegła do mnie i zapytała
-To przez ciebie związek Annie z Thomasem się rozpadł?
-Nie, wracaj do mamy.- powiedziałam i obróciłam się na pięcie. Znów chwila spokoju więc usiadłam sobie na ławce. Przed mną stanęła wysoka dziewczyna o szatynowych włosach.
-To ty! Wiem kim jesteś, to przez ciebie najlepsza para się rozpadła! Nie wstyd ci?- krzyknęła na mnie.
-Przepraszam bardzo, nie wiem kim jesteś i nawet nie mam zamiaru się tego dowiadywać. Więc z łaski swojej nie krzycz na mnie bezpodstawnie.- Wstałam i wyminęłam dziewczynę która złapała mnie chwile potem za bark.
-Bezpodstawnie?! Zniszczyłaś coś pięknego a ty mi tak mówisz?-krzyknęła jeszcze głośniej.
-Nie było cie tam, nie wiesz co się stało! Nawet ja nie byłam tego do końca świadkiem! Puść mnie i nie dotykaj mnie więcej rozumiesz?- wyrwałam się z jej mocnego uścisku.
-Tak? Ja zrozumiałam, ale czy ty jesteś świadoma co zrobiłaś?- powiedziała normalnym głosem. Zatrzymałam się, obróciłam i podeszłam kilka kroków.
-Ja nic nie zrobiłam, zostałam w to zamieszana a tak na prawdę nawet nie miałam z tym nic wspólnego. Zostaw mnie.-odrzekłam stojąc na przeciwko jej twarzy. Chwilę potem poczułam na sobie zimny sok borówkowy.
-Ty Idiotko, opętało cię czy co?- Krzyknęłam na nią.
-Nawet ładnie ci w tym kolorze.- zaśmiała się Szatynka.
-Wredna szujo!- Wydałam z siebie te słowa i już miałam się na nią rzucić gdyby nie umięśniony chłopak o brązowych włosach.
-Nie słyszałaś? Masz ją zostawić. - powiedział mężnym głosem. Szatynka szybko się wycofała.
-Dzięki ci wielkie.- powiedziałam trzęsąc się cała z zimna.
-Spox, daleko masz do domu?- zapytał,
-No z jakieś pół godziny drogi może więcej.- opowiedziałam zgrzytając zębami.
-Mam pomysł, chodź do mnie dam ci jakieś suche ubrania i pójdziesz.-wypowiedział te słowa z taką lekkością.
-Eee, nie dziękuje, ja może wrócę od razu do siebie.- otrząsnęłam się jeszcze trochę z wody i ruszyłam w stronę plaży.
-Spokojnie, nie jestem gwałcicielem ani nic z tych rzeczy.- zaśmiał się chłopak idąc krok w krok ze mną.
-To by właśnie powiedział gwałciciel.- odwzajemniłam uśmiech. Wiem że nic by mi nie zrobił, widziałam ten błysk dobroci w jego oczach.
-No tak, racja źle się wyraziłem. Dobra to masz moją bluzę przynajmniej nie będzie ci już aż tak zimno.- założył mi swoją czarną bluzę i szliśmy dalej.
-Dzięki,- lekko podniosłam kąciki ust.
-To co zaszło między wami? To jakaś twoja koleżanka? A może wróg?- zapytał mnie oglądając się w tył.
-Tak serio, to ani to ani to. Nie znam jej. Pierwszy raz ją na oczy widziałam a ona od razu z pyskiem na mnie i ta dam.-pokazałam dłońmi na siebie.
-Ostrooo..-zaśmiał się ponownie.
-No tak rzeczywiście.- odezwałam się naburmuszonym tonem.
-A wiesz chociaż jaki miała powód?- szedł dalej obok mnie.
-Tak wiem.-odkaszlnęłam.
-A zdradzisz mi go?- stanął przed mną i patrzył się na mnie.
-To strasznie długa historia.-odsunęłam się w bok i poszłam dalej.
-Wiesz, w sumie mamy czas.- uśmiechnął się. Mniej więcej opowiedziałam mu cała tą śmieszną historię i wiedział na czym stoję. Potem zmienił temat tak czy siak świetnie mi się z nim dogadywało. To tak jakby doroślejsza wersja Dylana. DYLAN! a tak! muszę do nich jeszcze zadzwonić.
***
-Oki, dzięki miło mi się z tobą rozmawiało, jesteśmy na miejscu.- uśmiechnęłam się stojąc na przeciwko wejścia do kamienicy.
-Ładna okolica.-odrzekł po czym dodał.- Bluzę sobie zostaw, będzie ci mnie przypominać.
-Na pewno? Nie będzie ci jej brak?- zapytałam, a on kiwnął przecząco głową.
-O Witam.- Powiedział Thomas podchodząc do mnie od tyłu.
-A no hej.-O dziwo nie czułam się dobrze gdy stał obok mnie, nie teraz. Wzięłam telefon bruneta i wpisałam mu swój numer.
-Odezwij się czasem.- Uśmiechnęłam się speszona bo kompletnie nie wiedziałam jak chłopak ma na imię.
-Johny.- zaśmiał się.- Do zobaczenia.- podszedł bliżej i dał mi buziaka w policzek.
-To przez ciebie związek Annie z Thomasem się rozpadł?
-Nie, wracaj do mamy.- powiedziałam i obróciłam się na pięcie. Znów chwila spokoju więc usiadłam sobie na ławce. Przed mną stanęła wysoka dziewczyna o szatynowych włosach.
-To ty! Wiem kim jesteś, to przez ciebie najlepsza para się rozpadła! Nie wstyd ci?- krzyknęła na mnie.
-Przepraszam bardzo, nie wiem kim jesteś i nawet nie mam zamiaru się tego dowiadywać. Więc z łaski swojej nie krzycz na mnie bezpodstawnie.- Wstałam i wyminęłam dziewczynę która złapała mnie chwile potem za bark.
-Bezpodstawnie?! Zniszczyłaś coś pięknego a ty mi tak mówisz?-krzyknęła jeszcze głośniej.
-Nie było cie tam, nie wiesz co się stało! Nawet ja nie byłam tego do końca świadkiem! Puść mnie i nie dotykaj mnie więcej rozumiesz?- wyrwałam się z jej mocnego uścisku.
-Tak? Ja zrozumiałam, ale czy ty jesteś świadoma co zrobiłaś?- powiedziała normalnym głosem. Zatrzymałam się, obróciłam i podeszłam kilka kroków.
-Ja nic nie zrobiłam, zostałam w to zamieszana a tak na prawdę nawet nie miałam z tym nic wspólnego. Zostaw mnie.-odrzekłam stojąc na przeciwko jej twarzy. Chwilę potem poczułam na sobie zimny sok borówkowy.
-Ty Idiotko, opętało cię czy co?- Krzyknęłam na nią.
-Nawet ładnie ci w tym kolorze.- zaśmiała się Szatynka.
-Wredna szujo!- Wydałam z siebie te słowa i już miałam się na nią rzucić gdyby nie umięśniony chłopak o brązowych włosach.
-Nie słyszałaś? Masz ją zostawić. - powiedział mężnym głosem. Szatynka szybko się wycofała.
-Dzięki ci wielkie.- powiedziałam trzęsąc się cała z zimna.
-Spox, daleko masz do domu?- zapytał,
-No z jakieś pół godziny drogi może więcej.- opowiedziałam zgrzytając zębami.
-Mam pomysł, chodź do mnie dam ci jakieś suche ubrania i pójdziesz.-wypowiedział te słowa z taką lekkością.
-Eee, nie dziękuje, ja może wrócę od razu do siebie.- otrząsnęłam się jeszcze trochę z wody i ruszyłam w stronę plaży.
-Spokojnie, nie jestem gwałcicielem ani nic z tych rzeczy.- zaśmiał się chłopak idąc krok w krok ze mną.
-To by właśnie powiedział gwałciciel.- odwzajemniłam uśmiech. Wiem że nic by mi nie zrobił, widziałam ten błysk dobroci w jego oczach.
-No tak, racja źle się wyraziłem. Dobra to masz moją bluzę przynajmniej nie będzie ci już aż tak zimno.- założył mi swoją czarną bluzę i szliśmy dalej.
-Dzięki,- lekko podniosłam kąciki ust.
-To co zaszło między wami? To jakaś twoja koleżanka? A może wróg?- zapytał mnie oglądając się w tył.
-Tak serio, to ani to ani to. Nie znam jej. Pierwszy raz ją na oczy widziałam a ona od razu z pyskiem na mnie i ta dam.-pokazałam dłońmi na siebie.
-Ostrooo..-zaśmiał się ponownie.
-No tak rzeczywiście.- odezwałam się naburmuszonym tonem.
-A wiesz chociaż jaki miała powód?- szedł dalej obok mnie.
-Tak wiem.-odkaszlnęłam.
-A zdradzisz mi go?- stanął przed mną i patrzył się na mnie.
-To strasznie długa historia.-odsunęłam się w bok i poszłam dalej.
-Wiesz, w sumie mamy czas.- uśmiechnął się. Mniej więcej opowiedziałam mu cała tą śmieszną historię i wiedział na czym stoję. Potem zmienił temat tak czy siak świetnie mi się z nim dogadywało. To tak jakby doroślejsza wersja Dylana. DYLAN! a tak! muszę do nich jeszcze zadzwonić.
***
-Oki, dzięki miło mi się z tobą rozmawiało, jesteśmy na miejscu.- uśmiechnęłam się stojąc na przeciwko wejścia do kamienicy.
-Ładna okolica.-odrzekł po czym dodał.- Bluzę sobie zostaw, będzie ci mnie przypominać.
-Na pewno? Nie będzie ci jej brak?- zapytałam, a on kiwnął przecząco głową.
-O Witam.- Powiedział Thomas podchodząc do mnie od tyłu.
-A no hej.-O dziwo nie czułam się dobrze gdy stał obok mnie, nie teraz. Wzięłam telefon bruneta i wpisałam mu swój numer.
-Odezwij się czasem.- Uśmiechnęłam się speszona bo kompletnie nie wiedziałam jak chłopak ma na imię.
-Johny.- zaśmiał się.- Do zobaczenia.- podszedł bliżej i dał mi buziaka w policzek.
sobota, 2 maja 2015
Rozdział 24
Siedziałam tak sama przez jakieś dobre dwie minuty. W moim oknie pokazała się głowa.
-Ej czemu poszłaś?- oparł się ramionami o parapet.
-Bo nie miałam tam co robić. I tak jestem zmęczona zaraz idę spać.-odrzekłam udając że ziewam.
-Posuń się, mnie nie oszukasz aktorko.- zaśmiał się i usiadł obok.-Też zaraz zwiewam do bo rano muszę wstać i pojechać do Annie bo dziś jakoś mi się tam dotrzeć nie udało.-popatrzył się na mnie swoim boskimi oczami.
-No wybacz, nie wiedziałam że Amy cie tak polubi.- odrzekłam trochę przygaszonym tonem.
-Jakoś ten ton, jest u ciebie częsty w tym dniu.-Popatrzył na gwiazdy biorąc moją rękę i bawiąc się mi palcami.
-Może troszkę.-popatrzyłam na niego. Nasze spojrzenia znów się spotkały, tym razem twarze przybliżały się do siebie w wolnym tempie.
-A tu byliście.-Przerwała tą piękną chwile Amelia.
-No to ja już będę się brała spać.- popatrzyłam na niego byle by uniknąć jej wzroku.
-Ja chyba też się biorę. Zadzwonię jutro jak co.- powiedział uśmiechając się do mnie. Weszłam do Pokoju i zamknęłam okno.
-Ty serio idziesz spać czy tylko go chciałaś tak wiesz, przepędzić?- zapytała siadając mi na łóżko.
-Idę spać, jestem wykończona.-odrzekłam od niechcenia i położyła się spać przebrana już w pidżamkę. -A ty masz zamiar siedzieć do rana?
-Nieee, też już idę tylko się przebiorę i wyłączę światła.- jak powiedziała, tak też zrobiła. I pięć minut potem wskoczyła mi pod pościel i oddaliłyśmy się w krainę snu.
***
Rano zadzwonił mi telefon, byłam zbyt zmęczona żeby odebrać. Na szczęście Amy poszła po niego.
Słyszałam jakieś szepty ale nie ogarniałam co się dzieje.
-Kto dzwonił?- zapytałam z zamkniętymi oczami.
-A nikt, budzik ci się włączył.- Powiedziała z uśmiechem na twarzy.- Śpij jeszcze ja zrobię ci śniadanie.- i odeszła.
Chwila coś się nie zgadza, ja nie miałam nastawionego budzika. Albo może, no cóż nie mam sił na rozmyślenia.
Obudził mnie głos ciężarówki która zaparkowała koło naszej kamienicy. Była godzina dziesiąta i w domu jakoś podejrzanie cicho. Wstałam i od razu pokierowałam się w stronę kuchni. Na stole stała kartka za kanapkami. Wzięłam ją do ręki i otworzyłam.
,,Cześć śpioszku, wrócę wieczorem mam nadzieje że dasz sobie radę sama. Amy''. Zamurowało mnie. No cóż byłam sama. Zjadłam kanapki i położyłam się na kanapie.Ciekawe co robi, no trudno wieczorem mi opowie pewnie. Bardziej mnie ciekawi co robi Thomas, zadzwonię do niego! Brawo Sabrina jesteś taka bystra.Zaśmiałam się sama do siebie po czym połączyłam się z Thomasem.
-Halo?-po stronie jego słuchawki był mi znajomy głos nie jego, lecz dziewczyny.
-Amy? To ty?-zapytałam zdziwiona.
-No a kto inny śpioszku.-zachichotała.
-Daj mi Thomasa.-odezwałam się niskim tonem.
-Jest teraz zajęty mną, później pogadacie całuski.-powiedziała tak radosnym głosem że nie mogłam w to uwierzyć.
-Kto dzwonił?-usłyszałam głos przyjaciela w słuchawce.
-Nikt ważny, jakaś babka z sieci, powiedziałam jej żeby zadzwoniła innym razem.-nadal mówiła śmiejąc się.Nikt ważny?! Jak ona mogła! Czy ja jestem nikim ważnym? Dlaczego ona mi to robi? Nie widzi że mi na nim zależy? Ty idiotko nie chciałaś jej o tym powiedzieć! Bo nie chciałam i nie drzyj się po mnie. O matko ja to jestem jakaś chora psychicznie.
Ubrałam się ogarnęłam i poszłam na miasto z nadzieją że nie spotkam żadnej faki Annie.
-Ej czemu poszłaś?- oparł się ramionami o parapet.
-Bo nie miałam tam co robić. I tak jestem zmęczona zaraz idę spać.-odrzekłam udając że ziewam.
-Posuń się, mnie nie oszukasz aktorko.- zaśmiał się i usiadł obok.-Też zaraz zwiewam do bo rano muszę wstać i pojechać do Annie bo dziś jakoś mi się tam dotrzeć nie udało.-popatrzył się na mnie swoim boskimi oczami.
-No wybacz, nie wiedziałam że Amy cie tak polubi.- odrzekłam trochę przygaszonym tonem.
-Jakoś ten ton, jest u ciebie częsty w tym dniu.-Popatrzył na gwiazdy biorąc moją rękę i bawiąc się mi palcami.
-Może troszkę.-popatrzyłam na niego. Nasze spojrzenia znów się spotkały, tym razem twarze przybliżały się do siebie w wolnym tempie.
-A tu byliście.-Przerwała tą piękną chwile Amelia.
-No to ja już będę się brała spać.- popatrzyłam na niego byle by uniknąć jej wzroku.
-Ja chyba też się biorę. Zadzwonię jutro jak co.- powiedział uśmiechając się do mnie. Weszłam do Pokoju i zamknęłam okno.
-Ty serio idziesz spać czy tylko go chciałaś tak wiesz, przepędzić?- zapytała siadając mi na łóżko.
-Idę spać, jestem wykończona.-odrzekłam od niechcenia i położyła się spać przebrana już w pidżamkę. -A ty masz zamiar siedzieć do rana?
-Nieee, też już idę tylko się przebiorę i wyłączę światła.- jak powiedziała, tak też zrobiła. I pięć minut potem wskoczyła mi pod pościel i oddaliłyśmy się w krainę snu.
***
Rano zadzwonił mi telefon, byłam zbyt zmęczona żeby odebrać. Na szczęście Amy poszła po niego.
Słyszałam jakieś szepty ale nie ogarniałam co się dzieje.
-Kto dzwonił?- zapytałam z zamkniętymi oczami.
-A nikt, budzik ci się włączył.- Powiedziała z uśmiechem na twarzy.- Śpij jeszcze ja zrobię ci śniadanie.- i odeszła.
Obudził mnie głos ciężarówki która zaparkowała koło naszej kamienicy. Była godzina dziesiąta i w domu jakoś podejrzanie cicho. Wstałam i od razu pokierowałam się w stronę kuchni. Na stole stała kartka za kanapkami. Wzięłam ją do ręki i otworzyłam.
,,Cześć śpioszku, wrócę wieczorem mam nadzieje że dasz sobie radę sama. Amy''. Zamurowało mnie. No cóż byłam sama. Zjadłam kanapki i położyłam się na kanapie.
-Halo?-po stronie jego słuchawki był mi znajomy głos nie jego, lecz dziewczyny.
-Amy? To ty?-zapytałam zdziwiona.
-No a kto inny śpioszku.-zachichotała.
-Daj mi Thomasa.-odezwałam się niskim tonem.
-Jest teraz zajęty mną, później pogadacie całuski.-powiedziała tak radosnym głosem że nie mogłam w to uwierzyć.
-Kto dzwonił?-usłyszałam głos przyjaciela w słuchawce.
-Nikt ważny, jakaś babka z sieci, powiedziałam jej żeby zadzwoniła innym razem.-nadal mówiła śmiejąc się.
Ubrałam się ogarnęłam i poszłam na miasto z nadzieją że nie spotkam żadnej faki Annie.
wtorek, 28 kwietnia 2015
Rozdział 23
Całą drogę prawie nie rozmawiałam z nimi, byli sobą zajęci. Halo, jestem tu z wami?! Wiecie?! super nawet pewnie nie zauważyli mnie. Nadszedł czas rozłąki bo każde z nas wracało do swoich mieszkań.
-Ej fajny jest, chce go.- powiedziała z głupkowatym uśmiechem.
-On nie jest rzeczą nie możesz go chcieć.-wykrztusiłam z gulą w gardle. Jej wzrok prześwidrował mnie całą ale nie zwróciłam na to uwagi i poszłam do kuchni się napić.
-Coś się stało?- zapytała podchodząc do mnie.
-Nie, ależ skąd że.- odpowiedziałam sarkastycznie ale ona chyba tego nie zauważyła. -Rozgość się, będziesz spać na kanapie.- pokazałam palcem białą wygodną sofę. Nagle mój telefon zadzwonił Amy była bliżej niego więc podała mi go. Widziałam jak kątem oka patrzy kto do mnie dzwoni. Jej uśmieszek znikł kiedy podała mi telefon.
-Ej Brina idziesz ze mną na Bubble tea?- zapytał Thomas.
-Teraz? A co z Amy?- przyciszyłam ton głosu.
-Nie możesz jej zostawić na chwile samej?-zadał kolejne pytanie.
-Nie wiem, w sumie to tylko pięć minut, dobra za trzy minuty pod moimi drzwiami.- rozłączyłam się idąc do łazienki i poprawiając włosy.
-Amy zostawiam cie na dziesięć minut samą, nie spal mi domu.- powiedziałam ubierając bluzę.
-Nie jestem tobą.- zaśmiała się po czym dodała.- A zaprosimy sąsiada dziś na kolacje?- zapytała podchodząc do mnie bliżej z tym jej głupkowatym uśmieszkiem.
-Zobaczymy.-odpowiedziałam oschle i wyszłam. Czułam jej wzrok przez to szkiełko w drzwiach. Patrzyła na nas jak odchodzimy do Windy. Gdy oddaliliśmy się od budynku czułam się spokojniej.
-Ile ta Amy tu będzie?-zapytał tak prosto z mostu.Jeny jak by nie było innego tematu tylko Amelia..
-Prawdopodobnie tydzień ale nie wiem jeszcze do końca. A co zakochałeś się?-powiedziałam podirytowanym głosem.
-Oj ty chyba jesteś zazdrosna.- powiedział z drobnym uśmiechem na twarzy. Stanęłam i popatrzyłam na niego ja na idiotę.
-Ja? Chyba cie łeb boli ciekawe o kogo.- powiedziałam po czym obróciłam się na pięcie i poszłam dalej. W oknie od BT było widać jak stoi jeszcze przez moment z uśmiechem na twarzy po czym poprawia fryzurę i wraca do mnie. Kupiliśmy nasze ulubione smaki i powoli wracaliśmy do domu, ciągle rozmawiając i dokuczając sobie.
***
-Długo was nie było.-Powiedziała Amy jak tylko przekroczyliśmy próg mojego mieszkania.
-A tam tylko chwilkę.- Odezwał się z uśmiechem Thomas zerkając na mnie.
-Strasznie się nudziłam przez ten czas.- wydusiła zagrywając czekoladą.
-Ale przestań, nie było nas z piętnaście minut, nie mów że jesteś małym dzieckiem z którym trzeba siedzieć cały czas bo nie poradzi sobie nawet włączyć telewizora.-ściągnęłam kurtkę i popatrzyłam na koleżankę. Była cała czerwona a Thomas się śmiał.
-Tak? A mam ci przypomnieć jak nie chciałaś iść do kibla bo bałaś się go.-Powiedziała z zadziornym uśmiechem jakby chciała się zemścić za to co powiedziałam.
-Serio Brina?- zaśmiał się Thomas i obrócił mnie do siebie.
-No co bałam się że mnie wciągnie.- chwile po czym ogarnęłam co powiedziałam. Wszyscy w trójkę zaczęliśmy się śmiać.
-To jak pizza na kolacje?- rzuciłam telefon blondynowi który przytaknął i popatrzył na Amy.
-Mi to pasuje, ale wiecie, bez szynki, pieczarek, sera i tym podobne.- powiedziała oglądając swoje paznokcie.
-To co chcesz jeść? Same ciasto?- zaśmiał się.
-Zamówmy tą serową, dzwoń już.- podeszłam do niego i podałam mu ulotkę.
Pół godziny później przyjechała nasza kolacja i wszyscy smakowicie ją zjedli. Oczywiście Amy musiała się przechwalać czego ona tam nie osiągnęła i tym podobne, Thomas zadawał jej pytania a ja siedziałam cicho, najwyraźniej bawią się oboje znakomicie tam. Wstałam od stołu,
-Ej gdzie idziesz?-Zapytał Thomas jakby tylko jego obchodziło to że się stąd oddalam. Zignorowałam go, wzięłam szybko bluzę i wyszłam przez moje okno na schody żeby popatrzeć w niebo.
-Ej fajny jest, chce go.- powiedziała z głupkowatym uśmiechem.
-On nie jest rzeczą nie możesz go chcieć.-wykrztusiłam z gulą w gardle. Jej wzrok prześwidrował mnie całą ale nie zwróciłam na to uwagi i poszłam do kuchni się napić.
-Coś się stało?- zapytała podchodząc do mnie.
-Nie, ależ skąd że.- odpowiedziałam sarkastycznie ale ona chyba tego nie zauważyła. -Rozgość się, będziesz spać na kanapie.- pokazałam palcem białą wygodną sofę. Nagle mój telefon zadzwonił Amy była bliżej niego więc podała mi go. Widziałam jak kątem oka patrzy kto do mnie dzwoni. Jej uśmieszek znikł kiedy podała mi telefon.
-Ej Brina idziesz ze mną na Bubble tea?- zapytał Thomas.
-Teraz? A co z Amy?- przyciszyłam ton głosu.
-Nie możesz jej zostawić na chwile samej?-zadał kolejne pytanie.
-Nie wiem, w sumie to tylko pięć minut, dobra za trzy minuty pod moimi drzwiami.- rozłączyłam się idąc do łazienki i poprawiając włosy.
-Amy zostawiam cie na dziesięć minut samą, nie spal mi domu.- powiedziałam ubierając bluzę.
-Nie jestem tobą.- zaśmiała się po czym dodała.- A zaprosimy sąsiada dziś na kolacje?- zapytała podchodząc do mnie bliżej z tym jej głupkowatym uśmieszkiem.
-Zobaczymy.-odpowiedziałam oschle i wyszłam. Czułam jej wzrok przez to szkiełko w drzwiach. Patrzyła na nas jak odchodzimy do Windy. Gdy oddaliliśmy się od budynku czułam się spokojniej.
-Ile ta Amy tu będzie?-zapytał tak prosto z mostu.
-Prawdopodobnie tydzień ale nie wiem jeszcze do końca. A co zakochałeś się?-powiedziałam podirytowanym głosem.
-Oj ty chyba jesteś zazdrosna.- powiedział z drobnym uśmiechem na twarzy. Stanęłam i popatrzyłam na niego ja na idiotę.
-Ja? Chyba cie łeb boli ciekawe o kogo.- powiedziałam po czym obróciłam się na pięcie i poszłam dalej. W oknie od BT było widać jak stoi jeszcze przez moment z uśmiechem na twarzy po czym poprawia fryzurę i wraca do mnie. Kupiliśmy nasze ulubione smaki i powoli wracaliśmy do domu, ciągle rozmawiając i dokuczając sobie.
***
-Długo was nie było.-Powiedziała Amy jak tylko przekroczyliśmy próg mojego mieszkania.
-A tam tylko chwilkę.- Odezwał się z uśmiechem Thomas zerkając na mnie.
-Strasznie się nudziłam przez ten czas.- wydusiła zagrywając czekoladą.
-Ale przestań, nie było nas z piętnaście minut, nie mów że jesteś małym dzieckiem z którym trzeba siedzieć cały czas bo nie poradzi sobie nawet włączyć telewizora.-ściągnęłam kurtkę i popatrzyłam na koleżankę. Była cała czerwona a Thomas się śmiał.
-Tak? A mam ci przypomnieć jak nie chciałaś iść do kibla bo bałaś się go.-Powiedziała z zadziornym uśmiechem jakby chciała się zemścić za to co powiedziałam.
-Serio Brina?- zaśmiał się Thomas i obrócił mnie do siebie.
-No co bałam się że mnie wciągnie.- chwile po czym ogarnęłam co powiedziałam. Wszyscy w trójkę zaczęliśmy się śmiać.
-To jak pizza na kolacje?- rzuciłam telefon blondynowi który przytaknął i popatrzył na Amy.
-Mi to pasuje, ale wiecie, bez szynki, pieczarek, sera i tym podobne.- powiedziała oglądając swoje paznokcie.
-To co chcesz jeść? Same ciasto?- zaśmiał się.
-Zamówmy tą serową, dzwoń już.- podeszłam do niego i podałam mu ulotkę.
Pół godziny później przyjechała nasza kolacja i wszyscy smakowicie ją zjedli. Oczywiście Amy musiała się przechwalać czego ona tam nie osiągnęła i tym podobne, Thomas zadawał jej pytania a ja siedziałam cicho, najwyraźniej bawią się oboje znakomicie tam. Wstałam od stołu,
-Ej gdzie idziesz?-Zapytał Thomas jakby tylko jego obchodziło to że się stąd oddalam. Zignorowałam go, wzięłam szybko bluzę i wyszłam przez moje okno na schody żeby popatrzeć w niebo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)