poniedziałek, 4 maja 2015

Rozdział 26

-Co to za chłopak?- zapytał Thomas podirytowanym głosem.
-A on? Nie słyszałeś Johny. Pomógł mi przy psychofankach Annie wtedy kiedy wy bawiliście się świetnie kij wie gdzie.- powiedziałam z sztucznym uśmiechem i poszłam w górę.
-Mogł...-powiedział Thomas ale Amy mu w tym przeszkodziła.
-Przystojniak. Bierz się za niego, widziałam jak na ciebie patrzy.- powiedziała to tak zadowolonym głosem że nie wierze. Spojrzałam na wysokiego blondyna, jego twarz stała się nagle tak jakby smutna, a złość kapała mu z oczu.
-Nie dzięki.-powiedziałam ciągle patrząc na niego, Podniósł swój wzrok na mnie i chwilę stał bez ruchu jak ja. Dałam tu tak jakby sygnał, nie wiem czy to odczytał ale przynajmniej coś w tym kierunku zrobiłam. Obróciłam się i poszłam do góry.
-Ej Brina, jesz z nami dziś kolacje?-zapytał Thomas. Obróciłam się i zobaczyłam gniewny wzrok Amy.
-Nie, nie jestem głodna. Zjedzcie sobie sami romantyczną kolacje przy świecach i czerwonym winku.- Na mojej twarzy znów pojawił się sztuczny uśmiech i ruszyłam do domu, duma z siebie że to powiedziałam. Weszłam do domu trzaskając drzwiami i od razu poszłam się umyć. Wyszłam owinięta ręcznikiem.
-Matko myślałam że dom jest pusty- przestraszyłam się Thomasa i Amy którzy siedzieli na kanapie. Zawstydzona pobiegłam do pokoju. Włosy miałam na twarzy z zawstydzenia i zanim zdążyłam zobaczyć gdzie są drzwi miałam bliskie spotkanie z ścianą. Usłyszałam ciche śmiechy więc popatrzyłam na nich a potem wyparowałam do mojego pokoju. Przebrałam się szybko i modliłam żebym zapadła się pod ziemię. Skoczyłam na łóżku i głowę przykryłam poduszką. Usłyszałam jak ktoś puka do drzwi.
-Czego?-krzyknęłam, ale poduszka nie dała dojść moim słowom do drzwi. Ktoś wszedł do środka i zamknął drzwi.
-Nic ci się nie stało?- zaśmiał się chłopak.
-Raczej nic, może trochę boli mnie głowa.-wysepleniłam.
-Pokarz mi tu się.- powiedział odciągając od mnie poduszkę.
-Przestań nie mam makijażu.- powiedziałam zasłaniając się rękami by mnie nie widział.
-Tak ci ładniej.- uśmiechnął się po czym zdjął mi ręce z głowy.
-Ałć zostaw, boli.-walnęłam go w rękę.
-No jak małe dziecko. Masz rozciętą głowę. Siedź tu.-powiedział po czym poszedł po apteczkę.
-Raczej się stad nie ruszę.-wyszeptałam patrząc zerkając w telefon. Przyszedł mi sms.
,,No witaj, jak się tam trzymasz? Nie zdradziłaś mi swojego imienia. Johny.'' Uśmiech pojawił mi się na twarzy jak przypomniałam sobie o tym jak się z nim fajnie rozmawiało, że zrozumiał całą historię.
-Popatrz się na mnie.-Powiedział suchym głosem. I zaczął dotykać gazą moje czoło.
-Ałć przestań to szczypie!- Krzyknęłam na niego.
-Uspokój się, nie chce żeby ci się tam zakażenie wdarło. Możesz się nie ruszać na chwilę?-jego ton nadal był suchy. Jeszcze przed chwilą był milutki.
-Dlaczego taki jesteś?- zapytałam go patrząc mu prosto w oczy.
-Taki czyli jaki?-spojrzał w moje oczy.
-Taki oschły. Jeszcze minute temu byłeś milutki a teraz? Jesteś zmienny jak kobieta w ciąży.-powiedziałam dotykając swojej rany która bolała.
-A od kiedy cię to obchodzi?- zapytał.
-Od zawszę.-zapadła cisza. Wziął moje ręce z głowy i trzymał. Nasze oczy ciągle na siebie patrzył. Dźwięk sms przerwał tą sytuacje. Dlaczego zawsze kiedy jest taka akcja musi coś przerwać, okej kilka razy? spoko, ALE NIE CIĄGLE.
Wzięłam telefon ale nawet nie popatrzyłam kto ani co tam pisało.
-Będzie trzeba zszywać?- popatrzyłam na niego.
-Nie, to tylko małe rozcięcie nie powinnaś mieć nawet blizny.- odpowiedział normalnie.
-To dobrze.- przełknęłam ślinę.
-Wiesz, jesteś najbardziej nie cierpliwym i nie spokojnym pacjentem w życiu.-uśmiechnął się.
-A to ciekawe.- odwzajemniłam uśmiech. Kiedy wstawał wskoczyłam mu na plecy i poszliśmy do pokoju gościnnego gdzie czekała znudzona Amy.
-No wreszcie.- powiedziała łaskawym głosem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz