Była za piętnaście druga w nocy. Praktycznie pierwszy raz wracałam tak późno do domu. Wlekłam swoje zmęczone ciało po metalowych schodach z tyłu budynku, bo nie miałam sił już iść normalnie. Wyszłam wreszcie na poziom mojego okna wzięłam głęboki wdech.
-No wreszcie.-usłyszałam głos i stanęłam w miejscu.-Myślisz że jak się nie ruszasz to cię nie widzę?- zaśmiał się.
-Miałam taką nadzieje.- burknęłam pod nosem i zaczęłam iść w kierunku okna, rozglądając się na wszystkie strony by chociaż dostrzec jakąkolwiek sylwetkę tej osoby.
-Stój- poczułam czyjąś dłoń na moim nadgarstku.-Gdzie byłaś?
-Nie będę ci się spowiadać.- powiedziałam próbując wydostać się z uścisku chłopaka, dobrze wiedziałam że to Thomas.
-Nie warto, wiesz że cię nie puszczę.-zsunął się po ceglanej ścianie siadając na metalu. Miał racje, dobrze wiedziałam że nie da mi za wygraną.
-Byłam na molo z Johnym.- skierowałam się by siąść obok niego ale potknęłam się na jego nogach i wylądowałam na jego kolanach.
-Yhym.- odkaszlnął i zapadła cisza,-Dlaczego uciekłaś?
-Z Domu?- zdziwiło mnie to pytanie.
-Nie, wtedy jak byliśmy na korytarzu.- Popatrzył się pierwsze na mnie a potem w niebo.
-Bo przyszła twoja dziewczyna.- odezwałam się lekko chamskim tonem.
-Jaja se ze mnie robisz? Ona i ja? No proszę cię.- parsknął śmiechem.
-No tak to wygląda.- uśmiechnęłam się lekko.- A z resztą ona na ciebie mega leci, i zawsze dostaje to czego chce.. Mimo to że była pewna tego nie dopuszczała mnie do ciebie.- Oparłam głowę o ścianę.
-To trzeba było iść ze mną na plan a nie wysyłać Amy.- Powiedział rzucając na schody kamyczek.
-Co? Amy mi mówiła że ty ją tam zaprosiłeś.- odepchnęłam się gwałtownie od ściany.
-Mi powiedziała że ty ją wysłałaś.- I ja i Thomas byliśmy zdziwienia.-A po za tym po co ją miałem zapraszać, to z tobą tam chciałem iść.- powiedział po czym dał mi buziaka w policzek a ja położyłam swoją głowę na jego ramieniu i zasnęłam.
wtorek, 12 maja 2015
Rozdział 28
-No jejku wreszcie się zjawiłeś-odetchnęłam z ulgą że już przyszedł.
-No sorrki no, mówiłem że za pół godziny.- zaśmiał się i usiadł obok mnie.
-Co ty tu robisz?- zapytał rozglądając się po wielkim białym moście.
-Siedzę, nie widzisz?- zadałam pytanie retoryczne chamskim tonem.
-Spokojnie, spokojnie. Dlaczego jesteś sama?-podrapał się po głowie.
-Dylan na wakacjach razem z moimi przyjaciółmi a Thomas i Amy chyba w domu siedzą.- przytuliłam swoje kolana i patrzyłam w dół.
-Dylan? Ten Dylan? No nie mów mi że się z nim zadajesz.- zaczął się śmiać.
-Tak, jest moim przyjacielem. Czemu cię to tak śmieszy?-walnęłam go w jego twardą klatę Chłopak nadal się śmiał.
-Okej.- wstała i zaczęłam iść w stronę domu.
-No nie czekaj, gdzie idziesz?-dobiegł kilka kroków do mnie.
-Daleko od ciebie, bo nie wiem co w tym jest takiego śmiesznego.- Przygasiłam go słowami i wzrokiem.
-Wracamy na ławkę to ci opowiem.- pokazał palcem miejsce z którego chwile temu poszłam. Przytaknęłam i wróciliśmy.
-No słucham.- zaczęłam stukać pietą o belkę mostu.
-A więc ja z Dylanem...w podstawówce się przyjaźniliśmy- z trudem wykrztusił to z bólem,- Potem kompletnie mnie olał, nie dzwonił, nie przychodził po mnie, a jak ja wyruszyłem po niego to zawsze miał jakąś wymówkę że nie może a pół godziny potem widziałem go na boisku z innymi. Przesiadł się w klasie na praktycznie na każdej lekcji. Do tej pory z nim nie rozmawiam.- zesmutniał nagle.
-Jejku, wybacz nie wiedziałam. Ale nadal nie wiem dlaczego się śmiałeś.- włożyłam swoje ręce w bluzę bo robiło się już coraz zimnie, w końcu już jest późna pora.
-Jakoś musiałem zaaragować, sam nie wiem akurat dlaczego śmiechem.- odpowiedział, położył rękę na moim kolanie i powoli się przybliżał. Czułam się jakoś dziwnie, nie miałam ochoty na jakieś flirty a szczególnie z nowo poznanym kolesiem. Stopniowo był coraz bliżej mnie, bliżej, bliżej i bliżej.
-Wiesz, jest już późno , muszę iść do domu.-wstałam nagle omijając jego twarz, pomachałam mu na pożegnanie.
-Odprowadzić cię?-zapytał powoli wstając.
-Nie, dojdę sama..- patrzyłam w telefon. Była pierwsza w nocy, Wiedziałam że jest późno ale nie aż tak. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę mojej kamienicy. Bałam iść się sama, miałam ochotę zadzwonić do Thomasa żeby po mnie wyszedł ale nadal nie chciałam go widzieć. Z każdym kolejnym krokiem byłam bardziej zmęczona i bardziej zmarznięta.
-No sorrki no, mówiłem że za pół godziny.- zaśmiał się i usiadł obok mnie.
-Co ty tu robisz?- zapytał rozglądając się po wielkim białym moście.
-Siedzę, nie widzisz?- zadałam pytanie retoryczne chamskim tonem.
-Spokojnie, spokojnie. Dlaczego jesteś sama?-podrapał się po głowie.
-Dylan na wakacjach razem z moimi przyjaciółmi a Thomas i Amy chyba w domu siedzą.- przytuliłam swoje kolana i patrzyłam w dół.
-Dylan? Ten Dylan? No nie mów mi że się z nim zadajesz.- zaczął się śmiać.
-Tak, jest moim przyjacielem. Czemu cię to tak śmieszy?-walnęłam go w jego twardą klatę Chłopak nadal się śmiał.
-Okej.- wstała i zaczęłam iść w stronę domu.
-No nie czekaj, gdzie idziesz?-dobiegł kilka kroków do mnie.
-Daleko od ciebie, bo nie wiem co w tym jest takiego śmiesznego.- Przygasiłam go słowami i wzrokiem.
-Wracamy na ławkę to ci opowiem.- pokazał palcem miejsce z którego chwile temu poszłam. Przytaknęłam i wróciliśmy.
-No słucham.- zaczęłam stukać pietą o belkę mostu.
-A więc ja z Dylanem...w podstawówce się przyjaźniliśmy- z trudem wykrztusił to z bólem,- Potem kompletnie mnie olał, nie dzwonił, nie przychodził po mnie, a jak ja wyruszyłem po niego to zawsze miał jakąś wymówkę że nie może a pół godziny potem widziałem go na boisku z innymi. Przesiadł się w klasie na praktycznie na każdej lekcji. Do tej pory z nim nie rozmawiam.- zesmutniał nagle.
-Jejku, wybacz nie wiedziałam. Ale nadal nie wiem dlaczego się śmiałeś.- włożyłam swoje ręce w bluzę bo robiło się już coraz zimnie, w końcu już jest późna pora.
-Jakoś musiałem zaaragować, sam nie wiem akurat dlaczego śmiechem.- odpowiedział, położył rękę na moim kolanie i powoli się przybliżał. Czułam się jakoś dziwnie, nie miałam ochoty na jakieś flirty a szczególnie z nowo poznanym kolesiem. Stopniowo był coraz bliżej mnie, bliżej, bliżej i bliżej.
-Wiesz, jest już późno , muszę iść do domu.-wstałam nagle omijając jego twarz, pomachałam mu na pożegnanie.
-Odprowadzić cię?-zapytał powoli wstając.
-Nie, dojdę sama..- patrzyłam w telefon. Była pierwsza w nocy, Wiedziałam że jest późno ale nie aż tak. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę mojej kamienicy. Bałam iść się sama, miałam ochotę zadzwonić do Thomasa żeby po mnie wyszedł ale nadal nie chciałam go widzieć. Z każdym kolejnym krokiem byłam bardziej zmęczona i bardziej zmarznięta.
środa, 6 maja 2015
Rozdział 27
-Dłużej nie mogliście tam siedzieć?-zapytała nerwowo.
-Ej uspokój się, rozwaliła sobie głowę, pomagałem jej.- powiedział zrzucając mnie na kanapę i przyklejając plasterek na głowę.
-Jest dużą dziewczynką, sama by sobie też dała radę.-obróciła oczami w moją stronę.
-Nie była tego świadoma nawet.- powiedział siadając na krześle obok mnie. Chwile potem napięcie się rozluźniło. Amy wstała i podeszła do Thomasa siadając mu na kolanie i szeptała coś mu do ucha. W brzuchu zrobiło mi się gorąco. Obróciła jego głowę w jej stronę i delikatnie musnęła w policzek. Wstałam wybiegając z domu bez butów po raz kolejny trzaskając drzwiami. Cała zapłakana usiadłam przy ścianie.
-Ej co jest? Teraz pytam serio.- powiedział stając nad mną.
-Nic, zostaw mnie.-od kaszlnęłam.
-Teraz? Tu? Samą? W takim stanie? Chyba śnisz.- przykucnął odgradzając mi oczy spośród rudych jeszcze nie do końca suchych włosów.
-Powiedziałam zostaw mnie.-krzyknęłam po czym wstałam biegnąc w stronę końca korytarza.
Poczekaj.-Złapał mnie gwałtownie za rękę i szarpnął tak że się obróciłam a nasze usta musnęły się delikatnie. Popatrzył mi prosto w oczy a potem znów się dotknęły na dłużą chwilę.
-Thomas!-Krzyknęła Amy z progu mojego mieszkania. Momentalnie odsunęliśmy się do siebie.
-Co wy tam robicie?-zapytała patrząc na nas. Nie miała ochoty rozmawiać ani z nią ani z nim. Ruszyłam w stronę domu mijając go tak jakby nic się nie stało. W Drzwiach stała Amelia, nie miałam ochoty nawet na nią patrzeć ani się jakoś specjalnie odsuwać więc szturchnęłam ją barkiem.
-Ała, co jest?- zignorowałam ją i poszłam do swojego pokoju zamykając się. Marzyłam o chwili ciszy, samotności, żeby nikt nie wszedł teraz do mnie. Jednak tak się nie stało. I Thomas i Amy pukali do drzwi lekko je otwierając. Wstałam szybko i przytrzasnęłam swoją siłą je tak aby nie mogli ich otworzyć jednak byłam zbyt słaba. Przysunęłam szafkę zastawiając drzwi nią. Ubrałam buty i wszyłam oknem, idąc bo metalowych schodach w dół i wychodząc koło śmietników z drugiej strony kamienicy. Szłam chodnikiem daleko nawet nie wiem gdzie. Wtedy przypomniało mi się że zapomniałam odpisać Johnemu. Wzięłam telefon i pierwsze co zrobiłam to zadzwoniłam do niego.
-Halo, masz teraz czas?- zapytałam chłopaka którego zaledwie dziś poznałam.
-Aktualnie nie, ale za jakieś piętnaście minut tak.- odpowiedział zmęczonym głosem.
-Możemy się spotkać?- powiedziałam nie pewnie bojąc się jego reakcji.
-No pewnie, to ta dwadzieścia minut na..-przerwałam mu.
-Pod Molo, będę tam czekać.-wykrztusiłam nie zwracając uwagi na to czy chce coś jeszcze powiedzieć czy nie rozłączyłam się i kierowałam w miejsce spotkania.
Mój telefon ciągle wirował, dostawałam tysiąc sms od Thomasa i Amy. Pięćset razy dzwonili ale za żadnym razem nie odebrałam.
-Ej uspokój się, rozwaliła sobie głowę, pomagałem jej.- powiedział zrzucając mnie na kanapę i przyklejając plasterek na głowę.
-Jest dużą dziewczynką, sama by sobie też dała radę.-obróciła oczami w moją stronę.
-Nie była tego świadoma nawet.- powiedział siadając na krześle obok mnie. Chwile potem napięcie się rozluźniło. Amy wstała i podeszła do Thomasa siadając mu na kolanie i szeptała coś mu do ucha. W brzuchu zrobiło mi się gorąco. Obróciła jego głowę w jej stronę i delikatnie musnęła w policzek. Wstałam wybiegając z domu bez butów po raz kolejny trzaskając drzwiami. Cała zapłakana usiadłam przy ścianie.
-Ej co jest? Teraz pytam serio.- powiedział stając nad mną.
-Nic, zostaw mnie.-od kaszlnęłam.
-Teraz? Tu? Samą? W takim stanie? Chyba śnisz.- przykucnął odgradzając mi oczy spośród rudych jeszcze nie do końca suchych włosów.
-Powiedziałam zostaw mnie.-krzyknęłam po czym wstałam biegnąc w stronę końca korytarza.
Poczekaj.-Złapał mnie gwałtownie za rękę i szarpnął tak że się obróciłam a nasze usta musnęły się delikatnie. Popatrzył mi prosto w oczy a potem znów się dotknęły na dłużą chwilę.
-Thomas!-Krzyknęła Amy z progu mojego mieszkania. Momentalnie odsunęliśmy się do siebie.
-Co wy tam robicie?-zapytała patrząc na nas. Nie miała ochoty rozmawiać ani z nią ani z nim. Ruszyłam w stronę domu mijając go tak jakby nic się nie stało. W Drzwiach stała Amelia, nie miałam ochoty nawet na nią patrzeć ani się jakoś specjalnie odsuwać więc szturchnęłam ją barkiem.
-Ała, co jest?- zignorowałam ją i poszłam do swojego pokoju zamykając się. Marzyłam o chwili ciszy, samotności, żeby nikt nie wszedł teraz do mnie. Jednak tak się nie stało. I Thomas i Amy pukali do drzwi lekko je otwierając. Wstałam szybko i przytrzasnęłam swoją siłą je tak aby nie mogli ich otworzyć jednak byłam zbyt słaba. Przysunęłam szafkę zastawiając drzwi nią. Ubrałam buty i wszyłam oknem, idąc bo metalowych schodach w dół i wychodząc koło śmietników z drugiej strony kamienicy. Szłam chodnikiem daleko nawet nie wiem gdzie. Wtedy przypomniało mi się że zapomniałam odpisać Johnemu. Wzięłam telefon i pierwsze co zrobiłam to zadzwoniłam do niego.
-Halo, masz teraz czas?- zapytałam chłopaka którego zaledwie dziś poznałam.
-Aktualnie nie, ale za jakieś piętnaście minut tak.- odpowiedział zmęczonym głosem.
-Możemy się spotkać?- powiedziałam nie pewnie bojąc się jego reakcji.
-No pewnie, to ta dwadzieścia minut na..-przerwałam mu.
-Pod Molo, będę tam czekać.-wykrztusiłam nie zwracając uwagi na to czy chce coś jeszcze powiedzieć czy nie rozłączyłam się i kierowałam w miejsce spotkania.
Mój telefon ciągle wirował, dostawałam tysiąc sms od Thomasa i Amy. Pięćset razy dzwonili ale za żadnym razem nie odebrałam.
poniedziałek, 4 maja 2015
Rozdział 26
-Co to za chłopak?- zapytał Thomas podirytowanym głosem.
-A on? Nie słyszałeś Johny. Pomógł mi przy psychofankach Annie wtedy kiedy wy bawiliście się świetnie kij wie gdzie.- powiedziałam z sztucznym uśmiechem i poszłam w górę.
-Mogł...-powiedział Thomas ale Amy mu w tym przeszkodziła.
-Przystojniak. Bierz się za niego, widziałam jak na ciebie patrzy.- powiedziała to tak zadowolonym głosem że nie wierze. Spojrzałam na wysokiego blondyna, jego twarz stała się nagle tak jakby smutna, a złość kapała mu z oczu.
-Nie dzięki.-powiedziałam ciągle patrząc na niego, Podniósł swój wzrok na mnie i chwilę stał bez ruchu jak ja. Dałam tu tak jakby sygnał, nie wiem czy to odczytał ale przynajmniej coś w tym kierunku zrobiłam. Obróciłam się i poszłam do góry.
-Ej Brina, jesz z nami dziś kolacje?-zapytał Thomas. Obróciłam się i zobaczyłam gniewny wzrok Amy.
-Nie, nie jestem głodna. Zjedzcie sobie sami romantyczną kolacje przy świecach i czerwonym winku.- Na mojej twarzy znów pojawił się sztuczny uśmiech i ruszyłam do domu, duma z siebie że to powiedziałam. Weszłam do domu trzaskając drzwiami i od razu poszłam się umyć. Wyszłam owinięta ręcznikiem.
-Matko myślałam że dom jest pusty- przestraszyłam się Thomasa i Amy którzy siedzieli na kanapie. Zawstydzona pobiegłam do pokoju. Włosy miałam na twarzy z zawstydzenia i zanim zdążyłam zobaczyć gdzie są drzwi miałam bliskie spotkanie z ścianą. Usłyszałam ciche śmiechy więc popatrzyłam na nich a potem wyparowałam do mojego pokoju. Przebrałam się szybko i modliłam żebym zapadła się pod ziemię. Skoczyłam na łóżku i głowę przykryłam poduszką. Usłyszałam jak ktoś puka do drzwi.
-Czego?-krzyknęłam, ale poduszka nie dała dojść moim słowom do drzwi. Ktoś wszedł do środka i zamknął drzwi.
-Nic ci się nie stało?- zaśmiał się chłopak.
-Raczej nic, może trochę boli mnie głowa.-wysepleniłam.
-Pokarz mi tu się.- powiedział odciągając od mnie poduszkę.
-Przestań nie mam makijażu.- powiedziałam zasłaniając się rękami by mnie nie widział.
-Tak ci ładniej.- uśmiechnął się po czym zdjął mi ręce z głowy.
-Ałć zostaw, boli.-walnęłam go w rękę.
-No jak małe dziecko. Masz rozciętą głowę. Siedź tu.-powiedział po czym poszedł po apteczkę.
-Raczej się stad nie ruszę.-wyszeptałam patrząc zerkając w telefon. Przyszedł mi sms.
,,No witaj, jak się tam trzymasz? Nie zdradziłaś mi swojego imienia. Johny.'' Uśmiech pojawił mi się na twarzy jak przypomniałam sobie o tym jak się z nim fajnie rozmawiało, że zrozumiał całą historię.
-Popatrz się na mnie.-Powiedział suchym głosem. I zaczął dotykać gazą moje czoło.
-Ałć przestań to szczypie!- Krzyknęłam na niego.
-Uspokój się, nie chce żeby ci się tam zakażenie wdarło. Możesz się nie ruszać na chwilę?-jego ton nadal był suchy. Jeszcze przed chwilą był milutki.
-Dlaczego taki jesteś?- zapytałam go patrząc mu prosto w oczy.
-Taki czyli jaki?-spojrzał w moje oczy.
-Taki oschły. Jeszcze minute temu byłeś milutki a teraz? Jesteś zmienny jak kobieta w ciąży.-powiedziałam dotykając swojej rany która bolała.
-A od kiedy cię to obchodzi?- zapytał.
-Od zawszę.-zapadła cisza. Wziął moje ręce z głowy i trzymał. Nasze oczy ciągle na siebie patrzył. Dźwięk sms przerwał tą sytuacje.Dlaczego zawsze kiedy jest taka akcja musi coś przerwać, okej kilka razy? spoko, ALE NIE CIĄGLE.
Wzięłam telefon ale nawet nie popatrzyłam kto ani co tam pisało.
-Będzie trzeba zszywać?- popatrzyłam na niego.
-Nie, to tylko małe rozcięcie nie powinnaś mieć nawet blizny.- odpowiedział normalnie.
-To dobrze.- przełknęłam ślinę.
-Wiesz, jesteś najbardziej nie cierpliwym i nie spokojnym pacjentem w życiu.-uśmiechnął się.
-A to ciekawe.- odwzajemniłam uśmiech. Kiedy wstawał wskoczyłam mu na plecy i poszliśmy do pokoju gościnnego gdzie czekała znudzona Amy.
-No wreszcie.- powiedziała łaskawym głosem.
-A on? Nie słyszałeś Johny. Pomógł mi przy psychofankach Annie wtedy kiedy wy bawiliście się świetnie kij wie gdzie.- powiedziałam z sztucznym uśmiechem i poszłam w górę.
-Mogł...-powiedział Thomas ale Amy mu w tym przeszkodziła.
-Przystojniak. Bierz się za niego, widziałam jak na ciebie patrzy.- powiedziała to tak zadowolonym głosem że nie wierze. Spojrzałam na wysokiego blondyna, jego twarz stała się nagle tak jakby smutna, a złość kapała mu z oczu.
-Nie dzięki.-powiedziałam ciągle patrząc na niego, Podniósł swój wzrok na mnie i chwilę stał bez ruchu jak ja. Dałam tu tak jakby sygnał, nie wiem czy to odczytał ale przynajmniej coś w tym kierunku zrobiłam. Obróciłam się i poszłam do góry.
-Ej Brina, jesz z nami dziś kolacje?-zapytał Thomas. Obróciłam się i zobaczyłam gniewny wzrok Amy.
-Nie, nie jestem głodna. Zjedzcie sobie sami romantyczną kolacje przy świecach i czerwonym winku.- Na mojej twarzy znów pojawił się sztuczny uśmiech i ruszyłam do domu, duma z siebie że to powiedziałam. Weszłam do domu trzaskając drzwiami i od razu poszłam się umyć. Wyszłam owinięta ręcznikiem.
-Matko myślałam że dom jest pusty- przestraszyłam się Thomasa i Amy którzy siedzieli na kanapie. Zawstydzona pobiegłam do pokoju. Włosy miałam na twarzy z zawstydzenia i zanim zdążyłam zobaczyć gdzie są drzwi miałam bliskie spotkanie z ścianą. Usłyszałam ciche śmiechy więc popatrzyłam na nich a potem wyparowałam do mojego pokoju. Przebrałam się szybko i modliłam żebym zapadła się pod ziemię. Skoczyłam na łóżku i głowę przykryłam poduszką. Usłyszałam jak ktoś puka do drzwi.
-Czego?-krzyknęłam, ale poduszka nie dała dojść moim słowom do drzwi. Ktoś wszedł do środka i zamknął drzwi.
-Nic ci się nie stało?- zaśmiał się chłopak.
-Raczej nic, może trochę boli mnie głowa.-wysepleniłam.
-Pokarz mi tu się.- powiedział odciągając od mnie poduszkę.
-Przestań nie mam makijażu.- powiedziałam zasłaniając się rękami by mnie nie widział.
-Tak ci ładniej.- uśmiechnął się po czym zdjął mi ręce z głowy.
-Ałć zostaw, boli.-walnęłam go w rękę.
-No jak małe dziecko. Masz rozciętą głowę. Siedź tu.-powiedział po czym poszedł po apteczkę.
-Raczej się stad nie ruszę.-wyszeptałam patrząc zerkając w telefon. Przyszedł mi sms.
,,No witaj, jak się tam trzymasz? Nie zdradziłaś mi swojego imienia. Johny.'' Uśmiech pojawił mi się na twarzy jak przypomniałam sobie o tym jak się z nim fajnie rozmawiało, że zrozumiał całą historię.
-Popatrz się na mnie.-Powiedział suchym głosem. I zaczął dotykać gazą moje czoło.
-Ałć przestań to szczypie!- Krzyknęłam na niego.
-Uspokój się, nie chce żeby ci się tam zakażenie wdarło. Możesz się nie ruszać na chwilę?-jego ton nadal był suchy. Jeszcze przed chwilą był milutki.
-Dlaczego taki jesteś?- zapytałam go patrząc mu prosto w oczy.
-Taki czyli jaki?-spojrzał w moje oczy.
-Taki oschły. Jeszcze minute temu byłeś milutki a teraz? Jesteś zmienny jak kobieta w ciąży.-powiedziałam dotykając swojej rany która bolała.
-A od kiedy cię to obchodzi?- zapytał.
-Od zawszę.-zapadła cisza. Wziął moje ręce z głowy i trzymał. Nasze oczy ciągle na siebie patrzył. Dźwięk sms przerwał tą sytuacje.
Wzięłam telefon ale nawet nie popatrzyłam kto ani co tam pisało.
-Będzie trzeba zszywać?- popatrzyłam na niego.
-Nie, to tylko małe rozcięcie nie powinnaś mieć nawet blizny.- odpowiedział normalnie.
-To dobrze.- przełknęłam ślinę.
-Wiesz, jesteś najbardziej nie cierpliwym i nie spokojnym pacjentem w życiu.-uśmiechnął się.
-A to ciekawe.- odwzajemniłam uśmiech. Kiedy wstawał wskoczyłam mu na plecy i poszliśmy do pokoju gościnnego gdzie czekała znudzona Amy.
-No wreszcie.- powiedziała łaskawym głosem.
Rozdział 25
Przez jakieś dziesięć minut było normalnie, fajnie, spokojnie. Ale kiedy byłam przy Big Benie zauważyły mnie dwie małe dziewczynki. Wyglądały nie groźnie. Jedna z nich podbiegła do mnie i zapytała
-To przez ciebie związek Annie z Thomasem się rozpadł?
-Nie, wracaj do mamy.- powiedziałam i obróciłam się na pięcie. Znów chwila spokoju więc usiadłam sobie na ławce. Przed mną stanęła wysoka dziewczyna o szatynowych włosach.
-To ty! Wiem kim jesteś, to przez ciebie najlepsza para się rozpadła! Nie wstyd ci?- krzyknęła na mnie.
-Przepraszam bardzo, nie wiem kim jesteś i nawet nie mam zamiaru się tego dowiadywać. Więc z łaski swojej nie krzycz na mnie bezpodstawnie.- Wstałam i wyminęłam dziewczynę która złapała mnie chwile potem za bark.
-Bezpodstawnie?! Zniszczyłaś coś pięknego a ty mi tak mówisz?-krzyknęła jeszcze głośniej.
-Nie było cie tam, nie wiesz co się stało! Nawet ja nie byłam tego do końca świadkiem! Puść mnie i nie dotykaj mnie więcej rozumiesz?- wyrwałam się z jej mocnego uścisku.
-Tak? Ja zrozumiałam, ale czy ty jesteś świadoma co zrobiłaś?- powiedziała normalnym głosem. Zatrzymałam się, obróciłam i podeszłam kilka kroków.
-Ja nic nie zrobiłam, zostałam w to zamieszana a tak na prawdę nawet nie miałam z tym nic wspólnego. Zostaw mnie.-odrzekłam stojąc na przeciwko jej twarzy. Chwilę potem poczułam na sobie zimny sok borówkowy.
-Ty Idiotko, opętało cię czy co?- Krzyknęłam na nią.
-Nawet ładnie ci w tym kolorze.- zaśmiała się Szatynka.
-Wredna szujo!- Wydałam z siebie te słowa i już miałam się na nią rzucić gdyby nie umięśniony chłopak o brązowych włosach.
-Nie słyszałaś? Masz ją zostawić. - powiedział mężnym głosem. Szatynka szybko się wycofała.
-Dzięki ci wielkie.- powiedziałam trzęsąc się cała z zimna.
-Spox, daleko masz do domu?- zapytał,
-No z jakieś pół godziny drogi może więcej.- opowiedziałam zgrzytając zębami.
-Mam pomysł, chodź do mnie dam ci jakieś suche ubrania i pójdziesz.-wypowiedział te słowa z taką lekkością.
-Eee, nie dziękuje, ja może wrócę od razu do siebie.- otrząsnęłam się jeszcze trochę z wody i ruszyłam w stronę plaży.
-Spokojnie, nie jestem gwałcicielem ani nic z tych rzeczy.- zaśmiał się chłopak idąc krok w krok ze mną.
-To by właśnie powiedział gwałciciel.- odwzajemniłam uśmiech. Wiem że nic by mi nie zrobił, widziałam ten błysk dobroci w jego oczach.
-No tak, racja źle się wyraziłem. Dobra to masz moją bluzę przynajmniej nie będzie ci już aż tak zimno.- założył mi swoją czarną bluzę i szliśmy dalej.
-Dzięki,- lekko podniosłam kąciki ust.
-To co zaszło między wami? To jakaś twoja koleżanka? A może wróg?- zapytał mnie oglądając się w tył.
-Tak serio, to ani to ani to. Nie znam jej. Pierwszy raz ją na oczy widziałam a ona od razu z pyskiem na mnie i ta dam.-pokazałam dłońmi na siebie.
-Ostrooo..-zaśmiał się ponownie.
-No tak rzeczywiście.- odezwałam się naburmuszonym tonem.
-A wiesz chociaż jaki miała powód?- szedł dalej obok mnie.
-Tak wiem.-odkaszlnęłam.
-A zdradzisz mi go?- stanął przed mną i patrzył się na mnie.
-To strasznie długa historia.-odsunęłam się w bok i poszłam dalej.
-Wiesz, w sumie mamy czas.- uśmiechnął się. Mniej więcej opowiedziałam mu cała tą śmieszną historię i wiedział na czym stoję. Potem zmienił temat tak czy siak świetnie mi się z nim dogadywało. To tak jakby doroślejsza wersja Dylana. DYLAN! a tak! muszę do nich jeszcze zadzwonić.
***
-Oki, dzięki miło mi się z tobą rozmawiało, jesteśmy na miejscu.- uśmiechnęłam się stojąc na przeciwko wejścia do kamienicy.
-Ładna okolica.-odrzekł po czym dodał.- Bluzę sobie zostaw, będzie ci mnie przypominać.
-Na pewno? Nie będzie ci jej brak?- zapytałam, a on kiwnął przecząco głową.
-O Witam.- Powiedział Thomas podchodząc do mnie od tyłu.
-A no hej.-O dziwo nie czułam się dobrze gdy stał obok mnie, nie teraz. Wzięłam telefon bruneta i wpisałam mu swój numer.
-Odezwij się czasem.- Uśmiechnęłam się speszona bo kompletnie nie wiedziałam jak chłopak ma na imię.
-Johny.- zaśmiał się.- Do zobaczenia.- podszedł bliżej i dał mi buziaka w policzek.
-To przez ciebie związek Annie z Thomasem się rozpadł?
-Nie, wracaj do mamy.- powiedziałam i obróciłam się na pięcie. Znów chwila spokoju więc usiadłam sobie na ławce. Przed mną stanęła wysoka dziewczyna o szatynowych włosach.
-To ty! Wiem kim jesteś, to przez ciebie najlepsza para się rozpadła! Nie wstyd ci?- krzyknęła na mnie.
-Przepraszam bardzo, nie wiem kim jesteś i nawet nie mam zamiaru się tego dowiadywać. Więc z łaski swojej nie krzycz na mnie bezpodstawnie.- Wstałam i wyminęłam dziewczynę która złapała mnie chwile potem za bark.
-Bezpodstawnie?! Zniszczyłaś coś pięknego a ty mi tak mówisz?-krzyknęła jeszcze głośniej.
-Nie było cie tam, nie wiesz co się stało! Nawet ja nie byłam tego do końca świadkiem! Puść mnie i nie dotykaj mnie więcej rozumiesz?- wyrwałam się z jej mocnego uścisku.
-Tak? Ja zrozumiałam, ale czy ty jesteś świadoma co zrobiłaś?- powiedziała normalnym głosem. Zatrzymałam się, obróciłam i podeszłam kilka kroków.
-Ja nic nie zrobiłam, zostałam w to zamieszana a tak na prawdę nawet nie miałam z tym nic wspólnego. Zostaw mnie.-odrzekłam stojąc na przeciwko jej twarzy. Chwilę potem poczułam na sobie zimny sok borówkowy.
-Ty Idiotko, opętało cię czy co?- Krzyknęłam na nią.
-Nawet ładnie ci w tym kolorze.- zaśmiała się Szatynka.
-Wredna szujo!- Wydałam z siebie te słowa i już miałam się na nią rzucić gdyby nie umięśniony chłopak o brązowych włosach.
-Nie słyszałaś? Masz ją zostawić. - powiedział mężnym głosem. Szatynka szybko się wycofała.
-Dzięki ci wielkie.- powiedziałam trzęsąc się cała z zimna.
-Spox, daleko masz do domu?- zapytał,
-No z jakieś pół godziny drogi może więcej.- opowiedziałam zgrzytając zębami.
-Mam pomysł, chodź do mnie dam ci jakieś suche ubrania i pójdziesz.-wypowiedział te słowa z taką lekkością.
-Eee, nie dziękuje, ja może wrócę od razu do siebie.- otrząsnęłam się jeszcze trochę z wody i ruszyłam w stronę plaży.
-Spokojnie, nie jestem gwałcicielem ani nic z tych rzeczy.- zaśmiał się chłopak idąc krok w krok ze mną.
-To by właśnie powiedział gwałciciel.- odwzajemniłam uśmiech. Wiem że nic by mi nie zrobił, widziałam ten błysk dobroci w jego oczach.
-No tak, racja źle się wyraziłem. Dobra to masz moją bluzę przynajmniej nie będzie ci już aż tak zimno.- założył mi swoją czarną bluzę i szliśmy dalej.
-Dzięki,- lekko podniosłam kąciki ust.
-To co zaszło między wami? To jakaś twoja koleżanka? A może wróg?- zapytał mnie oglądając się w tył.
-Tak serio, to ani to ani to. Nie znam jej. Pierwszy raz ją na oczy widziałam a ona od razu z pyskiem na mnie i ta dam.-pokazałam dłońmi na siebie.
-Ostrooo..-zaśmiał się ponownie.
-No tak rzeczywiście.- odezwałam się naburmuszonym tonem.
-A wiesz chociaż jaki miała powód?- szedł dalej obok mnie.
-Tak wiem.-odkaszlnęłam.
-A zdradzisz mi go?- stanął przed mną i patrzył się na mnie.
-To strasznie długa historia.-odsunęłam się w bok i poszłam dalej.
-Wiesz, w sumie mamy czas.- uśmiechnął się. Mniej więcej opowiedziałam mu cała tą śmieszną historię i wiedział na czym stoję. Potem zmienił temat tak czy siak świetnie mi się z nim dogadywało. To tak jakby doroślejsza wersja Dylana. DYLAN! a tak! muszę do nich jeszcze zadzwonić.
***
-Oki, dzięki miło mi się z tobą rozmawiało, jesteśmy na miejscu.- uśmiechnęłam się stojąc na przeciwko wejścia do kamienicy.
-Ładna okolica.-odrzekł po czym dodał.- Bluzę sobie zostaw, będzie ci mnie przypominać.
-Na pewno? Nie będzie ci jej brak?- zapytałam, a on kiwnął przecząco głową.
-O Witam.- Powiedział Thomas podchodząc do mnie od tyłu.
-A no hej.-O dziwo nie czułam się dobrze gdy stał obok mnie, nie teraz. Wzięłam telefon bruneta i wpisałam mu swój numer.
-Odezwij się czasem.- Uśmiechnęłam się speszona bo kompletnie nie wiedziałam jak chłopak ma na imię.
-Johny.- zaśmiał się.- Do zobaczenia.- podszedł bliżej i dał mi buziaka w policzek.
sobota, 2 maja 2015
Rozdział 24
Siedziałam tak sama przez jakieś dobre dwie minuty. W moim oknie pokazała się głowa.
-Ej czemu poszłaś?- oparł się ramionami o parapet.
-Bo nie miałam tam co robić. I tak jestem zmęczona zaraz idę spać.-odrzekłam udając że ziewam.
-Posuń się, mnie nie oszukasz aktorko.- zaśmiał się i usiadł obok.-Też zaraz zwiewam do bo rano muszę wstać i pojechać do Annie bo dziś jakoś mi się tam dotrzeć nie udało.-popatrzył się na mnie swoim boskimi oczami.
-No wybacz, nie wiedziałam że Amy cie tak polubi.- odrzekłam trochę przygaszonym tonem.
-Jakoś ten ton, jest u ciebie częsty w tym dniu.-Popatrzył na gwiazdy biorąc moją rękę i bawiąc się mi palcami.
-Może troszkę.-popatrzyłam na niego. Nasze spojrzenia znów się spotkały, tym razem twarze przybliżały się do siebie w wolnym tempie.
-A tu byliście.-Przerwała tą piękną chwile Amelia.
-No to ja już będę się brała spać.- popatrzyłam na niego byle by uniknąć jej wzroku.
-Ja chyba też się biorę. Zadzwonię jutro jak co.- powiedział uśmiechając się do mnie. Weszłam do Pokoju i zamknęłam okno.
-Ty serio idziesz spać czy tylko go chciałaś tak wiesz, przepędzić?- zapytała siadając mi na łóżko.
-Idę spać, jestem wykończona.-odrzekłam od niechcenia i położyła się spać przebrana już w pidżamkę. -A ty masz zamiar siedzieć do rana?
-Nieee, też już idę tylko się przebiorę i wyłączę światła.- jak powiedziała, tak też zrobiła. I pięć minut potem wskoczyła mi pod pościel i oddaliłyśmy się w krainę snu.
***
Rano zadzwonił mi telefon, byłam zbyt zmęczona żeby odebrać. Na szczęście Amy poszła po niego.
Słyszałam jakieś szepty ale nie ogarniałam co się dzieje.
-Kto dzwonił?- zapytałam z zamkniętymi oczami.
-A nikt, budzik ci się włączył.- Powiedziała z uśmiechem na twarzy.- Śpij jeszcze ja zrobię ci śniadanie.- i odeszła.
Chwila coś się nie zgadza, ja nie miałam nastawionego budzika. Albo może, no cóż nie mam sił na rozmyślenia.
Obudził mnie głos ciężarówki która zaparkowała koło naszej kamienicy. Była godzina dziesiąta i w domu jakoś podejrzanie cicho. Wstałam i od razu pokierowałam się w stronę kuchni. Na stole stała kartka za kanapkami. Wzięłam ją do ręki i otworzyłam.
,,Cześć śpioszku, wrócę wieczorem mam nadzieje że dasz sobie radę sama. Amy''. Zamurowało mnie. No cóż byłam sama. Zjadłam kanapki i położyłam się na kanapie.Ciekawe co robi, no trudno wieczorem mi opowie pewnie. Bardziej mnie ciekawi co robi Thomas, zadzwonię do niego! Brawo Sabrina jesteś taka bystra.Zaśmiałam się sama do siebie po czym połączyłam się z Thomasem.
-Halo?-po stronie jego słuchawki był mi znajomy głos nie jego, lecz dziewczyny.
-Amy? To ty?-zapytałam zdziwiona.
-No a kto inny śpioszku.-zachichotała.
-Daj mi Thomasa.-odezwałam się niskim tonem.
-Jest teraz zajęty mną, później pogadacie całuski.-powiedziała tak radosnym głosem że nie mogłam w to uwierzyć.
-Kto dzwonił?-usłyszałam głos przyjaciela w słuchawce.
-Nikt ważny, jakaś babka z sieci, powiedziałam jej żeby zadzwoniła innym razem.-nadal mówiła śmiejąc się.Nikt ważny?! Jak ona mogła! Czy ja jestem nikim ważnym? Dlaczego ona mi to robi? Nie widzi że mi na nim zależy? Ty idiotko nie chciałaś jej o tym powiedzieć! Bo nie chciałam i nie drzyj się po mnie. O matko ja to jestem jakaś chora psychicznie.
Ubrałam się ogarnęłam i poszłam na miasto z nadzieją że nie spotkam żadnej faki Annie.
-Ej czemu poszłaś?- oparł się ramionami o parapet.
-Bo nie miałam tam co robić. I tak jestem zmęczona zaraz idę spać.-odrzekłam udając że ziewam.
-Posuń się, mnie nie oszukasz aktorko.- zaśmiał się i usiadł obok.-Też zaraz zwiewam do bo rano muszę wstać i pojechać do Annie bo dziś jakoś mi się tam dotrzeć nie udało.-popatrzył się na mnie swoim boskimi oczami.
-No wybacz, nie wiedziałam że Amy cie tak polubi.- odrzekłam trochę przygaszonym tonem.
-Jakoś ten ton, jest u ciebie częsty w tym dniu.-Popatrzył na gwiazdy biorąc moją rękę i bawiąc się mi palcami.
-Może troszkę.-popatrzyłam na niego. Nasze spojrzenia znów się spotkały, tym razem twarze przybliżały się do siebie w wolnym tempie.
-A tu byliście.-Przerwała tą piękną chwile Amelia.
-No to ja już będę się brała spać.- popatrzyłam na niego byle by uniknąć jej wzroku.
-Ja chyba też się biorę. Zadzwonię jutro jak co.- powiedział uśmiechając się do mnie. Weszłam do Pokoju i zamknęłam okno.
-Ty serio idziesz spać czy tylko go chciałaś tak wiesz, przepędzić?- zapytała siadając mi na łóżko.
-Idę spać, jestem wykończona.-odrzekłam od niechcenia i położyła się spać przebrana już w pidżamkę. -A ty masz zamiar siedzieć do rana?
-Nieee, też już idę tylko się przebiorę i wyłączę światła.- jak powiedziała, tak też zrobiła. I pięć minut potem wskoczyła mi pod pościel i oddaliłyśmy się w krainę snu.
***
Rano zadzwonił mi telefon, byłam zbyt zmęczona żeby odebrać. Na szczęście Amy poszła po niego.
Słyszałam jakieś szepty ale nie ogarniałam co się dzieje.
-Kto dzwonił?- zapytałam z zamkniętymi oczami.
-A nikt, budzik ci się włączył.- Powiedziała z uśmiechem na twarzy.- Śpij jeszcze ja zrobię ci śniadanie.- i odeszła.
Obudził mnie głos ciężarówki która zaparkowała koło naszej kamienicy. Była godzina dziesiąta i w domu jakoś podejrzanie cicho. Wstałam i od razu pokierowałam się w stronę kuchni. Na stole stała kartka za kanapkami. Wzięłam ją do ręki i otworzyłam.
,,Cześć śpioszku, wrócę wieczorem mam nadzieje że dasz sobie radę sama. Amy''. Zamurowało mnie. No cóż byłam sama. Zjadłam kanapki i położyłam się na kanapie.
-Halo?-po stronie jego słuchawki był mi znajomy głos nie jego, lecz dziewczyny.
-Amy? To ty?-zapytałam zdziwiona.
-No a kto inny śpioszku.-zachichotała.
-Daj mi Thomasa.-odezwałam się niskim tonem.
-Jest teraz zajęty mną, później pogadacie całuski.-powiedziała tak radosnym głosem że nie mogłam w to uwierzyć.
-Kto dzwonił?-usłyszałam głos przyjaciela w słuchawce.
-Nikt ważny, jakaś babka z sieci, powiedziałam jej żeby zadzwoniła innym razem.-nadal mówiła śmiejąc się.
Ubrałam się ogarnęłam i poszłam na miasto z nadzieją że nie spotkam żadnej faki Annie.
wtorek, 28 kwietnia 2015
Rozdział 23
Całą drogę prawie nie rozmawiałam z nimi, byli sobą zajęci. Halo, jestem tu z wami?! Wiecie?! super nawet pewnie nie zauważyli mnie. Nadszedł czas rozłąki bo każde z nas wracało do swoich mieszkań.
-Ej fajny jest, chce go.- powiedziała z głupkowatym uśmiechem.
-On nie jest rzeczą nie możesz go chcieć.-wykrztusiłam z gulą w gardle. Jej wzrok prześwidrował mnie całą ale nie zwróciłam na to uwagi i poszłam do kuchni się napić.
-Coś się stało?- zapytała podchodząc do mnie.
-Nie, ależ skąd że.- odpowiedziałam sarkastycznie ale ona chyba tego nie zauważyła. -Rozgość się, będziesz spać na kanapie.- pokazałam palcem białą wygodną sofę. Nagle mój telefon zadzwonił Amy była bliżej niego więc podała mi go. Widziałam jak kątem oka patrzy kto do mnie dzwoni. Jej uśmieszek znikł kiedy podała mi telefon.
-Ej Brina idziesz ze mną na Bubble tea?- zapytał Thomas.
-Teraz? A co z Amy?- przyciszyłam ton głosu.
-Nie możesz jej zostawić na chwile samej?-zadał kolejne pytanie.
-Nie wiem, w sumie to tylko pięć minut, dobra za trzy minuty pod moimi drzwiami.- rozłączyłam się idąc do łazienki i poprawiając włosy.
-Amy zostawiam cie na dziesięć minut samą, nie spal mi domu.- powiedziałam ubierając bluzę.
-Nie jestem tobą.- zaśmiała się po czym dodała.- A zaprosimy sąsiada dziś na kolacje?- zapytała podchodząc do mnie bliżej z tym jej głupkowatym uśmieszkiem.
-Zobaczymy.-odpowiedziałam oschle i wyszłam. Czułam jej wzrok przez to szkiełko w drzwiach. Patrzyła na nas jak odchodzimy do Windy. Gdy oddaliliśmy się od budynku czułam się spokojniej.
-Ile ta Amy tu będzie?-zapytał tak prosto z mostu.Jeny jak by nie było innego tematu tylko Amelia..
-Prawdopodobnie tydzień ale nie wiem jeszcze do końca. A co zakochałeś się?-powiedziałam podirytowanym głosem.
-Oj ty chyba jesteś zazdrosna.- powiedział z drobnym uśmiechem na twarzy. Stanęłam i popatrzyłam na niego ja na idiotę.
-Ja? Chyba cie łeb boli ciekawe o kogo.- powiedziałam po czym obróciłam się na pięcie i poszłam dalej. W oknie od BT było widać jak stoi jeszcze przez moment z uśmiechem na twarzy po czym poprawia fryzurę i wraca do mnie. Kupiliśmy nasze ulubione smaki i powoli wracaliśmy do domu, ciągle rozmawiając i dokuczając sobie.
***
-Długo was nie było.-Powiedziała Amy jak tylko przekroczyliśmy próg mojego mieszkania.
-A tam tylko chwilkę.- Odezwał się z uśmiechem Thomas zerkając na mnie.
-Strasznie się nudziłam przez ten czas.- wydusiła zagrywając czekoladą.
-Ale przestań, nie było nas z piętnaście minut, nie mów że jesteś małym dzieckiem z którym trzeba siedzieć cały czas bo nie poradzi sobie nawet włączyć telewizora.-ściągnęłam kurtkę i popatrzyłam na koleżankę. Była cała czerwona a Thomas się śmiał.
-Tak? A mam ci przypomnieć jak nie chciałaś iść do kibla bo bałaś się go.-Powiedziała z zadziornym uśmiechem jakby chciała się zemścić za to co powiedziałam.
-Serio Brina?- zaśmiał się Thomas i obrócił mnie do siebie.
-No co bałam się że mnie wciągnie.- chwile po czym ogarnęłam co powiedziałam. Wszyscy w trójkę zaczęliśmy się śmiać.
-To jak pizza na kolacje?- rzuciłam telefon blondynowi który przytaknął i popatrzył na Amy.
-Mi to pasuje, ale wiecie, bez szynki, pieczarek, sera i tym podobne.- powiedziała oglądając swoje paznokcie.
-To co chcesz jeść? Same ciasto?- zaśmiał się.
-Zamówmy tą serową, dzwoń już.- podeszłam do niego i podałam mu ulotkę.
Pół godziny później przyjechała nasza kolacja i wszyscy smakowicie ją zjedli. Oczywiście Amy musiała się przechwalać czego ona tam nie osiągnęła i tym podobne, Thomas zadawał jej pytania a ja siedziałam cicho, najwyraźniej bawią się oboje znakomicie tam. Wstałam od stołu,
-Ej gdzie idziesz?-Zapytał Thomas jakby tylko jego obchodziło to że się stąd oddalam. Zignorowałam go, wzięłam szybko bluzę i wyszłam przez moje okno na schody żeby popatrzeć w niebo.
-Ej fajny jest, chce go.- powiedziała z głupkowatym uśmiechem.
-On nie jest rzeczą nie możesz go chcieć.-wykrztusiłam z gulą w gardle. Jej wzrok prześwidrował mnie całą ale nie zwróciłam na to uwagi i poszłam do kuchni się napić.
-Coś się stało?- zapytała podchodząc do mnie.
-Nie, ależ skąd że.- odpowiedziałam sarkastycznie ale ona chyba tego nie zauważyła. -Rozgość się, będziesz spać na kanapie.- pokazałam palcem białą wygodną sofę. Nagle mój telefon zadzwonił Amy była bliżej niego więc podała mi go. Widziałam jak kątem oka patrzy kto do mnie dzwoni. Jej uśmieszek znikł kiedy podała mi telefon.
-Ej Brina idziesz ze mną na Bubble tea?- zapytał Thomas.
-Teraz? A co z Amy?- przyciszyłam ton głosu.
-Nie możesz jej zostawić na chwile samej?-zadał kolejne pytanie.
-Nie wiem, w sumie to tylko pięć minut, dobra za trzy minuty pod moimi drzwiami.- rozłączyłam się idąc do łazienki i poprawiając włosy.
-Amy zostawiam cie na dziesięć minut samą, nie spal mi domu.- powiedziałam ubierając bluzę.
-Nie jestem tobą.- zaśmiała się po czym dodała.- A zaprosimy sąsiada dziś na kolacje?- zapytała podchodząc do mnie bliżej z tym jej głupkowatym uśmieszkiem.
-Zobaczymy.-odpowiedziałam oschle i wyszłam. Czułam jej wzrok przez to szkiełko w drzwiach. Patrzyła na nas jak odchodzimy do Windy. Gdy oddaliliśmy się od budynku czułam się spokojniej.
-Ile ta Amy tu będzie?-zapytał tak prosto z mostu.
-Prawdopodobnie tydzień ale nie wiem jeszcze do końca. A co zakochałeś się?-powiedziałam podirytowanym głosem.
-Oj ty chyba jesteś zazdrosna.- powiedział z drobnym uśmiechem na twarzy. Stanęłam i popatrzyłam na niego ja na idiotę.
-Ja? Chyba cie łeb boli ciekawe o kogo.- powiedziałam po czym obróciłam się na pięcie i poszłam dalej. W oknie od BT było widać jak stoi jeszcze przez moment z uśmiechem na twarzy po czym poprawia fryzurę i wraca do mnie. Kupiliśmy nasze ulubione smaki i powoli wracaliśmy do domu, ciągle rozmawiając i dokuczając sobie.
***
-Długo was nie było.-Powiedziała Amy jak tylko przekroczyliśmy próg mojego mieszkania.
-A tam tylko chwilkę.- Odezwał się z uśmiechem Thomas zerkając na mnie.
-Strasznie się nudziłam przez ten czas.- wydusiła zagrywając czekoladą.
-Ale przestań, nie było nas z piętnaście minut, nie mów że jesteś małym dzieckiem z którym trzeba siedzieć cały czas bo nie poradzi sobie nawet włączyć telewizora.-ściągnęłam kurtkę i popatrzyłam na koleżankę. Była cała czerwona a Thomas się śmiał.
-Tak? A mam ci przypomnieć jak nie chciałaś iść do kibla bo bałaś się go.-Powiedziała z zadziornym uśmiechem jakby chciała się zemścić za to co powiedziałam.
-Serio Brina?- zaśmiał się Thomas i obrócił mnie do siebie.
-No co bałam się że mnie wciągnie.- chwile po czym ogarnęłam co powiedziałam. Wszyscy w trójkę zaczęliśmy się śmiać.
-To jak pizza na kolacje?- rzuciłam telefon blondynowi który przytaknął i popatrzył na Amy.
-Mi to pasuje, ale wiecie, bez szynki, pieczarek, sera i tym podobne.- powiedziała oglądając swoje paznokcie.
-To co chcesz jeść? Same ciasto?- zaśmiał się.
-Zamówmy tą serową, dzwoń już.- podeszłam do niego i podałam mu ulotkę.
Pół godziny później przyjechała nasza kolacja i wszyscy smakowicie ją zjedli. Oczywiście Amy musiała się przechwalać czego ona tam nie osiągnęła i tym podobne, Thomas zadawał jej pytania a ja siedziałam cicho, najwyraźniej bawią się oboje znakomicie tam. Wstałam od stołu,
-Ej gdzie idziesz?-Zapytał Thomas jakby tylko jego obchodziło to że się stąd oddalam. Zignorowałam go, wzięłam szybko bluzę i wyszłam przez moje okno na schody żeby popatrzeć w niebo.
niedziela, 26 kwietnia 2015
Rozdział 22
Ledwo zdążyłam zamknąć oczy kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Postanowiłam nie wstawać, byłam zbyt zmęczona całym dniem. Jednak ten ktoś nie dawał za wygraną i ciągle dzwonił. Wstałam od niechcenia i otworzyłam drzwi. W progu stał Wysoki chudy blondyn który gwałtownie wkroczył do mojego mieszkania jak tylko odchyliłam drzwi.
-Co ty tu robisz?- cicho krzyknął łapiąc mnie za ramiona.
-Nie takiego przywitania się spodziewałam.- wyślizgnęłam się z jego ramion i poszłam do kuchni.
-Słuchaj, mówiłem ci żebyś tam została- odezwał się spokojniejszym tonem.
-Ale nie chciałam tam być bez ciebie!-krzyknęłam szybko zasłaniając rękoma buzie. Fak chyba powiedziała za dużo. Thomas podszedł do mnie i przytulił mnie mocno, po czym moje oczy skierował na swoje.
-Też nie chciałem tu wracać, nie bez ciebie.. Ale zrozum, tam byś była bezpieczna.-powiedział odsuwając kosmyki moich rudych włosów z twarzy.
-Czuje się bezpieczna jak jesteś blisko mnie.- powiedziałam spuszczając wzrok w dół.
-Ale tu nie potrafię cię obronić, za dużo ludzi... nie dam rady..- jego głos przygasł, puścił moje ramiona i usiadł na kanapie.
-Nie musisz, jestem już dużą dziewczynką- uśmiechnęłam się i usiadłam obok niego. Obrócił głowę w moją stronę i lekko podniósł konciki ust.
-Wiem, ale nie wybaczył bym sobie gdyby stało ci się coś złego.- powiedział przykładając swoją zimną dłoń do mojego policzka.- Zadzwonię to Vi, żeby przyjechali wcześniej.-wyciągnął telefon z kieszeni.
-Nie! Dam sobie radę.- powiedziałam odkładając jego telefon na stolik przed telewizorem.
-Ktoś musi cię pilnować kiedy będę załatwiał tą sprawę z Annie.- odrzekł przechylając się w stronę stolika.
-Amy jutro przylatuje, nie dzwoń nie potrzebnie proszę.- chwyciłam go za rękę a on się cofną.
-Jaka Amy?- zapytał zdziwiony.
-Amelia, koleżanka z Polski, chciała wbić wcześniej ale nie wypaliło.- Puściłam gwałtownie jego rękę gdy popatrzył się na mnie. Kiwnął głową i objął mnie ręką. Położyłam mu głowę na ramieniu i zasnęłam.
Rano poczułam chłodny powiew wiatru. Thomas otworzył okno. Rozciągnęłam się i usiadłam.
-Wybacz nie chciałem cie obudzić.- powiedział uśmiechając się.
-Luz, i tak bym musiała już wstawać bo muszę jechać na lotnisko po Amy.- ziewnęłam i skierowałam się do mojego pokoju. Wybierałam ciuchy z szafy na dziś.
-Pojadę z tobą.- wychylił się zza drzwi.
-Tylko bądź dla niej miły.- Przytaknęłam po czym weszłam do łazienki i ogarnęłam się. Piętnaście minut potem byłam już gotowa. Wsiedliśmy do Taksówki.
-Tylko bądź dla niej miły.- Przytaknęłam po czym weszłam do łazienki i ogarnęłam się. Piętnaście minut potem byłam już gotowa. Wsiedliśmy do Taksówki.
***
-Brina!-usłyszałam krzyk i rozglądnęłam się na cztery strony świata. Zobaczyłam niską blondynkę biegnącą w moją stronę, rzuciłam się do biegu w jej kierunku i obie wylądowałyśmy na ziemi. Thomas stał i śmiał się z nas przez jakiś czas ale w końcu podszedł i pomógł nam wstać.
-Amy, to jest Thomas, Thomas to jest właśnie Amy.- zapoznałam ich z uśmiechem.
-Miło poznać- uśmiechnęła się podając mu dłoń.
-To jak wracamy?- spojrzał na mnie, najwyraźniej speszył się wzorkiem koleżanki.
-Ma dziewczynę?-zapytała mnie po cichu.
-Nie ma.- odpowiedziałam z gulą w gardle, wiedziałam o co jej chodzi, wpadł jej w oko...a ona zawsze dostaje to co chce.
-To świetnie, za kilka dni będzie mieć- uśmiechnęła się i zagadała do niego. W oczach miałam łzy ale na szczęście je powstrzymałam, Szłam z tyłu, za nimi. Thomas się odwrócił i podał mi rękę. Kiwnęłam głową na znak przeczący żeby mnie zostawił ale on zatrzymał się i wziął moją rękę pod ramię.
środa, 15 kwietnia 2015
Rozdział 21
Ruszyliśmy w przód ledwo jakieś pięć kroków i znów usłyszałam moje imię. Obróciłam się i ta sama brunetka podeszła bliżej i uderzyła mnie płiaską ręką w policzek.
Co ona ma do mnie? Dlaczego mi? przecież to nie przez mnie się z nim rozstała, dlaczego ja muszę wiecznie mieć pecha? Super, a może na lotnisku czekają na mnie już z broniami, sznurem i widłami. Jak Annie mogła się do tego stopnia posunąć? Żeby tak kłamać? Nie zna mnie. A co jeżeli mój dom jest cały zniszczony? A co jeżeli zastanę ją tam z pistoletem wycelowanym we mnie? DOŚĆ, SABIRNA OGARNIJ SIĘ NIE MYŚL JUŻ O TYM. Cały lot przechodziły mi te okropne kłamstwa o mnie.
-Pożałujesz tego!- krzyknęła. Upadłam na siebie, bo mimo tego jak wyglądała miała więcej w sobie siły niż myślałam.
-Powiedziałam chyba wyraźnie że macie się stąd oddalić!- krzyknęła Kaya podbiegając w jednej chwili do mnie i pomagając Vi w podnoszeniu mnie.
-Nic ci nie jest?- zapytała Veronica z zmartwionym wzrokiem.
-Raczej nic, jestem po prostu w szoku i głowa mnie boli.- powiedziałam opierając się na Kayi.
Pięć minut potem znaleźliśmy się już w hotelu. Dziewczyny położyły mnie na kanapie i podały wodę. Kilka łyków zimnego picia od razu polepszyły mi humor.
-Chłopaki!- Krzyknęła Vi. W jeden chwili wszyscy przyszli do salonu.
-Co się stało?- zapytał Michał.
-Jakaś dziewczyna pierwsze jej groziła a potem uderzyła ją w twarz.- powiedziała przykładając mi zimny worek do twarzy.
-Jej no jakaś opętana laska postanowiła się na mnie wyżyć, robicie z tego wielką drakę.-krzyknęłam opierając się o kanapę.
-Tak nie może być.- powiedział Dylan patrząc na Thomasa.-Musimy jej powiedzieć co się dzieje.
-Nie, jeszcze nie teraz.. zajmę się tym.- powiedział blondyn stojący obok.
-Halo, nie wiem czy zauważyliście ale jestem tu! możecie mi powiedzieć o co chodzi?- zapytałam gniewnie patrząc na każdą osobę stojącą w pokoju.
-Nie, jeszcze nie!- krzyknął Thomas zabierając portfel, kurtkę i wychodząc z mieszkania trzaskając drzwiami. Dosłownie sekundę po tym jak wyszedł wstałam i pobiegłam w jego kierunku.
-Dlaczego nic mi nie chcesz powiedzieć?- zapytałam patrząc w jego piękne brązowe oczy.
-Bo jeszcze nie czas! jeszcze nie teraz rozumiesz?-warknął odwrócił się i podszedł dalej.
-Gdzie idziesz?- złapałam go za rękę i nie pozwoliłam iść dalej.
-Do Londynu.- odpowiedział nie obracając się.
-Zostawisz mnie tu samą?- ponownie zadałam pytanie a do oczu naleciało mi kilka łez.
-Słuchaj, to nie jest bezpieczne dla ciebie. Wiesz że chce abyś była bezpieczna i szczęśliwa, ale puki czegoś nie wyjaśnię nie mogę, po prostu nie mogę tu siedzieć bezczynnie i nic nie robić.- a w jego oczach pojawił się błysk.
-Wrócisz tu jeszcze?-zbliżyłam się do niego powoli.
-Prawdopodobnie nie, ale za dwa dni i tak wracacie do domu.- powiedział przytulając mnie.
-Jadę z tobą.- odrzekłam odtrącając go lekko od siebie.
-Uwierz mi, zostań na razie. Tu jesteś bezpieczna, wszystko ci wytłumaczę jak wrócicie do Londynu.- jego głos troszkę przygasnął, chwycił mnie w tali i delikatnie dotknął ustami mojego policzka, tak jak wtedy gdy spaliśmy z Dylanem na kanapie. Uśmiechnęłam się lekko i puściłam jego rękę. Znikł za ścianą. Stałam jeszcze przez parę sekund patrząc się przed siebie ale potem wróciłam do reszty.
-Co się do cholery dzieje? Dlaczego on wraca do Londynu? Dlaczego one mnie obrażały? Dlaczego ta brunetka zaatakowała mnie? Czy ktoś mi to może w końcu wyjaśnić?!- krzyknęłam tak że mój głos rozniósł się po za pomieszczenie.
-Dobra, musi wiedzieć na czym stoi.- powiedziała Kaya podchodząc do mnie z Laptopem.
-Ale Thomas powiedział że jeszcze nie!- krzyknął Dylan łapiąc ją za ramie.
-No i co z tego? Jeżeli taka sytuacja się powtórzy będzie wiedzieć co robić, Dylan pomyśl chociaż raz dziś rozsądnie. Wiesz do czego ona jest zdolna!- wyrwała się spod uścisku bruneta i pokazała mi twittera Annie. Przeczytałam twetty o mnie. Coś mnie ukuło, coś zabolało.
-Jak to? Dlaczego?- powiedziałam z łzami w oczach.
-Nie wiemy, Thomas postanowił że pojedzie i z nią porozmawia. Ale jest jedna rzecz którą musimy c powiedzieć. Chodzi o to, że przez jakiś czas nie odpowiadaj na żadne pytania dotyczące jego, unikaj go. Jeżeli ktoś będzie cię pytał czy go znasz odpowiedz Nie.- wykrztusiła z siebie Vi.
-Że co proszę? Mam kłamać?- oburzyłam się.
-To tylko dla twojego bezpieczeństwa.-Podszedł do mnie Michał.
-Taa, bo na pewno obchodzi cie moje bezpieczeństwo. Dobra, zrobię jak mówicie... ale wracam do Londynu.. TERAZ!- krzyknęłam i poszłam do pokoju pakując wszystkie rzeczy do jednego plecaka.
-Zostańcie tu, nic mi nie będzie tylko proszę zostańcie tu!- krzyknęłam zamykając drzwi.
***
Pół godziny potem siedziała już w samolocie. Włożyłam słuchawki do uszu i patrzyłam jak startuje.
***
Otworzyłam drzwi do domu, rozejrzałam się, wszystko po staremu. Otworzyłam okno w salonie i poszłam się położyć.
wtorek, 14 kwietnia 2015
Rozdział 20
Obudziły mnie promienie słońca które prześwitywały przez zasłonę. Lekko się podniosłam łapiąc za głowę. Niesamowity ból przeszył moje całe ciało zostając na głowie. Rozejrzałam się, w pokoju byłam tylko ja. Jezu, co się wczoraj stało. dlaczego ja nic nie pamiętam? i skąd do cholery jest ten piekielny ból, gdzie są wszyscy?! Powoli podniosłam się z łóżka i skierowałam do plecaka. Ubrałam czarne spodenki z wysokim stanem i różową bokserkę a z tego co widziałam za oknem że wiatr dziś lubił dokuczać mieszkańcom więc założyłam czarną bluzę od Thomasa. Wyszłam z pokoju i skierowałam się do stołu na którym leżał mój sok z wczoraj. Wzięłam jednego łyka po drugim, czułam pragnienie.
-Jak tam twój przyjaciel kac?- zaśmiał się zadziornie Michał. Dość, może i to pierwsze zdanie dziś rzucone w moją stronę ale miałam go powyżej uszu. Obróciłam się w jego stronę i rzuciłam otwartym sokiem tak że się na niego wylał po czym wzięłam buty w ręce i wyszłam z domu. Chwile potem znalazłam się już na ulicy. Zmierzałam w stronę kręgielni z łzami w oczach. Siadłam przy barze a Ron obok mnie.
-Słuchaj, ile wczoraj wypiłam?- zapytałam podpierając ręką głowę.
-Trzy piwa i prawie całe pół wódki. Chciałem ci zabrać ale stałaś się agresywna, wolałem cie już nie wkurzać.- wymamrotał.
-Świetnie, nic nie pamiętam z wczoraj... Nawet nie wiem jak znalazłam się w hotelu.- powiedziałam do chłopaka podającego mi sok pomarańczowy.
-Odprowadziłem cię, chyba nie myślisz że zostawił bym cie samą w tym stanie.- zachichotał. Moje lodowate spojrzenie zatrzymało się na nim a on w sekundę umilkł.
-Wracam dziś do Londynu, jedziesz ze mną?- zapytał patrząc na telefon.
-Chciałabym ale jednak przyjechałam tu z nimi, mimo tego że nie mam ochoty ich teraz widzieć i tak jestem zmuszona wracać z nimi.- potarłam ręce o uda. Chłopak wstał przybijając piątkę swojemu zmiennikowi.
-Teraz wracasz?- zapytałam zdziwiona.
-No niestety ale tak.- odpowiedział łapiąc się za tył głowy.
-No co ja będę tutaj sama robić? nie możesz jeszcze zostać?- również wstałam z krzesła i kierowaliśmy się do wyjścia.
-Przykro mi ale nie, muszę pomóc mamie. Ale zobaczymy się w Londynie co?- uśmiechnął się otwierając mi drzwi. Odwzajemniłam uśmiech. Szliśmy rozmawiając aż usłyszałam znajomy głos.
-Ej ty, chyba mamy coś do obgadania- krzyknął wysoki chudy blondyn.
-No nie..- wykrztusiłam patrząc na niego.
-Ty jesteś Ron prawda?- Zapytał blondynek.
-Tak miło mi.- odpowiedział wychylając rękę na przywitanie.
-Thomas. Mi już nie jest tak miło. Co ci strzeliło do głowy żeby dać jej alkohol?- krzyknął głośno.
-Stary spokojnie.- podniósł ręce.
-Jak spokojnie, znasz ją JEDEN dzień a już się bawisz?- krzyknął po raz kolejny.
-Thomas, przestań! To nie jego wina! To ja chciałam.- powiedziała stając pomiędzy złym Thomasem a zdezorientowanym Ronem.
-Przestań go bronić.- powiedział spuszczając wzrok na mnie.
-Słuchaj, na innych możesz tak mówić ale jak zwracasz się do mnie to nie tym tonem rozumiesz? Zostaw Rona w spokoju on nic nie zrobił a ty go atakujesz. Idź stąd zanim będę miała kłopoty.- pokazałam palcem na kierującą się w naszą stronę Vi z Kayą i Dylanem. Obróciłam się na pięcie i złapałam Rona za rękę pociągając za sobą. Widziałam jak Thomas kipie złością do niego.
-Przepraszam cie za nich.- powiedziałam skruszonym głosem puszczając jego rękę.
-Nic się nie stało, też bym się o ciebie martwił. A z resztą twój chłopak wiedział co robi, nie dziwie mu się.- zatrzymałam się patrząc na niego.
-Chłopak? Co?-zapytałam zdziwiona.
-Nie udawaj, widzę jak i on i ty na siebie patrzycie.- uśmiechnął się lekko a jego zęby zabłysnęły.
-Coś ty, skąd że, człowieku ty się słyszysz?- zaczerwieniłam się więc ruszyłam dalej. Chłopak zignorował to i zmienił temat.
-Mój Autobus...- wskazał palcem biały kwadrat.
-No to miłej drogi. odezwę się jak będę w Londynie.- powiedziałam. Chłopak mocno mnie uściskał i dał buziaka w policzek. Uśmiechnęłam się i pomachałam mu a on mi zza szyby. Autobus ruszył w trasę.
***
Wracałam spokojnie do hotelu aż z kawiarenki wyszła Vi i Kaya.
Zignorowałam je jak ciągle.
-Przestań się dąsać, wiesz że chcemy cię chronić.- powiedziała Vi.
-Jak? Niszcząc mi życie? Rzeczywiście wam się to udaje.- odrzekłam i przyśpieszyłam kroku. Jakieś 200 metrów szliśmy w ciszy aż w końcu ktoś musiał ją przerwać.
-Patrz to ona!- Krzyknęła jakaś brunetka do blondynki. Chwile potem znalazły się obok mnie.
-Nie wstyd ci wychodzić z domu żmijo?- powiedziała Blondynka.
-Jesteś okropna!- powtórzyła po niej brunetka.
-O co wam chodzi?- zapytałam zatrzymując się.
-Oj nie udawaj.- machnęłam Blondynka.
-Odczepcie się.- krzyknęłam na nie po czym ruszyłam do przodu.-Ała!!- Krzyknęłam bo troszkę pulchniejsza brunetka pociągnęła mnie za włosy.- Nie dotykaj mnie idiotko!
-Dziewczyny idźcie stąd.- podeszła Kaya.
-O matko Kaya, dasz nam swój autograf? prosze! A nie przejmuj się nią, nie jest warta.- powiedziała Blondynka.
-Ona jest moją przyjaciółką dziewczyny. Wróćcie do domu.- po patrzyła się na nich wzrokiem bardziej ostrym.
-To jeszcze nie koniec.- zazgrzytała zębami blondynka. I odeszły.
-Jezu Kaya, co ja im takiego zrobiłam?- przytuliłam się do niej mocno.
-Chodź do domu, opowiemy ci wszystko.- powiedziała. Z jednej strony trzymała mnie ona a z drugiej Vi. wściekłość na nie jakoś przestała istnieć.
-Jak tam twój przyjaciel kac?- zaśmiał się zadziornie Michał. Dość, może i to pierwsze zdanie dziś rzucone w moją stronę ale miałam go powyżej uszu. Obróciłam się w jego stronę i rzuciłam otwartym sokiem tak że się na niego wylał po czym wzięłam buty w ręce i wyszłam z domu. Chwile potem znalazłam się już na ulicy. Zmierzałam w stronę kręgielni z łzami w oczach. Siadłam przy barze a Ron obok mnie.
-Słuchaj, ile wczoraj wypiłam?- zapytałam podpierając ręką głowę.
-Trzy piwa i prawie całe pół wódki. Chciałem ci zabrać ale stałaś się agresywna, wolałem cie już nie wkurzać.- wymamrotał.
-Świetnie, nic nie pamiętam z wczoraj... Nawet nie wiem jak znalazłam się w hotelu.- powiedziałam do chłopaka podającego mi sok pomarańczowy.
-Odprowadziłem cię, chyba nie myślisz że zostawił bym cie samą w tym stanie.- zachichotał. Moje lodowate spojrzenie zatrzymało się na nim a on w sekundę umilkł.
-Wracam dziś do Londynu, jedziesz ze mną?- zapytał patrząc na telefon.
-Chciałabym ale jednak przyjechałam tu z nimi, mimo tego że nie mam ochoty ich teraz widzieć i tak jestem zmuszona wracać z nimi.- potarłam ręce o uda. Chłopak wstał przybijając piątkę swojemu zmiennikowi.
-Teraz wracasz?- zapytałam zdziwiona.
-No niestety ale tak.- odpowiedział łapiąc się za tył głowy.
-No co ja będę tutaj sama robić? nie możesz jeszcze zostać?- również wstałam z krzesła i kierowaliśmy się do wyjścia.
-Przykro mi ale nie, muszę pomóc mamie. Ale zobaczymy się w Londynie co?- uśmiechnął się otwierając mi drzwi. Odwzajemniłam uśmiech. Szliśmy rozmawiając aż usłyszałam znajomy głos.
-Ej ty, chyba mamy coś do obgadania- krzyknął wysoki chudy blondyn.
-No nie..- wykrztusiłam patrząc na niego.
-Ty jesteś Ron prawda?- Zapytał blondynek.
-Tak miło mi.- odpowiedział wychylając rękę na przywitanie.
-Thomas. Mi już nie jest tak miło. Co ci strzeliło do głowy żeby dać jej alkohol?- krzyknął głośno.
-Stary spokojnie.- podniósł ręce.
-Jak spokojnie, znasz ją JEDEN dzień a już się bawisz?- krzyknął po raz kolejny.
-Thomas, przestań! To nie jego wina! To ja chciałam.- powiedziała stając pomiędzy złym Thomasem a zdezorientowanym Ronem.
-Przestań go bronić.- powiedział spuszczając wzrok na mnie.
-Słuchaj, na innych możesz tak mówić ale jak zwracasz się do mnie to nie tym tonem rozumiesz? Zostaw Rona w spokoju on nic nie zrobił a ty go atakujesz. Idź stąd zanim będę miała kłopoty.- pokazałam palcem na kierującą się w naszą stronę Vi z Kayą i Dylanem. Obróciłam się na pięcie i złapałam Rona za rękę pociągając za sobą. Widziałam jak Thomas kipie złością do niego.
-Przepraszam cie za nich.- powiedziałam skruszonym głosem puszczając jego rękę.
-Nic się nie stało, też bym się o ciebie martwił. A z resztą twój chłopak wiedział co robi, nie dziwie mu się.- zatrzymałam się patrząc na niego.
-Chłopak? Co?-zapytałam zdziwiona.
-Nie udawaj, widzę jak i on i ty na siebie patrzycie.- uśmiechnął się lekko a jego zęby zabłysnęły.
-Coś ty, skąd że, człowieku ty się słyszysz?- zaczerwieniłam się więc ruszyłam dalej. Chłopak zignorował to i zmienił temat.
-Mój Autobus...- wskazał palcem biały kwadrat.
-No to miłej drogi. odezwę się jak będę w Londynie.- powiedziałam. Chłopak mocno mnie uściskał i dał buziaka w policzek. Uśmiechnęłam się i pomachałam mu a on mi zza szyby. Autobus ruszył w trasę.
***
Wracałam spokojnie do hotelu aż z kawiarenki wyszła Vi i Kaya.
Zignorowałam je jak ciągle.
-Przestań się dąsać, wiesz że chcemy cię chronić.- powiedziała Vi.
-Jak? Niszcząc mi życie? Rzeczywiście wam się to udaje.- odrzekłam i przyśpieszyłam kroku. Jakieś 200 metrów szliśmy w ciszy aż w końcu ktoś musiał ją przerwać.
-Patrz to ona!- Krzyknęła jakaś brunetka do blondynki. Chwile potem znalazły się obok mnie.
-Nie wstyd ci wychodzić z domu żmijo?- powiedziała Blondynka.
-Jesteś okropna!- powtórzyła po niej brunetka.
-O co wam chodzi?- zapytałam zatrzymując się.
-Oj nie udawaj.- machnęłam Blondynka.
-Odczepcie się.- krzyknęłam na nie po czym ruszyłam do przodu.-Ała!!- Krzyknęłam bo troszkę pulchniejsza brunetka pociągnęła mnie za włosy.- Nie dotykaj mnie idiotko!
-Dziewczyny idźcie stąd.- podeszła Kaya.
-O matko Kaya, dasz nam swój autograf? prosze! A nie przejmuj się nią, nie jest warta.- powiedziała Blondynka.
-Ona jest moją przyjaciółką dziewczyny. Wróćcie do domu.- po patrzyła się na nich wzrokiem bardziej ostrym.
-To jeszcze nie koniec.- zazgrzytała zębami blondynka. I odeszły.
-Jezu Kaya, co ja im takiego zrobiłam?- przytuliłam się do niej mocno.
-Chodź do domu, opowiemy ci wszystko.- powiedziała. Z jednej strony trzymała mnie ona a z drugiej Vi. wściekłość na nie jakoś przestała istnieć.
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
Rozdział 19
-Brina, musimy porozmawiać.- powiedziała poważnym tonem Vi.
-No oki, mówcie.- oparłam się o ścianę.
-Ale nie tu, chodź do restauracji na dole.- skręciły w stronę drzwi. Nie miałam nic przeciwko więc ruszyłam w ich stronę. Czułam się dziwnie. Za jakieś pięć minut siedziałyśmy już przy stolikach. Obie dziewczyny patrzyły na mnie poważnym tonem.
-No co się dzieje?- zapytałam trochę zdenerwowana.
-Jest taka sprawa...-zaczęła Kaya.- Chodzi głównie o twoje bezpieczeństwo. Obie oraz Dylan nie chcielibyśmy żeby ci się coś stało.
-Do sedna.- wyszeptałam znudzona.
-Musisz troszkę przystopować z Thomasem.- jej głos przygasł.
-Co jak to?- siadałam prostując plecy.
-Koło niego nie jest teraz bezpiecznie, uwierz nam. Najlepiej by było gdybyś na jakiś czas po prostu go unikała.-głos Kayi ciągle drżał.
-O czym ty do mnie mówisz? Ty się słyszysz?!- krzyknęłam.
-Uspokój się Sabrina.- powiedziała Vi.
-Nie mam zamiaru się uspokajać, mówiłyście ciągle że byłaby z nas świetna para, a teraz kiedy jest szansa, kiedy dogadujemy się bez słów wy tak po prostu mówicie mi że mam przestać się z nim zadawać, że mam go wyrzucić z głowy. Tak nie wolno! Uważałam was za przyjaciółki, widocznie się myliłam.- krzyczałam cała w Łzach.
-Daj nam wyjaśnić- wtrąciła Kaya.
-Wyjaśnić co? że rujnujecie mi życie? że ciągle je układacie w okół swojego scenariusza nie licząc się z moim zdaniem?! To jest właśnie przyjaźń?! Obydwie dobrze wiecie co ja do niego czuje, jesteście też świadome co on czuje do mnie. Nie chcę was więcej widzieć na oczy. Nikogo!- Krzyczałam na cały lokal aż wszyscy ludzie się na mnie patrzyli. Wybiegłam z Budynku prawie na ślepo ponieważ moje oczy były całe w łzach i nic nie mogłam dostrzec nimi. Wiedziałam jednak gdzie jest plaża, jak się na nią idzie. Po omacku poszłam w jej stronę. Gdy pod nogami poczułam miękki grunt otarłam oczy i skierowałam się ku miejscu na skale na ktorej wcześniej siedziałam z Thomasem. Nikt mnie tu nie znajdzie, nie ma takiej opcji. Ludzie patrzyli się na mnie jak na kretynkę, może jestem kretynką?! Dlaczego one mi to zrobiły! Przecież dobrze wiedziały co do niego czuje, nawet nic im mówić nie musiałam. Moje życie jest do bani. Telefon ciągle mi wibrował, każdy próbował się do mnie dodzwonić jednak nie odbierałam. Siedziała i się uspokajałam po godzinie płakania. Siedziałam patrząc w morze jakoś do 2 w nocy. Towarzyszył mi Ron który przyniósł sześciopak piwa i pół wódki. Mimo że nie jestem za piciem i tak się napiłam dla rozluźnienia. Koło trzeciej postanowiłam że pora wracać. Do kulałam się jakoś do hotelu i wjechałam widną.
***
-Gdzieś ty była?- podbiegła Vi przytulając mnie, Zignorowałam ją oraz cała resztę i poszłam zmyć makijaż po czym wskoczyłam do łóżka. Chwilę potem usłyszałam dzwięk otwieranych drzwi. Ani drgnęłam. Leżałam na boku a łzy spływały mi po policzkach. Poczułam ciepły dotyk dłoni na twarzy. Ktoś odgarnął mi włosy, to chyba Thomas, Tak to na pewno Thomas. Mimo tego nadal leżałam cichutko szlochając.
-Ej wszystko dobrze?- zapytał. Zignorowałam go.
-Nie płacz, szkoda żeby twoje piękne oczy tonęły w łzach.- powiedział obracając mnie ku sobie.
-Serce mnie boli kiedy widzę cię taką.- powiedział ocierając mi łzy. Patrzyłam na niego ślepym wzrokiem, obraz wirował.
-Thomas?-zapytałam niepewnie.
-Tak, to ja. Spokojnie jesteś tu bezpieczna.-powiedział delikatnie dotykając mojej dłoni. Ścisnęłam jego rękę, chłopak odwzajemnił. Położyłam głowę na jego kolana.
-Potrzebujesz czegoś? przynieść ci coś? Poczekaj zaraz dam ci wode.- powiedział próbując wstać. Ścisnęłam jego rękę jeszcze mocniej.
-Nie chce, zostań tu. Po prostu tu zostań.- wyszeptałam ledwo.
-Piłaś coś?- zapytał patrząc się w moją twarz.
-Może tak a może nie.- zachichotałam.
-Brina to nie jest śmieszne, martwię się o ciebie.- powiedział. Siadłam na łóżku patrząc się na jego oczy.
-Nie żartuje blondasku.- znów wyszeptałam chichocząc.
-No super, pewnie Ron cię upił. Jak go zobaczę to dostanie za swoje!- krzyknął lekko.
-Lubię kiedy jesteś o mnie zazdrosny, lubię kiedy się wściekasz. Jesteś wtedy taki słodki.- powiedziałam to mimo własnej woli. Chłopak jedną ręką trzymał mnie za dłoń a drugą za ramię żebym się nie przewróciła.
-Thomas-oparłam głowę na nim.
-Co się stało?- zapytał patrząc kątem na mnie.
-Pocałuj mnie.- powiedziała podnosząc głowę i patrząc mu w oczy.
-Jesteś pijana.- odrzekł patrząc mi ciągle w moje oczy.
-Wiem że chcesz to zrobić.- podpuściłam go. Zbliżył swoją twarz do mojej i delikatnie dotknął swoimi ustami moje. -Wiedziałam że chcesz to zrobić.
-A ty chciałaś?- zapytał nie odrywając wzroku od moich zielonych źrenic.
-Tak.- powiedziałam, a wtedy nasze usta spotkały się na dłużej. Nigdy nie czułam tak wspaniałej energii jaką miałam teraz w sobie. Nagle, tak jakby zwątpił. Odsunął się od mnie. Popatrzyłam na niego z zdziwieniem.
-Co jest?- zapytałam.
-Co z tego, jak rano nie będziesz o tym pamiętać.- wymamrotał.
-Kiedyś pocałujemy się ten pierwszy raz, szczerze, bez alkoholu. Tego nie zapomnę.- zachichotałam i położyłam się na łóżku. Co dziwne ciągle trzymałam jego rękę.
-Thomas?- zachichotałam po raz kolejny.
-Tak?- zbliżył się delikatnie do mnie.
-Nie zostawiaj mnie, bądź przy mnie proszę...- odpłynęłam. Poczułam tylko jak przykrywa mnie kocem i lekko musnął ustami w policzek.
-Nie zostawię cie nigdy. Obiecuje.- wyszeptał. Ciągle trzymał mnie za rękę.
-Potrzebujesz czegoś? przynieść ci coś? Poczekaj zaraz dam ci wode.- powiedział próbując wstać. Ścisnęłam jego rękę jeszcze mocniej.
-Nie chce, zostań tu. Po prostu tu zostań.- wyszeptałam ledwo.
-Piłaś coś?- zapytał patrząc się w moją twarz.
-Może tak a może nie.- zachichotałam.
-Brina to nie jest śmieszne, martwię się o ciebie.- powiedział. Siadłam na łóżku patrząc się na jego oczy.
-Nie żartuje blondasku.- znów wyszeptałam chichocząc.
-No super, pewnie Ron cię upił. Jak go zobaczę to dostanie za swoje!- krzyknął lekko.
-Lubię kiedy jesteś o mnie zazdrosny, lubię kiedy się wściekasz. Jesteś wtedy taki słodki.- powiedziałam to mimo własnej woli. Chłopak jedną ręką trzymał mnie za dłoń a drugą za ramię żebym się nie przewróciła.
-Thomas-oparłam głowę na nim.
-Co się stało?- zapytał patrząc kątem na mnie.
-Pocałuj mnie.- powiedziała podnosząc głowę i patrząc mu w oczy.
-Jesteś pijana.- odrzekł patrząc mi ciągle w moje oczy.
-Wiem że chcesz to zrobić.- podpuściłam go. Zbliżył swoją twarz do mojej i delikatnie dotknął swoimi ustami moje. -Wiedziałam że chcesz to zrobić.
-A ty chciałaś?- zapytał nie odrywając wzroku od moich zielonych źrenic.
-Tak.- powiedziałam, a wtedy nasze usta spotkały się na dłużej. Nigdy nie czułam tak wspaniałej energii jaką miałam teraz w sobie. Nagle, tak jakby zwątpił. Odsunął się od mnie. Popatrzyłam na niego z zdziwieniem.
-Co jest?- zapytałam.
-Co z tego, jak rano nie będziesz o tym pamiętać.- wymamrotał.
-Kiedyś pocałujemy się ten pierwszy raz, szczerze, bez alkoholu. Tego nie zapomnę.- zachichotałam i położyłam się na łóżku. Co dziwne ciągle trzymałam jego rękę.
-Thomas?- zachichotałam po raz kolejny.
-Tak?- zbliżył się delikatnie do mnie.
-Nie zostawiaj mnie, bądź przy mnie proszę...- odpłynęłam. Poczułam tylko jak przykrywa mnie kocem i lekko musnął ustami w policzek.
-Nie zostawię cie nigdy. Obiecuje.- wyszeptał. Ciągle trzymał mnie za rękę.
Rozdział 18
-Kto to był?- zapytał Thomas spokojnym głosem.
-Jakiś spoko gościu, dał mi swój numer.- opowiedziałam ciągle idąc w ich stronę i patrząc się na nich.- A co zazdrosny?- zapytałam patrząc z zadziornym uśmiechem prosto w jego piękne brązowe oczy.
-O ciebie? Zawsze.- podszedł patrząc na mnie z góry.No matko, ale on wysoki. Na prawdę, to jednak istnieją ludzie więksi wzrostem od mnie. Ale to dziwne. Może ludzie nas postrzegają jako ludzie żyrafy? A co jeżeli w ich oczach jesteśmy tak duzi że zaczną nas zasypywać pytaniami jak tam pogoda u góry? Thomas potrząsnął mną a ja wróciłam na ziemie. Zaśmiałam się i skierowałam w stronę dziewczyn.
-Jak ma na imię?-Ponownie zadał pytanie wysoki blondyn.
-Ron.- uśmiechnęłam się.
-Skąd go znasz?- kolejne pytanie padło z jego pięknych zgrabnych ust.
-Przed chwilą go poznałam.- odpowiedziałam idąc dalej i przewracając oczami.
-To dlaczego pocałował cię w policzek?- po raz trzeci zadał pytanie o przystojnego chłopaka z kręgielni.
-A co to przesłuchanie jakieś? Może ty faktycznie jesteś zazdrosny o mnie co?- stanęłam i prawie że krzyknęłam. Chłopak znieruchomiał wpatrując się we mnie.
-Mówiłem ci że o ciebie zawsze.- szepnął po czym nie czekał na moją reakcje i po prostu poszedł w stronę morza.
-Brina! Spokojniej no.. nie widzisz że mu na tobie zależy?- podszedł do mnie Dylan.
-Jak by mu zależało to by się tak nie wypytywał o moje życie.- powiedziałam wyszarpując swoją rękę z jego uścisku.
-Czy ty się w ogóle słyszysz?!- zapytał się mnie ostrzejszym tonem.
-Dobra masz racje przesadziłam, przepraszam.- powiedziałam lekko się czerwieniąc.
-To nie mnie powinnaś przepraszać, tylko Tomma.- pokazał palcem na chudego blondyna idącego po piasku.
-Boże Dylan, co ja bym bez ciebie zrobiła.- przytuliłam swojego przyjaciela jak najmocniej mogłam i pobiegłam w stronę morza. Gdy wbiegłam na piasek przeszłam do marszu żeby się nie wywalić.
Thomas siedział przy morzu wpatrując się w dal, przysiadłam się.
-Słuchaj, przepraszam, nie powinnam się tak zachować.- powiedziałam skruszonym głosem.
-Nie, to ja przepraszam. To moja wina, w końcu to ja cię wypytywałem o tego kolesia.- wyszeptał pół głosem.
-Ja wiem, że się o mnie martwisz, też się o ciebie martwię. Proszę nie kłóćmy się tak więcej.- powiedziała mu do ucha po czym położyłam głowę na jego ramieniu a on objął. Leżeliśmy tak przez chwilę nie ruszając się ani nie rozmawiając. Czułam jego bicie serca, jego ciepło które ogarniało moje ciało. Coś cudownego.Leżę już dość długo na jego ramieniu, on tak cudnie pachnie, zaraz odpłynę.. Nie chcę zasnąć bo pomyśli że zasypiam w romantyczniej chwili i się zrazi. Ale nie chcę się ruszać, chcę ciągle czuć jego serce. Rozmyślała patrząc w morze aż w końcu obraz zaczął znikać i zasnęłam.
***
Przetarłam oczy, rozciągnęłam się i rozejrzałam. Nikogo nie było, a co dziwniejsze byłam w hotelu. Nie przypominam sobie żebym tu wracała. Wstałam przeczesując włosy i wyszłam z pokoju. Na kanapie siedział Thomas.
-Witaj, chyba się nie wyspałaś w nocy.- zaśmiał się.
-Jak, co, kiedy, co się tu dzieje?- zapytałam idąc do kuchni i nalewając sobie soku do szklanki.
-Zasnęłaś na plaży, uznaliśmy że lepiej będzie ci się spało w łóżku więc cię tu zaniosłem.- odpowiedział zmieniając kanały na telewizorze.
-Dlaczego nie jesteś tam z nimi i się nie bawisz?- siadłam na oparciu od kanapy.
-Domyśliłem się, że tylko jak się obudzisz nie będziesz wiedziała co się stało, jak się tu znalazłaś więc zostałem żeby ci to powiedzieć.- obrócił głowę w moją stronę.
-Ej ej ej, zostaw to!- krzyknęłam pokazując na telewizor.
-Co?- zapytał rozkojarzony.
-Gre o tron. Lubię ten serial.- Powiedziałam patrząc na niego z góry.
-Znajdziemy coś lepszego.- powiedział szybko przemieniając kanał.
-Ej no dlaczego, daj mi pilot.- próbowałam wyrwać mu czarny prostokąt.
-Nie ma takiej opcji.- odpowiedział. Siłowaliśmy się na kanapie aż w końcu spadłam na niego i oboje zaczeliśmy się śmiać a ja wykorzystałam sytuacje i wzięłam pilot. Ciągle na nim leżąc przełączyłam na serial który chciałam obejrzeć. Chłopak wiercił się ale nie dałam mu wstać. Wpatrzyłam się w telewizor z szokiem.
-Zaraz chwila, czy to nie..- zaczęłam zdanie.
-Nie!- krzyknął przerywając mi głos.
-Thomas widzę wyraźnie. TO TY! Nie mówiłeś że grasz w tym serialu!- krzyknęłam z wściekłości.
-Bo nie pytałaś.- odpowiedział.
-Czemu mi nie powiedziałeś?- zapytałam uspokajając się.
-Nie jest to takie istotne na prawdę.- powiedział zasłaniając twarz rękami.
-Czy ty się zarumieniłeś?- zapytałam łapiąc jego ręce i zaplątując w moje. - Ojeej, zawstydziłeś się?- ciągle trzymałam go za ręce i siedziałam na nim.
-Może troszkę- zaśmiał się. Ja również zaczęłam się śmiać. Znów zaczęliśmy się siłować, sama nie wiem czemu ale fanie się bawiliśmy. Nagle drzwi od apartamentu otworzyły się a my spadliśmy na ziemie, tylko tym razem on leżał na mnie. Gdy wszyscy weszli do środka dziwnie się na nas patrzyli. Szybko wstaliśmy śmiejąc się, ale atmosfera była jakaś ponura. Wszyscy się rozeszli a w pokoju zostałam ja i Vi oraz Kaya. Thomas chwilę temu poszedł.
-Jakiś spoko gościu, dał mi swój numer.- opowiedziałam ciągle idąc w ich stronę i patrząc się na nich.- A co zazdrosny?- zapytałam patrząc z zadziornym uśmiechem prosto w jego piękne brązowe oczy.
-O ciebie? Zawsze.- podszedł patrząc na mnie z góry.
-Jak ma na imię?-Ponownie zadał pytanie wysoki blondyn.
-Ron.- uśmiechnęłam się.
-Skąd go znasz?- kolejne pytanie padło z jego pięknych zgrabnych ust.
-Przed chwilą go poznałam.- odpowiedziałam idąc dalej i przewracając oczami.
-To dlaczego pocałował cię w policzek?- po raz trzeci zadał pytanie o przystojnego chłopaka z kręgielni.
-A co to przesłuchanie jakieś? Może ty faktycznie jesteś zazdrosny o mnie co?- stanęłam i prawie że krzyknęłam. Chłopak znieruchomiał wpatrując się we mnie.
-Mówiłem ci że o ciebie zawsze.- szepnął po czym nie czekał na moją reakcje i po prostu poszedł w stronę morza.
-Brina! Spokojniej no.. nie widzisz że mu na tobie zależy?- podszedł do mnie Dylan.
-Jak by mu zależało to by się tak nie wypytywał o moje życie.- powiedziałam wyszarpując swoją rękę z jego uścisku.
-Czy ty się w ogóle słyszysz?!- zapytał się mnie ostrzejszym tonem.
-Dobra masz racje przesadziłam, przepraszam.- powiedziałam lekko się czerwieniąc.
-To nie mnie powinnaś przepraszać, tylko Tomma.- pokazał palcem na chudego blondyna idącego po piasku.
-Boże Dylan, co ja bym bez ciebie zrobiła.- przytuliłam swojego przyjaciela jak najmocniej mogłam i pobiegłam w stronę morza. Gdy wbiegłam na piasek przeszłam do marszu żeby się nie wywalić.
Thomas siedział przy morzu wpatrując się w dal, przysiadłam się.
-Słuchaj, przepraszam, nie powinnam się tak zachować.- powiedziałam skruszonym głosem.
-Nie, to ja przepraszam. To moja wina, w końcu to ja cię wypytywałem o tego kolesia.- wyszeptał pół głosem.
-Ja wiem, że się o mnie martwisz, też się o ciebie martwię. Proszę nie kłóćmy się tak więcej.- powiedziała mu do ucha po czym położyłam głowę na jego ramieniu a on objął. Leżeliśmy tak przez chwilę nie ruszając się ani nie rozmawiając. Czułam jego bicie serca, jego ciepło które ogarniało moje ciało. Coś cudownego.
***
Przetarłam oczy, rozciągnęłam się i rozejrzałam. Nikogo nie było, a co dziwniejsze byłam w hotelu. Nie przypominam sobie żebym tu wracała. Wstałam przeczesując włosy i wyszłam z pokoju. Na kanapie siedział Thomas.
-Witaj, chyba się nie wyspałaś w nocy.- zaśmiał się.
-Jak, co, kiedy, co się tu dzieje?- zapytałam idąc do kuchni i nalewając sobie soku do szklanki.
-Zasnęłaś na plaży, uznaliśmy że lepiej będzie ci się spało w łóżku więc cię tu zaniosłem.- odpowiedział zmieniając kanały na telewizorze.
-Dlaczego nie jesteś tam z nimi i się nie bawisz?- siadłam na oparciu od kanapy.
-Domyśliłem się, że tylko jak się obudzisz nie będziesz wiedziała co się stało, jak się tu znalazłaś więc zostałem żeby ci to powiedzieć.- obrócił głowę w moją stronę.
-Ej ej ej, zostaw to!- krzyknęłam pokazując na telewizor.
-Co?- zapytał rozkojarzony.
-Gre o tron. Lubię ten serial.- Powiedziałam patrząc na niego z góry.
-Znajdziemy coś lepszego.- powiedział szybko przemieniając kanał.
-Ej no dlaczego, daj mi pilot.- próbowałam wyrwać mu czarny prostokąt.
-Nie ma takiej opcji.- odpowiedział. Siłowaliśmy się na kanapie aż w końcu spadłam na niego i oboje zaczeliśmy się śmiać a ja wykorzystałam sytuacje i wzięłam pilot. Ciągle na nim leżąc przełączyłam na serial który chciałam obejrzeć. Chłopak wiercił się ale nie dałam mu wstać. Wpatrzyłam się w telewizor z szokiem.
-Zaraz chwila, czy to nie..- zaczęłam zdanie.
-Nie!- krzyknął przerywając mi głos.
-Thomas widzę wyraźnie. TO TY! Nie mówiłeś że grasz w tym serialu!- krzyknęłam z wściekłości.
-Bo nie pytałaś.- odpowiedział.
-Czemu mi nie powiedziałeś?- zapytałam uspokajając się.
-Nie jest to takie istotne na prawdę.- powiedział zasłaniając twarz rękami.
-Czy ty się zarumieniłeś?- zapytałam łapiąc jego ręce i zaplątując w moje. - Ojeej, zawstydziłeś się?- ciągle trzymałam go za ręce i siedziałam na nim.
-Może troszkę- zaśmiał się. Ja również zaczęłam się śmiać. Znów zaczęliśmy się siłować, sama nie wiem czemu ale fanie się bawiliśmy. Nagle drzwi od apartamentu otworzyły się a my spadliśmy na ziemie, tylko tym razem on leżał na mnie. Gdy wszyscy weszli do środka dziwnie się na nas patrzyli. Szybko wstaliśmy śmiejąc się, ale atmosfera była jakaś ponura. Wszyscy się rozeszli a w pokoju zostałam ja i Vi oraz Kaya. Thomas chwilę temu poszedł.
Rozdział 17
Obudziłam się rano w tym samym miejscu, głową na kolanach Thomasa a nogami na Dylanie. Delikatnie wstałam żeby ich nie obudzić po czym rozłożyłam koc i przykryłam ich. Uśmiechnęłam się do siebie. Jacie ale słodziaki z nich. Stałam przez chwile wpatrzona w Kumpli po czym sięgnęłam po komórkę i słuchawki. Była szósta, nie chciałam nikogo budzić więc włożyłam bluzę którą wczoraj podarował mi Thomas i zajrzałam do dziewczyn. Spały jak zabite. Wyszłam z domu zamykając po ciuchu drzwi.
Powietrze było takie czyste o poranku, promienie słońca przebijały się przez budynki na ulice. Szłam chodnikiem, na plażę, w sumie to na skały koło plaży. Znalazłam tam wygodną miejscówkę i siadłam patrząc na błyszczące niebieskie niebo.Ohh zejdź na ziemie dziewczyno, tylko ci ten Thomas w głowie... i te słowa Kayi których nie potrafię zapomnieć. ,,Tylko wtedy kiedy cię widzi'' tylko wtedy podobno błyszczą się mu oczy. Kochany. O matko jeszcze wczorajsza sytuacja. Fajnie by było gdyby przyszedł tu do mnie i razem oglądaliśmy ten piękny widok. Myślałam jeszcze tak przez kilka chwil a potem wstałam i skierowałam się w stronę najbliższego sklepu żeby kupić im coś do jedzenia na śniadanie. Postanowiłam że zrobię kanapki. Jeszcze nie wiem z czym ale zrobię.
Wróciłam do domu z torbą pełną jedzenia, mniej więcej dlatego że nie wiedziałam ile te głodomory zjedzą. Weszłam po ciuchu do domu i zmierzałam w stronę kuchni. Na kanapie leżał tylko umięśniony brunet który mimo swojej postury wyglądał jak mały aniołek. Położyłam szarą torbę papierową na stole po czym otarłam czoło opierając się rękoma.
-Ranny ptaszek z ciebie. gdzie się chodziło co?- usłyszałam głos zza mną.
-Człowieku nie strasz mnie.- uśmiechnęłam się po czym dodałam.- Byłam w sklepie, chyba coś musicie zjeść.- pokazałam na stół.
-A co takiego mistrzyni kuchni nam dziś zaserwuje?- powiedział zaglądając do torby.
-Kanapki.-odkaszlnęłam.
-Z czym?- zapytał przenosząc wzrok na mnie.
-Z wszystkim co się znajdzie!- odpowiedziałam biorąc świeże bułki i idąc z nimi do kuchni.
- Co stoisz tak, pomóż mi.- kątem oka zerknęłam na niego.
-Taki właśnie miałem plan.- powiedział wyciągając z torby ser oraz masło i szynkę.
-Za bardzo nie wiem co lubi jeść Dylan, Kaya no i ty.- powiedziałam siadając na blacie.
-Dylan zje wszystko.- zaśmiał się chłopak a ja razem z nim.- Kaya lubi ser i ogórek a ja zjem co zaserwujesz.- powiedział biorąc nóż i krojąc bułki.
-Serio? to zrobię ci mój specjał- zeskoczyłam z blatu i popędziłam do lodówki.
-W takim razie też coś ci przygotuje.- powiedział obracając się w moją stronę.
-Mam się bać?- zapytałam z zdziwieniem. Uśmiechnął się i zaczął robić.
Dość szybko się z tym uporali, przykryliśmy wszystkie kanapki kloszem i postawiliśmy na stół. Po czym wróciliśmy robić swoje kanapki. Moim specjałem jest masło orzechowe z nutellą i kolorową posypką.
-Dobra ja skończyłam- powiedziałam zbierając z noża na palec czekoladę.
-No też gotowy.- odrzekł i obrócił się do mnie.
-Kto pierwszy?- zapytałam z głupim uśmiechem na twarzy,
-Równocześnie, obydwoje.- wykrztusił podając mi talerz. Gdy oboje mieliśmy kanapki w rękach liczyliśmy.
-Trzy....Dwa....Jeden...Teraz.- powiedzieliśmy gryząc nasze bułki. Po każdym kęsie szedł kolejny aż zjedliśmy całe.
-Wow jeszcze nigdy nie jadłem tak słodkiej kanapki.- powiedział chichocząc.
-A ja tak dobrej! Co tam było? Od dziś jesteś moim murzynem i będziesz mi robić kanapki.-zaśmiałam się pokazując na otwartą Nutelle i bułki.
-Chcesz też?-zapytałam nalewając do szklanek soku. Przytaknął. W pewnej chwili, nie wiem nawet kiedy i jak ale miała czekoladę na nosie. Thomas wziął ścierkę i lekko starł mi ją z twarzy z uśmiechem.
-Dzięki, widzisz jaka ze mnie ślamajda.- zachichotałam.
-Każdemu się może zdarzyć przecież mieć czekoladę na nosie nawet go nie dotykając.- klepnął mnie w ramie.
-Taaa, a dolicz do tego wszystkie moje złamania i jeszcze to wczoraj w kręgielni.- powiedziałam podchodząc do okna.
-Ślamajdą był tam tylko kelner który wylał to na ciebie.- powiedział żartobliwym tonem.
-O tak, muszę jeszcze tam skoczyć po bluzkę.- siadłam na kanapie obok Dylana i wbiłam się pod cieplutki biały koc wraz z Thomasem.
***
-Co się dzieje?-westchnął Dylan przeciągając się.
-Dzień dobry.- podniosłam głowę z ramienia Thomasa.-Na stole masz śniadanie, reszta jeszcze nie wstała.
-Co z was nagle takie ranne ptaszki?- zapytał jak zwykle od rana chichocząc. Zaśmialiśmy się. Długo czekać nie musieliśmy aż reszta domowników się obudzi. Wszyscy pierwsze co zrobili to zjedli kanapki które im zrobiliśmy, a że za oknem taka ładna pogoda to uznaliśmy że pierwsze co zrobimy to pójdziemy na plaże. Jak zarządziliśmy tak zrobiliśmy.
-Ej ja lecę po koszulkę.- powiedziałam kierując się w stronę kręgielni.
-Poczekamy z Thomasem na ciebie.- odrzekł Dylan po czym siadł na ławkę. Chwilę potem znalazłam się już w sali z torami. Podeszłam do baru, widząc że stoi tam przystojny chłopak który wczoraj oblał mnie sokiem.
-Hej, zostawiłam tu wczoraj bluzkę będzie tu gdzieś jeszcze czy mam się pogodzić jej utratą?- zapytałam siadając na krześle.
-Ymmm, no tak, była w łazience. Niezły potop tu wczoraj zrobiliście.- zaśmiał się podając mi ją do rąk.
-Tak? a mam ci przypomnieć jak wylałeś na mnie sok?- chichotałam, na twarzy przystojnego barmana pojawiły się rumieńce.
-Nie no, spokojnie nic się nie stało, zawsze mam takiego pecha.- pochyliłam się by spojrzeć mu w oczy.
-Jak się domyślam to w łazience odbyła się jakaś bitwa.- powiedział wycierając blad.-A tak w ogóle nazywam się Ron.- wyciągnął rękę na przywitanie,
-Sabrina- chwyciłam ciągnąc jego rękę w dół i w górę.- Miło mi.
-Mi również.- uśmiechnął się. Jego uśmiech był piękny ale nie tak jak Thomasa.
-Co się stało z moją bluzką? jeszcze wczoraj była cała fioletowa.- popatrzyłam się na niego dziwnym wzrokiem.
-Magiaaa.- powiedział.
-Ej fajny jesteś, jakoś się dogadamy, gdzie mieszkasz?- zapytałam uchylając włosy na bok.
-W Londynie, jestem tu na jeden weekend na miesiąc, kiedy brat potrzebuje pomocy.- odpowiedział opierając się.
-O ty, serio? Ja też w Londynie! ale zbieg okoliczności- zaśmiałam się. Nagle poczułam wibracje w kieszeni dostałam SMS. Popatrzyłam na wyświetlacz ,,Pośpiesz się ile mamy czekać?'' to było od Dylana,- Wiesz ja już muszę iść bo znajomi na mnie czekają.- obróciłam się na krześle i wstałam.
-Odprowadzę cię do drzwi.- pośpieszne wyszedł przez popychaną furtkę. Gdy wyszliśmy z lokalu jeszcze chwile rozmawialiśmy, a ja co chwile zerkałam na chłopaków.
-Masz to mój numer, jak co to pisz, spotkamy się w Londynie, albo jeszcze tu.- Uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek, w ten sam policzek co Thomas. Odwzajemniłam uśmiech i poszłam do czekających na mnie dłuższą chwile przyjaciół.
Powietrze było takie czyste o poranku, promienie słońca przebijały się przez budynki na ulice. Szłam chodnikiem, na plażę, w sumie to na skały koło plaży. Znalazłam tam wygodną miejscówkę i siadłam patrząc na błyszczące niebieskie niebo.
Wróciłam do domu z torbą pełną jedzenia, mniej więcej dlatego że nie wiedziałam ile te głodomory zjedzą. Weszłam po ciuchu do domu i zmierzałam w stronę kuchni. Na kanapie leżał tylko umięśniony brunet który mimo swojej postury wyglądał jak mały aniołek. Położyłam szarą torbę papierową na stole po czym otarłam czoło opierając się rękoma.
-Ranny ptaszek z ciebie. gdzie się chodziło co?- usłyszałam głos zza mną.
-Człowieku nie strasz mnie.- uśmiechnęłam się po czym dodałam.- Byłam w sklepie, chyba coś musicie zjeść.- pokazałam na stół.
-A co takiego mistrzyni kuchni nam dziś zaserwuje?- powiedział zaglądając do torby.
-Kanapki.-odkaszlnęłam.
-Z czym?- zapytał przenosząc wzrok na mnie.
-Z wszystkim co się znajdzie!- odpowiedziałam biorąc świeże bułki i idąc z nimi do kuchni.
- Co stoisz tak, pomóż mi.- kątem oka zerknęłam na niego.
-Taki właśnie miałem plan.- powiedział wyciągając z torby ser oraz masło i szynkę.
-Za bardzo nie wiem co lubi jeść Dylan, Kaya no i ty.- powiedziałam siadając na blacie.
-Dylan zje wszystko.- zaśmiał się chłopak a ja razem z nim.- Kaya lubi ser i ogórek a ja zjem co zaserwujesz.- powiedział biorąc nóż i krojąc bułki.
-Serio? to zrobię ci mój specjał- zeskoczyłam z blatu i popędziłam do lodówki.
-W takim razie też coś ci przygotuje.- powiedział obracając się w moją stronę.
-Mam się bać?- zapytałam z zdziwieniem. Uśmiechnął się i zaczął robić.
Dość szybko się z tym uporali, przykryliśmy wszystkie kanapki kloszem i postawiliśmy na stół. Po czym wróciliśmy robić swoje kanapki. Moim specjałem jest masło orzechowe z nutellą i kolorową posypką.
-Dobra ja skończyłam- powiedziałam zbierając z noża na palec czekoladę.
-No też gotowy.- odrzekł i obrócił się do mnie.
-Kto pierwszy?- zapytałam z głupim uśmiechem na twarzy,
-Równocześnie, obydwoje.- wykrztusił podając mi talerz. Gdy oboje mieliśmy kanapki w rękach liczyliśmy.
-Trzy....Dwa....Jeden...Teraz.- powiedzieliśmy gryząc nasze bułki. Po każdym kęsie szedł kolejny aż zjedliśmy całe.
-Wow jeszcze nigdy nie jadłem tak słodkiej kanapki.- powiedział chichocząc.
-A ja tak dobrej! Co tam było? Od dziś jesteś moim murzynem i będziesz mi robić kanapki.-zaśmiałam się pokazując na otwartą Nutelle i bułki.
-Chcesz też?-zapytałam nalewając do szklanek soku. Przytaknął. W pewnej chwili, nie wiem nawet kiedy i jak ale miała czekoladę na nosie. Thomas wziął ścierkę i lekko starł mi ją z twarzy z uśmiechem.
-Dzięki, widzisz jaka ze mnie ślamajda.- zachichotałam.
-Każdemu się może zdarzyć przecież mieć czekoladę na nosie nawet go nie dotykając.- klepnął mnie w ramie.
-Taaa, a dolicz do tego wszystkie moje złamania i jeszcze to wczoraj w kręgielni.- powiedziałam podchodząc do okna.
-Ślamajdą był tam tylko kelner który wylał to na ciebie.- powiedział żartobliwym tonem.
-O tak, muszę jeszcze tam skoczyć po bluzkę.- siadłam na kanapie obok Dylana i wbiłam się pod cieplutki biały koc wraz z Thomasem.
***
-Co się dzieje?-westchnął Dylan przeciągając się.
-Dzień dobry.- podniosłam głowę z ramienia Thomasa.-Na stole masz śniadanie, reszta jeszcze nie wstała.
-Co z was nagle takie ranne ptaszki?- zapytał jak zwykle od rana chichocząc. Zaśmialiśmy się. Długo czekać nie musieliśmy aż reszta domowników się obudzi. Wszyscy pierwsze co zrobili to zjedli kanapki które im zrobiliśmy, a że za oknem taka ładna pogoda to uznaliśmy że pierwsze co zrobimy to pójdziemy na plaże. Jak zarządziliśmy tak zrobiliśmy.
-Ej ja lecę po koszulkę.- powiedziałam kierując się w stronę kręgielni.
-Poczekamy z Thomasem na ciebie.- odrzekł Dylan po czym siadł na ławkę. Chwilę potem znalazłam się już w sali z torami. Podeszłam do baru, widząc że stoi tam przystojny chłopak który wczoraj oblał mnie sokiem.
-Hej, zostawiłam tu wczoraj bluzkę będzie tu gdzieś jeszcze czy mam się pogodzić jej utratą?- zapytałam siadając na krześle.
-Ymmm, no tak, była w łazience. Niezły potop tu wczoraj zrobiliście.- zaśmiał się podając mi ją do rąk.
-Tak? a mam ci przypomnieć jak wylałeś na mnie sok?- chichotałam, na twarzy przystojnego barmana pojawiły się rumieńce.
-Nie no, spokojnie nic się nie stało, zawsze mam takiego pecha.- pochyliłam się by spojrzeć mu w oczy.
-Jak się domyślam to w łazience odbyła się jakaś bitwa.- powiedział wycierając blad.-A tak w ogóle nazywam się Ron.- wyciągnął rękę na przywitanie,
-Sabrina- chwyciłam ciągnąc jego rękę w dół i w górę.- Miło mi.
-Mi również.- uśmiechnął się. Jego uśmiech był piękny ale nie tak jak Thomasa.
-Co się stało z moją bluzką? jeszcze wczoraj była cała fioletowa.- popatrzyłam się na niego dziwnym wzrokiem.
-Magiaaa.- powiedział.
-Ej fajny jesteś, jakoś się dogadamy, gdzie mieszkasz?- zapytałam uchylając włosy na bok.
-W Londynie, jestem tu na jeden weekend na miesiąc, kiedy brat potrzebuje pomocy.- odpowiedział opierając się.
-O ty, serio? Ja też w Londynie! ale zbieg okoliczności- zaśmiałam się. Nagle poczułam wibracje w kieszeni dostałam SMS. Popatrzyłam na wyświetlacz ,,Pośpiesz się ile mamy czekać?'' to było od Dylana,- Wiesz ja już muszę iść bo znajomi na mnie czekają.- obróciłam się na krześle i wstałam.
-Odprowadzę cię do drzwi.- pośpieszne wyszedł przez popychaną furtkę. Gdy wyszliśmy z lokalu jeszcze chwile rozmawialiśmy, a ja co chwile zerkałam na chłopaków.
-Masz to mój numer, jak co to pisz, spotkamy się w Londynie, albo jeszcze tu.- Uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek, w ten sam policzek co Thomas. Odwzajemniłam uśmiech i poszłam do czekających na mnie dłuższą chwile przyjaciół.
czwartek, 9 kwietnia 2015
Rozdział 16
-Taki nawyk, opowiem ci o nim kiedyś- szepnęłam mu do ucha po czym z powrotem oparłam się o ścianę. Patrzył się na mnie tajemniczym wzrokiem, tak jakby nie mógł oderwać od mnie oczu. W sumie to dobrze bo cieszyłam się kiedy jego brązowe oczy patrzyły prosto w moje zielone.
-Jesteś pełna tajemnic.- powiedział wciąż patrząc mi w oczy z lekkim uśmiechem na ustach. Zarumieniłam się po czym schowałam ręce w bluzie. Nasze buty się dotykały, mimo że były to tylko buty i tak cieszyłam się z tego.
-Chce ci się tam jeszcze wracać?-zapytał spoglądając na mnie z innego kontu.
-Szczerze? Nie, znudziło mi się już granie w kręgle. No bo ile można.-zaśmiałam się lekko odchylając kran i zamaczając ręce którymi chwilę potem potrzepałam.
-No ej no.- wykrztusił Thomas osłaniając się rękami. Gdy ogarnęłam się on pomoczył swoje ręce i zrobił mi to samo.
-Ale ja to zrobiłam niechcący głupku.- zaśmiałam się chowając się za nogami. Obydwoje zaczęliśmy rzucać w siebie wodą. Świetnie się bawiliśmy.
-Jestem cała mokra przez ciebie!- krzyknęłam lekko popychając go w bok.
-No co ty nie powiesz, a ja niby suchutki.- zaśmiał się rozglądając po łazience.
-Gorzej niż potop. Thomas! Zatopiliśmy im łazienkę!- Kolejny raz krzyknęłam w śmiechu łapiąc chłopaka za ramiona i potrząsając nim.
-Idę po ponton.- zgrywał się po czym wziął mnie w tali i przełożył na swoje ramie. Ciarki mnie przeszły. O matko wziął mnie tak romantycznie jak na filmach ale z głupiej sytuacji. Jaki on ciepły, a jego mięśnie nie są za małe ani za duże, po prostu w sam raz! Jak on cudnie pachnie, od dziś to mój nowy narkotyk i w sumie jedyny! Rozmyślałam przez krótki czas, wyszedł ze mną wciąż w tym samym miejscu z toalety, wyglądaliśmy gorzej niż jak do niej weszliśmy. Obydwoje się ciągle śmieliśmy. Pokazałam im ręką żeby poszli za nami, bo chyba nie chcą sprzątać tego morza.
Szybko wyszliśmy z budynku. Nikt nie wiedział o co chodzi tylko my. W końcu Thomas postawił mnie na ziemi i zaczęliśmy się śmiać.
-Czy ktoś do cholery jasnej powie nam o co chodzi?- Powiedziała rozwścieczona Vi.
-No bo...wiesz...i wtedy..- próbowałam powiedzieć ale śmiech nie dawał za przegraną. Thomas również chciał coś powiedzieć ale nie dał rady tak jak ja. Zaczęły nas boleć brzuchy i brakować tlenu. W końcu prawie się uspokoiliśmy.
-Zatopiliśmy im całą łazienkę.- wypchnął z siebie w końcu te słowa jednak uśmiech nie schodził mu z twarzy jak i mi.
-Że co proszę?!- zapytała Kaya zmierzając nas groźnym wzrokiem.
-Moja koszulka!!- krzyknęłam nagle schodząc na ziemie.
-Co z nią?- dziwnym trafem Dylan rozśmiał się.
-Została tam.- popatrzyłam na Thomasa i znów wybuchliśmy śmiechem.
-Dobra wrócisz po nią jutro, nie chcesz chyba tego sprzątać?- powiedział Michał idąc w stronę hotelu. Wszyscy rozejrzeli się na boki i ruszyli za nim. Szłam ostatnia cała mokra z Thomasem który ciągle mnie zaczepiał.
***
Pierwsze co zrobiłam wchodząc do domu to rzuciłam się do łazienki, umyłam i przebrałam w suche dresy przylegające do mnie i luźną koszulkę.
-Ja idę spać, nie mam sił.- Powiedział Michał. Vi oraz Kaya przytaknęły na znak że też czują zmęczenie i rozeszli się do pokoi. Zostałam z Dylanem i Thomasem.
-Jakoś nie chce jeszcze iść spać- powiedziała podjadając z stołu kuchennego winogrona.
-Nam jakoś też nie specjalnie.- Odrzekł brunet rozsiadając się obok blondyna na kanapie.
-Super, ciekawe gdzie się zmieszczę.-rzuciłam w nich winogronem. Podeszłam do kremowej kanapy i położyłam się tak, że nogi miałam na Dylanie a głowę na Thomasie.
-Ej księżniczko nie za wygodnie ci- powiedział blondyn uśmiechając się zadziornie. Kocham jego uśmiech, matko człowieku! Tylko nie zagryzaj wargi... pomyślałam układając się wygodnie. Popatrzyłam na Thomasa a on przygryzł seksownie wargę. Mówiłam żebyś tego nie robił, mam ochotę cię w nią pocałować głupku. powiedziałam w myślach.
-Dajcie na jakieś kreskówki albo coś, no wiecie, ciekawego.-podałam pilota Dylanowi który stukał w pilota zmieniając kanały. Piętnaście minut potem powoli zasypiałam, Thomas bawił się moimi włosami co mi bardzo odpowiadało. Z każdym jego dotykiem, czułam się bezpieczniejsza, spokojniejsza. Chociaż bardzo chciało mi się spać i miałam zamknięte oczy, czuwałam. Chłopaki chyba postanowili spać razem ze mną na kanapie, w sumie nie mieli wyjścia bo w końcu leżałam na nich. Dylan zgasił światło a ja poczułam jak Thomas się rusza. Nagle poczułam ciepło w całym ciele i motylki w brzuchu. Poczułam jego usta lekko dotykające mój policzek. Pocałował mnie i szepnął do ucha.
-Dobranoc księżniczko.- całe ciało stało sie nagle cieplejsze i przeszły mnie dreszcze radości. Uśmiechnęłam się po czym zamknęłam oczy i zasnęłam.
środa, 8 kwietnia 2015
Rozdział 15
Gdy chłopaki zaczynali grę w bilarda, a ja z Kayą siadłyśmy przy barku i zamówiłyśmy soki. Podał nam je przystojny facet puszczając nam oczko. Patrzyłyśmy jak grają.
-Coś zaiskrzyło między mną i Dylanem.- powiedział uśmiechając się do mnie.
-To się mega ciesze, bo straszne z was słodziaki razem.-napiłam się soku i mój wzrok automatycznie przeszedł na Thomasa.Czułam na sobie jego wzrok, jego cudne spojrzenie z czekoladowych oczu, jak nieziemsko się uśmiecha gdy nasze spojrzenia się spotykają. No po prostu coś pięknego.
-Ej Brina! Co ci się dzieje?- zapytała Kaya budząc mnie z moich myśli.
-Mi? Nic, tylko czasami mam tak że zamyśle się albo zacznę coś sobie wyobrażać.- uśmiechnęłam parząc na nią i bawiąc się słomką.
-Nie ogarniam cię, Ale zgaduje że było to związane z Thomasem.- powiedziała patrząc na mnie swoim wzorkiem wykrywacza prawdy.Skąd ona mogła to wiedzieć?! Jasnowidz jakiś czy co... zaczynam się jej bać.
-Pewnie jak połowa ludzi tutaj.-roześmiałam się.- Może tak może nie.- dopowiedziała o do zdania z Thomasem. Znów automatycznie popatrzyłam się na niego, on odwzajemnił wzrok. Spanikowałam więc odwróciłam się do Kayi i usłyszałam jego cichy śmiech.Boże Sabrina, ty idiotko, co on se o tobie teraz pomyślał? Przestań nie może być aż tak źle, ale on się wciąż uśmiecha. Może coś wyczuł oby nie. Kaya popatrzyła na nie zdziwieniem. Obróciłam się w stronę chłopców i uspokoiła. Patrzyłyśmy jak grają i co chwile na nas zerkają. Thomas wyprostował się i odłożył kij po czym po patrzył na mnie przez chwilę a ja nie odwróciłam wzroku. W końcu Dylan go szturchnął na znak że jego kolej.
-Zawsze się tak Thomasowi oczy błyszczą?- Zapytałam obracając głowę w stronę Kayi.
-Nie, Tylko wtedy kiedy cię widzi.- powiedziała kiwając głową w jego stronę. Usiadłam twarzą do bilarda i patrzyłam na niego z rumieńcami na policzkach.,,Tylko wtedy kiedy mnie widzi? '' napłynęło do mnie wiele ciepłego uczucia. Jestem w nim zakochana? czuje do niego coś czego jeszcze nigdy nie czułam. Może rzeczywiście obojga nas łączy jakaś więź? Oby. Bardzo bym chciała, on jest taki ciekawy, inny niż wszyscy. Coś mnie do niego przyciąga. Chłopak machał mi ręką przed oczami. Ocknęłam się i zobaczyłam go blisko mojego ciała. O matko ale ze mnie burak, gapię się na niego od trzech minut Zaraz ja chyba wyglądam jak burak, jestem pewnie cała czerwona. Serce zaczęło mi szybciej bić.
-Żyjesz? Na co się tak zagapiłaś? Mam gdzieś pryszcza?- uśmiechnął się siadając obok mnie.
-Nie.- roześmiałam się.- po prostu masz cudny uśmiech.-powiedziałam.No wreszcie wydusiłam to z siebie, o nie a co jeżeli wyjdę na idiotkę? chyba gorzej być już nie może.
Chłopak siedział i uśmiechał się przyglądając się mojej szklance i bawiąc się słomką tak samo jak robiłam to ja. Chwile potem podszedł barman który potknął się o krzesło zostawione przez Dylana i upuścił sok porzeczkowy na mnie. Wziął szybko butelkę i zaczął wycierać mi bluzkę.
No i wykrakałam, nie dość że jestem czerwona jak burak to jeszcze wylał się na mnie sok, no po prostu genialnie. Thomas zaśmiał się. Popatrzyłam na niego groźnym wzrokiem a on wysłał mi buziaczka. Wstałam i wzięłam ręcznik od kelnera.
-Dzięki, dość już zrobiłeś sama sobie poradzę.- powiedziałam żenującym tonem. Chłopak skulił głowę i odszedł.
-No biedny, ale go spławiłaś. Ten sok to pewnie pretekst żeby ciebie poderwać.- zachichotał. Zwinęłam ręcznik w rulon i rzuciłam niego. Thomas złapał go pokazując żebym usiadła na krzesło.
-Teraz ja się tym zajmę, z tą wściekłością w oczach nic nie zdziałasz.- popatrzył na mnie a jego oczy zabłyszczały.Jezu jakie on ma boskie oczy!!! Gdy tylko w nie patrze zakochuje się jeszcze bardziej, chwila czy to jest już zakochanie? może on po prostu mi się podoba? Obudziłam się patrząc jak delikatnie wyciera moją bluzkę.
-No nic, ściągaj ją.- powiedział poważnym tonem.
-Tu? Teraz?- rozejrzałam się po kręgielni. Chłopak przytaknął po czym się zaśmiał.
-No żartuje idź do toalety, masz moją bluzę przyda ci się. Od razu zapierz zimną wodą.-Wytrzeszczyłam oczy kiedy te słowa wyleciały mu z ust.- Co się tak patrzysz? Nie wiesz jak się to robi? Mam ci pokazać?- zaśmiał się i poszedł w stronę toalet.
-Dobrze mamo.- powiedziałam szepczącym głosem ale nie tak cichym bo usłyszałam jak się zaśmiał znów.Ciągle się ze mnie śmiał, to dobrze czy źle? Bo nie wiem... . Chwilę potem znaleźliśmy się już w damskiej toalecie, dał mi swoją bluzę i kazał iść się przebrać. Jezuu ale on cudownie pachniał, chciałabym czuć tą woń codziennie. pomyślałam wychodząc już przebrana. Thomas prał moją koszulkę w wodzie a ja usiadłam na umywalce.
-Pasuje ci ta bluza wiesz.-spojrzał na mnie na krótką chwilę po czym znów obrócił wzrok do zlewu.
-To mi ją daj.-zaśmiałam się szyderczo.
-Weź ją sobie.- powiedział z uśmiechem na twarzy.-Będzie ci przypominać o mnie.- podniósł koszulę i wycisnął ją do ostatniej kropli wody.
-Przecież ja żartowałam- odrzekłam prostując nogi na blacie.
-A ja nie.- po patrzył na mnie po czym usiadł na przeciwko mnie ale po drugiej stronie umywalki.
Nie wierze, dał mi swoją bluzę, zawsze tak jest w amerykańskich filmach, zaraz może to jeden z nich? a może to po prostu zwykły sen, zaraz się obudzę a na mnie będzie tylko moja piżamka.
-Znów to robisz.- dotknął dłonią mojego kolana.
-Co robię?- zapytałam z zdziwieniem.
-Patrzysz w jedno miejsce przez jakiś czas.-powiedział pochylając się nad kranem.
-Coś zaiskrzyło między mną i Dylanem.- powiedział uśmiechając się do mnie.
-To się mega ciesze, bo straszne z was słodziaki razem.-napiłam się soku i mój wzrok automatycznie przeszedł na Thomasa.
-Ej Brina! Co ci się dzieje?- zapytała Kaya budząc mnie z moich myśli.
-Mi? Nic, tylko czasami mam tak że zamyśle się albo zacznę coś sobie wyobrażać.- uśmiechnęłam parząc na nią i bawiąc się słomką.
-Nie ogarniam cię, Ale zgaduje że było to związane z Thomasem.- powiedziała patrząc na mnie swoim wzorkiem wykrywacza prawdy.
-Pewnie jak połowa ludzi tutaj.-roześmiałam się.- Może tak może nie.- dopowiedziała o do zdania z Thomasem. Znów automatycznie popatrzyłam się na niego, on odwzajemnił wzrok. Spanikowałam więc odwróciłam się do Kayi i usłyszałam jego cichy śmiech.
-Zawsze się tak Thomasowi oczy błyszczą?- Zapytałam obracając głowę w stronę Kayi.
-Nie, Tylko wtedy kiedy cię widzi.- powiedziała kiwając głową w jego stronę. Usiadłam twarzą do bilarda i patrzyłam na niego z rumieńcami na policzkach.
-Żyjesz? Na co się tak zagapiłaś? Mam gdzieś pryszcza?- uśmiechnął się siadając obok mnie.
-Nie.- roześmiałam się.- po prostu masz cudny uśmiech.-powiedziałam.
Chłopak siedział i uśmiechał się przyglądając się mojej szklance i bawiąc się słomką tak samo jak robiłam to ja. Chwile potem podszedł barman który potknął się o krzesło zostawione przez Dylana i upuścił sok porzeczkowy na mnie. Wziął szybko butelkę i zaczął wycierać mi bluzkę.
-Dzięki, dość już zrobiłeś sama sobie poradzę.- powiedziałam żenującym tonem. Chłopak skulił głowę i odszedł.
-No biedny, ale go spławiłaś. Ten sok to pewnie pretekst żeby ciebie poderwać.- zachichotał. Zwinęłam ręcznik w rulon i rzuciłam niego. Thomas złapał go pokazując żebym usiadła na krzesło.
-Teraz ja się tym zajmę, z tą wściekłością w oczach nic nie zdziałasz.- popatrzył na mnie a jego oczy zabłyszczały.
-No nic, ściągaj ją.- powiedział poważnym tonem.
-Tu? Teraz?- rozejrzałam się po kręgielni. Chłopak przytaknął po czym się zaśmiał.
-No żartuje idź do toalety, masz moją bluzę przyda ci się. Od razu zapierz zimną wodą.-Wytrzeszczyłam oczy kiedy te słowa wyleciały mu z ust.- Co się tak patrzysz? Nie wiesz jak się to robi? Mam ci pokazać?- zaśmiał się i poszedł w stronę toalet.
-Dobrze mamo.- powiedziałam szepczącym głosem ale nie tak cichym bo usłyszałam jak się zaśmiał znów.
-Pasuje ci ta bluza wiesz.-spojrzał na mnie na krótką chwilę po czym znów obrócił wzrok do zlewu.
-To mi ją daj.-zaśmiałam się szyderczo.
-Weź ją sobie.- powiedział z uśmiechem na twarzy.-Będzie ci przypominać o mnie.- podniósł koszulę i wycisnął ją do ostatniej kropli wody.
-Przecież ja żartowałam- odrzekłam prostując nogi na blacie.
-A ja nie.- po patrzył na mnie po czym usiadł na przeciwko mnie ale po drugiej stronie umywalki.
-Znów to robisz.- dotknął dłonią mojego kolana.
-Co robię?- zapytałam z zdziwieniem.
-Patrzysz w jedno miejsce przez jakiś czas.-powiedział pochylając się nad kranem.
wtorek, 7 kwietnia 2015
Rozdział 14
Budynek był ogromny, i w kształcie kuli do kręgli. Daleko od plaży nie mieliśmy, niby takie duże miasteczko ale zawsze do wszystkiego blisko. Weszliśmy do środka i chłopaki zajęli się kupnem trzech torów do kręgli, my wybierałyśmy dla siebie buty. Było ich tam chyba z milion. Wzięłam różową czterdziestkę, Vi zieloną trzydziestkę dziewiątkę, a Kaya niebieską czterdziestkę. Każda z nas wzięła kule pod kolor swoich butów. Chłopcy zaś wzięli wszystkie czarne buty i czarne kule do kręgli.
-Dobra mamy trzy tory proszę państwa- Powiedział Dylan pokazując palcem na miejsce za nami.
-Po co aż trzy?- zapytała Kaya z zdziwieniem.
-No dla każdego, ja na początku będę z Briną a ty z Thomasem a tamtych dwóch zakochańców zostawmy w spokoju.- Wykaszlał Dylan z uśmiechem.
-Ale ja nie umiem grać!- Krzyknęła Vi dołączając do naszego grona.
-Nauczę cię- powiedział Michał poprawiając swoją grzywę przez którą prawie że nie było widać mu oczu. I Poszli do toru pierwszego, przyglądałam się jak On ją ,,uczy''. To było oczywiste że chce być blisko niej. Pokazał jej pierwsze jak ma trzymać kulę a potem chwycił ją i prowadził jej kule wraz z nią. Niestety marna próba poderwania mojej przyjaciółki bo Vi pośliznęła się i wyrzuciła kule na tor obok nich po czym upadła, a że pan Michał trzymał ją za rękę zaledwie kilka sekund po tym jak upadła leżał na niej i patrzyli sobie w oczy. Cudna scena, ale chyba czegoś im zabrakło, no tak pocałunku. Kątem oka widziałam jak już podnoszą się z ziemi.
-Brina!-Klepnął mnie Dylan po plecach.
-Ała- odwrzasnęłam odwracając się w ich stronę i masując miejsce w które mnie uderzył.
-Zejdź na ziemie i zostaw ich samych.- powiedział z uśmiechem po czym popchnął mnie w stronę toru drugiego. Z ledwością zdążyłam wziąć swoją kule która stoczyła się prosto na stopę Dylana.
-O matko Dylan przepraszam.-Wybuchałam śmiechem gdy usłyszałam jego pisk.
-Nie no spoko to tylko pięciokilogramowa kula spadła mi na nogę z 100 cm.- powiedział ledwo powstrzymując łzy bólu. Szybko podniosłam kule z jego stopy i pomogłam mu dojść do kanapy na przeciwko naszego toru.
-Mocno boli?- zapytałam zaciskając zęby.
-Jak pocałujesz w ała to przestanie boleć.- roześmiał się po czym wstał i zmierzył na tor. Siedziałam jak głupia patrząc się na wysokiego, umięśnionego czarnowłosego przyjaciela.
-Idziesz grać czy będziesz siedzieć jak ten słup?- zapytał mierząc kulą w kręgle po czym wypuścił ją i poturlała się w stronę dziury, strąciła cztery kręgle.
-Tylko cztery? Ale jesteś słaby.- zaśmiałam się.
-No to dawaj księżniczko.- pokazał pacem na moją kulę. Z godnością wstałam i wzięłam ją mierząc w środek ustawionych w trójkąt kręgli. Raz...Dwa...Trzy i moja kula poleciała do połowy toru po czym zbiła osiem kręgli.
-Ha! a masz, no kto tu rządzi jak nie ja?- powiedziałam pochodząc do Dylana który dzióbnął mnie pomiędzy miednicą a żebrami, żeby mnie połaskotać. Graliśmy tak przez dobre piętnaście minut. Walka była zacięta niestety był remis. Uzgodniliśmy że jak wrócimy do Londynu ogarniemy jakąś kręgielnie w pobliżu i sie do niej wybierzemy. Thomas z Kayą się również świetnie bawili. Zamieniliśmy się w czwórkę parami, Kaya z Dylanem a ja z Thomasem. Uznaliśmy że nie będziemy przeszkadzać Vi i Michałowi bo z tego co zauważyłyśmy świetnie się bawią.
-Widziałam że ostra walka się tu toczyła z Dylanem.- uśmiechnął się rzucając kulę na tor.
-A żebyś wiedziała jaka, jeszcze w Londynie będzie dogrywka.- zaśmiałam się kulając moją kule po torze w stronę dziesięciu kręgli.
-Wow, dobra jesteś w te klocki.- powiedział uśmiechając się do mnie.
-A jak że by inaczej.- odwzajemniłam uśmiech przechodząc za wysokiego blondyna.
-I w dodatku strasznie pewna siebie, mało spotykane.- powiedział zatrzymując się centralnie przed moją twarzą, a że był wyższy, byłam w stanie dobrze usłyszeć jego bicie serca, które mnie uspokoiło. Poczułam się nie pewnie więc gdy zobaczyłam że moja kula już wyleciała, wyślizgnęłam się po nią mówiąc
-Teraz twoja kolej podrywaczu-uśmiechnęłam się kiwając głową w stronę toru. Thomas się obrócił i z gracją wyrzucił kulę tak daleko że potoczyła się po płaskich panelach max trzy sekundy i zbił wszystkie za jednym razem.
-No brawo, ty się nie chwaliłeś że z ciebie zawodowy kręglarz jest- podeszłam do niego klaszcząc w dłonie. Chłopak dzióbnął mnie w bok po czym zgięłam się.
-No i mam twój słaby punkt!- powiedział kila razy dotykając mnie w miejsca obok. Zginałam się i śmiałam.
-Dość już dość Thomas bo nie wytrzymam!- krzyknęłam z śmiechem i łzami w oczach. Chłopak uspokoił się ale stał i chichrał się ciągle nad mną.
-To aż takie śmieszne?- zapytałam przygłuszając ton. Przytaknął głową. Obróciłam się udawając że jestem obrażona, ale nie kupił tego. Widział że na mojej twarzy jest uśmiech. Chwycił mnie w tali i przyciągnął do siebie po czym obrócił.
-Dowcipna jesteś bardzo.- powiedział przybliżając swoją twarz do mojej.
-Ej wy tam, chcecie coś zjeść i zagrać w bilarda?- krzyknął Dylan pokazując palcem na nas. Thomas szybko mnie puścił jak usłyszał głos przyjaciela. Oboje kiwnęliśmy głowami i poszliśmy w ich stronę.
-Dobra mamy trzy tory proszę państwa- Powiedział Dylan pokazując palcem na miejsce za nami.
-Po co aż trzy?- zapytała Kaya z zdziwieniem.
-No dla każdego, ja na początku będę z Briną a ty z Thomasem a tamtych dwóch zakochańców zostawmy w spokoju.- Wykaszlał Dylan z uśmiechem.
-Ale ja nie umiem grać!- Krzyknęła Vi dołączając do naszego grona.
-Nauczę cię- powiedział Michał poprawiając swoją grzywę przez którą prawie że nie było widać mu oczu. I Poszli do toru pierwszego, przyglądałam się jak On ją ,,uczy''. To było oczywiste że chce być blisko niej. Pokazał jej pierwsze jak ma trzymać kulę a potem chwycił ją i prowadził jej kule wraz z nią. Niestety marna próba poderwania mojej przyjaciółki bo Vi pośliznęła się i wyrzuciła kule na tor obok nich po czym upadła, a że pan Michał trzymał ją za rękę zaledwie kilka sekund po tym jak upadła leżał na niej i patrzyli sobie w oczy. Cudna scena, ale chyba czegoś im zabrakło, no tak pocałunku. Kątem oka widziałam jak już podnoszą się z ziemi.
-Brina!-Klepnął mnie Dylan po plecach.
-Ała- odwrzasnęłam odwracając się w ich stronę i masując miejsce w które mnie uderzył.
-Zejdź na ziemie i zostaw ich samych.- powiedział z uśmiechem po czym popchnął mnie w stronę toru drugiego. Z ledwością zdążyłam wziąć swoją kule która stoczyła się prosto na stopę Dylana.
-O matko Dylan przepraszam.-Wybuchałam śmiechem gdy usłyszałam jego pisk.
-Nie no spoko to tylko pięciokilogramowa kula spadła mi na nogę z 100 cm.- powiedział ledwo powstrzymując łzy bólu. Szybko podniosłam kule z jego stopy i pomogłam mu dojść do kanapy na przeciwko naszego toru.
-Mocno boli?- zapytałam zaciskając zęby.
-Jak pocałujesz w ała to przestanie boleć.- roześmiał się po czym wstał i zmierzył na tor. Siedziałam jak głupia patrząc się na wysokiego, umięśnionego czarnowłosego przyjaciela.
-Idziesz grać czy będziesz siedzieć jak ten słup?- zapytał mierząc kulą w kręgle po czym wypuścił ją i poturlała się w stronę dziury, strąciła cztery kręgle.
-Tylko cztery? Ale jesteś słaby.- zaśmiałam się.
-No to dawaj księżniczko.- pokazał pacem na moją kulę. Z godnością wstałam i wzięłam ją mierząc w środek ustawionych w trójkąt kręgli. Raz...Dwa...Trzy i moja kula poleciała do połowy toru po czym zbiła osiem kręgli.
-Ha! a masz, no kto tu rządzi jak nie ja?- powiedziałam pochodząc do Dylana który dzióbnął mnie pomiędzy miednicą a żebrami, żeby mnie połaskotać. Graliśmy tak przez dobre piętnaście minut. Walka była zacięta niestety był remis. Uzgodniliśmy że jak wrócimy do Londynu ogarniemy jakąś kręgielnie w pobliżu i sie do niej wybierzemy. Thomas z Kayą się również świetnie bawili. Zamieniliśmy się w czwórkę parami, Kaya z Dylanem a ja z Thomasem. Uznaliśmy że nie będziemy przeszkadzać Vi i Michałowi bo z tego co zauważyłyśmy świetnie się bawią.
-Widziałam że ostra walka się tu toczyła z Dylanem.- uśmiechnął się rzucając kulę na tor.
-A żebyś wiedziała jaka, jeszcze w Londynie będzie dogrywka.- zaśmiałam się kulając moją kule po torze w stronę dziesięciu kręgli.
-Wow, dobra jesteś w te klocki.- powiedział uśmiechając się do mnie.
-A jak że by inaczej.- odwzajemniłam uśmiech przechodząc za wysokiego blondyna.
-I w dodatku strasznie pewna siebie, mało spotykane.- powiedział zatrzymując się centralnie przed moją twarzą, a że był wyższy, byłam w stanie dobrze usłyszeć jego bicie serca, które mnie uspokoiło. Poczułam się nie pewnie więc gdy zobaczyłam że moja kula już wyleciała, wyślizgnęłam się po nią mówiąc
-Teraz twoja kolej podrywaczu-uśmiechnęłam się kiwając głową w stronę toru. Thomas się obrócił i z gracją wyrzucił kulę tak daleko że potoczyła się po płaskich panelach max trzy sekundy i zbił wszystkie za jednym razem.
-No brawo, ty się nie chwaliłeś że z ciebie zawodowy kręglarz jest- podeszłam do niego klaszcząc w dłonie. Chłopak dzióbnął mnie w bok po czym zgięłam się.
-No i mam twój słaby punkt!- powiedział kila razy dotykając mnie w miejsca obok. Zginałam się i śmiałam.
-Dość już dość Thomas bo nie wytrzymam!- krzyknęłam z śmiechem i łzami w oczach. Chłopak uspokoił się ale stał i chichrał się ciągle nad mną.
-To aż takie śmieszne?- zapytałam przygłuszając ton. Przytaknął głową. Obróciłam się udawając że jestem obrażona, ale nie kupił tego. Widział że na mojej twarzy jest uśmiech. Chwycił mnie w tali i przyciągnął do siebie po czym obrócił.
-Dowcipna jesteś bardzo.- powiedział przybliżając swoją twarz do mojej.
-Ej wy tam, chcecie coś zjeść i zagrać w bilarda?- krzyknął Dylan pokazując palcem na nas. Thomas szybko mnie puścił jak usłyszał głos przyjaciela. Oboje kiwnęliśmy głowami i poszliśmy w ich stronę.
poniedziałek, 6 kwietnia 2015
Rozdział 13
Położyłam się na wcześniej już wylegiwanym przez mnie leżaku a Thomas na leżaku obok.
Przez dobre pół godziny rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Byliśmy już cali susi tylko moje włosy gdzieniegdzie były jeszcze mokre.
-Ej zbieramy się co? Bo już późno a trzeba jeszcze zjeść kolacje-Powiedział Dylan który po raz kolejny mnie zaszokował swoją odpowiedzialną postawą. Przytaknęliśmy zbierając nasze rzeczy i skierowaliśmy się w stronę Hotelu. Michał rozmawiał z Dylanem i Thomasem a więc ja podbiegłam do Vi
-Hej mordo, co tam? jak się bawiłaś z Rychilkiem? co robiliście?- zapytałam podnosząc brwi.
-A No wiesz, spacerowaliśmy sobie, rozmawialiśmy, pływaliśmy i znaleźliśmy piękne miejsce w które idziemy wieczorem.- powiedział z drobnym uśmieszkiem. Weszliśmy do hotelu i poszliśmy do windy, jedna była pełna a jedna pusta do której mogło wejść tylko czterech ludzi. Więc ja postanowiłam iść schodami i kiwnęłam głową do Dylana który ruszył ze mną.
-W sumie dobry pomysł, na dobre nam to wyjdzie.- zaśmiał się.
-Taa..- również się zaśmiałam.-Słuchaj, mam do ciebie pytanie, tylko szczerze oki?- popatrzyłam na niego zmierzając ku górze.
-No pewnie, ciebie bym nie okłamał.- powiedział z pewnością siebie.
-Czy coś cię łączy z Kayą?- zapytałam stając na schodku wyżej niż był on.
-No wiesz, lubię ją bardzo w sumie mogę powiedzieć po prostu że mi się bardzo podoba.- uśmiechnął się do mnie.
-Okej tyle chciałam wiedzieć.- powiedziała odwracając się i idąc do pokoi.
-Ej ale czemu mnie o to pytałaś?- zapytał zdziwiony.
-Bo widziałam jak się na nią patrzysz, jak się uśmiechasz przy niej.-powiedziałam patrząc na jego zaczerwienioną twarz.
-Tak samo jak Thomas przy tobie.- odetchnął.
-Co was wszystkich wzięło na Thomasa i mnie?!- zapytałam troszkę groźniejszym tonem.
-Nie mów że tego nie widzisz no proszę cie.- roześmiał się i poszedł w stronę wynajmowanego przez nas mieszkania na czas aż tu jesteśmy. Weszliśmy do środka gdzie wszyscy na nas już czekali.
-Wiecie, że jutro zaczyna się szkoła?- powiedziała Vi.
-O matko, no tak, jak mogliśmy to przeoczyć.- powiedziała Kaya.
-A tam kilka dni w tę czy tamtą to nic nie zmieni.- powiedział Dylan wracając do swojego normalnego trybu życia.
-Byliśmy w szkole raptem cztery dni! Wakacje nie dawno się skończyły, ale skoro już tu jesteśmy to zostańmy chociaż na tydzień,- powiedziała patrząc na wszystkich a oni przytakiwali mi.
-Dobra jest dwudziesta, pora się umyć, przebrać i iść coś zjeść nie sądzicie?- powiedział Thomas patrząc na mnie.
-Racja, biorę pierwsza łazienkę.-wykaszlałam zmierzając do łazienki po drodze wzięłam ręcznik i płyny do kąpieli. Piętnaście minut i byłam gotowa, tylko jeszcze makijaż i wysuszyć włosy, pięć minut i już byłam gotowa. Wyszłam z łazienki i włączyłam telewizor, oglądałam kreskówki a oni chodzili się myć. Thomas odświeżony siadł sobie obok mnie i oglądaliśmy razem. Potem dosiadła się Kaya, Michał a na końcu Vi i chwile potem Dylan.
-Wszyscy gotowi? To możemy iść, jestem strasznie głodna.-Powiedziałam wstając z kanapy i ubierając buty. Reszta miała już je na sobie więc wyszli przez drzwi, a ja oczywiście musiałam je zamknąć na drzwi. Poczekała na mnie Kaya i razem poszłyśmy na dół.
-To jak gdzie idziemy jeść?-zapytał Thomas.
-Myślałem że może do tej restauracji na przeciwko plaży.-Powiedział Dylan.-Ja stawiam!- dodał po czym ruszył w jej stronę.
***
Restauracja była cudna, siedliśmy przy stoliku w altance. Kelner podał nam menu.
-Co bierzecie?- zapytałam przeglądając gustownie zrobioną kartę.
-Ja może wezmę, rosół.- powiedziała Kaya.
-Ja mam ochotę na naleśniki z czekoladą!- powiedziałam pokazując na obrazek.-A wy chłopaki i Vi?.-Zapytałam ponownie.
-Ja bym zjadł spaghetti.- powiedział Thomas.
-Stary wyjąłeś mi to z ust!-krzyknął Dylan. -Michał a ty?- zapytał.
-Myślałem nad filetem z kurczaka.
-Chyba zamówię flądrę i do tego zestaw sałatek-powiedziała Vi. Po pewnym czasie przyszedł kelner i złożyliśmy zamówienia. Minęło jakieś piętnaście minut i wszystkie dania były na stole.
-Mniam, jeszcze nigdy nie jadłam tak dobrych naleśników!- powiedziała oblizując widelec z czekolady po skończonych naleśnikach.
-Ekheem..- kaszlnęła Vi.
-No okej twoje też są przepyszne.- wtrąciłam i wysłałam jej buziaka.
-A tak zapomniałam, przecież wy się jeszcze do końca nie znacie. Vi to jest Kaya, Thomas i Dylan, a to jest Michał.-powiedziałam pokazując na poszczególne osoby.
-Miło mi was poznać.- Powiedziała Vi jak i również Michał. Chwile potem wszyscy ze sobą rozmawiali na wszystkie tematy. Siedziałam i się im przyglądałam. Popatrzyłam na Thomasa a on kiwnął głową na znak żebyśmy gdzieś poszli. Uśmiechnęłam się wstałam od stołu.
***
Czekałam na niego przy wejściu do plaży, gdy się zjawił poszliśmy wzdłuż morza tak że fale moczyły nam stopy.
-Ale się tam rozgadali co nie?-powiedział z uśmiechem.
-No tak, nie dali dojść do słowa.- opowiedziałam patrząc pierwsze na niego a potem na kołyszące się na morzu fale.
-W szkole byliśmy jakieś trzy dni, może więcej a już znów na wakacjach.-zaśmiał się podchodząc bliżej do mnie.
-Dokładnie, nie wiem czy to był taki dobry pomysł, bo w końcu z Vi jesteśmy nowe a Michał to w ogóle jeszcze nie był w tej szkole-powiedziałam idąc ciągle wzdłuż lini brzegowej.
-A tak aporpo, kto to jest ten Michał?-zapytał stając przed mną.
-Nasz przyjaciel, znaczy się adorator Vi, i z tego co widzę to z wzajemnością.- uśmiechnęłam siadając na piasku tak aby fale mogły spokojnie polewać je swoją słoną wodą.
-Same zakochane osoby tu są, Kaya, Dylan i teraz widzę że twoja przyjaciółka i Michał.- parsknął siadając obok mnie.- A ty masz kogoś na oku?- zapytał patrząc się tym pięknym wzrokiem.
Przez dobre pół godziny rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Byliśmy już cali susi tylko moje włosy gdzieniegdzie były jeszcze mokre.
-Ej zbieramy się co? Bo już późno a trzeba jeszcze zjeść kolacje-Powiedział Dylan który po raz kolejny mnie zaszokował swoją odpowiedzialną postawą. Przytaknęliśmy zbierając nasze rzeczy i skierowaliśmy się w stronę Hotelu. Michał rozmawiał z Dylanem i Thomasem a więc ja podbiegłam do Vi
-Hej mordo, co tam? jak się bawiłaś z Rychilkiem? co robiliście?- zapytałam podnosząc brwi.
-A No wiesz, spacerowaliśmy sobie, rozmawialiśmy, pływaliśmy i znaleźliśmy piękne miejsce w które idziemy wieczorem.- powiedział z drobnym uśmieszkiem. Weszliśmy do hotelu i poszliśmy do windy, jedna była pełna a jedna pusta do której mogło wejść tylko czterech ludzi. Więc ja postanowiłam iść schodami i kiwnęłam głową do Dylana który ruszył ze mną.
-W sumie dobry pomysł, na dobre nam to wyjdzie.- zaśmiał się.
-Taa..- również się zaśmiałam.-Słuchaj, mam do ciebie pytanie, tylko szczerze oki?- popatrzyłam na niego zmierzając ku górze.
-No pewnie, ciebie bym nie okłamał.- powiedział z pewnością siebie.
-Czy coś cię łączy z Kayą?- zapytałam stając na schodku wyżej niż był on.
-No wiesz, lubię ją bardzo w sumie mogę powiedzieć po prostu że mi się bardzo podoba.- uśmiechnął się do mnie.
-Okej tyle chciałam wiedzieć.- powiedziała odwracając się i idąc do pokoi.
-Ej ale czemu mnie o to pytałaś?- zapytał zdziwiony.
-Bo widziałam jak się na nią patrzysz, jak się uśmiechasz przy niej.-powiedziałam patrząc na jego zaczerwienioną twarz.
-Tak samo jak Thomas przy tobie.- odetchnął.
-Co was wszystkich wzięło na Thomasa i mnie?!- zapytałam troszkę groźniejszym tonem.
-Nie mów że tego nie widzisz no proszę cie.- roześmiał się i poszedł w stronę wynajmowanego przez nas mieszkania na czas aż tu jesteśmy. Weszliśmy do środka gdzie wszyscy na nas już czekali.
-Wiecie, że jutro zaczyna się szkoła?- powiedziała Vi.
-O matko, no tak, jak mogliśmy to przeoczyć.- powiedziała Kaya.
-A tam kilka dni w tę czy tamtą to nic nie zmieni.- powiedział Dylan wracając do swojego normalnego trybu życia.
-Byliśmy w szkole raptem cztery dni! Wakacje nie dawno się skończyły, ale skoro już tu jesteśmy to zostańmy chociaż na tydzień,- powiedziała patrząc na wszystkich a oni przytakiwali mi.
-Dobra jest dwudziesta, pora się umyć, przebrać i iść coś zjeść nie sądzicie?- powiedział Thomas patrząc na mnie.
-Racja, biorę pierwsza łazienkę.-wykaszlałam zmierzając do łazienki po drodze wzięłam ręcznik i płyny do kąpieli. Piętnaście minut i byłam gotowa, tylko jeszcze makijaż i wysuszyć włosy, pięć minut i już byłam gotowa. Wyszłam z łazienki i włączyłam telewizor, oglądałam kreskówki a oni chodzili się myć. Thomas odświeżony siadł sobie obok mnie i oglądaliśmy razem. Potem dosiadła się Kaya, Michał a na końcu Vi i chwile potem Dylan.
-Wszyscy gotowi? To możemy iść, jestem strasznie głodna.-Powiedziałam wstając z kanapy i ubierając buty. Reszta miała już je na sobie więc wyszli przez drzwi, a ja oczywiście musiałam je zamknąć na drzwi. Poczekała na mnie Kaya i razem poszłyśmy na dół.
-To jak gdzie idziemy jeść?-zapytał Thomas.
-Myślałem że może do tej restauracji na przeciwko plaży.-Powiedział Dylan.-Ja stawiam!- dodał po czym ruszył w jej stronę.
***
Restauracja była cudna, siedliśmy przy stoliku w altance. Kelner podał nam menu.
-Co bierzecie?- zapytałam przeglądając gustownie zrobioną kartę.
-Ja może wezmę, rosół.- powiedziała Kaya.
-Ja mam ochotę na naleśniki z czekoladą!- powiedziałam pokazując na obrazek.-A wy chłopaki i Vi?.-Zapytałam ponownie.
-Ja bym zjadł spaghetti.- powiedział Thomas.
-Stary wyjąłeś mi to z ust!-krzyknął Dylan. -Michał a ty?- zapytał.
-Myślałem nad filetem z kurczaka.
-Chyba zamówię flądrę i do tego zestaw sałatek-powiedziała Vi. Po pewnym czasie przyszedł kelner i złożyliśmy zamówienia. Minęło jakieś piętnaście minut i wszystkie dania były na stole.
-Mniam, jeszcze nigdy nie jadłam tak dobrych naleśników!- powiedziała oblizując widelec z czekolady po skończonych naleśnikach.
-Ekheem..- kaszlnęła Vi.
-No okej twoje też są przepyszne.- wtrąciłam i wysłałam jej buziaka.
-A tak zapomniałam, przecież wy się jeszcze do końca nie znacie. Vi to jest Kaya, Thomas i Dylan, a to jest Michał.-powiedziałam pokazując na poszczególne osoby.
-Miło mi was poznać.- Powiedziała Vi jak i również Michał. Chwile potem wszyscy ze sobą rozmawiali na wszystkie tematy. Siedziałam i się im przyglądałam. Popatrzyłam na Thomasa a on kiwnął głową na znak żebyśmy gdzieś poszli. Uśmiechnęłam się wstałam od stołu.
***
Czekałam na niego przy wejściu do plaży, gdy się zjawił poszliśmy wzdłuż morza tak że fale moczyły nam stopy.
-Ale się tam rozgadali co nie?-powiedział z uśmiechem.
-No tak, nie dali dojść do słowa.- opowiedziałam patrząc pierwsze na niego a potem na kołyszące się na morzu fale.
-W szkole byliśmy jakieś trzy dni, może więcej a już znów na wakacjach.-zaśmiał się podchodząc bliżej do mnie.
-Dokładnie, nie wiem czy to był taki dobry pomysł, bo w końcu z Vi jesteśmy nowe a Michał to w ogóle jeszcze nie był w tej szkole-powiedziałam idąc ciągle wzdłuż lini brzegowej.
-A tak aporpo, kto to jest ten Michał?-zapytał stając przed mną.
-Nasz przyjaciel, znaczy się adorator Vi, i z tego co widzę to z wzajemnością.- uśmiechnęłam siadając na piasku tak aby fale mogły spokojnie polewać je swoją słoną wodą.
-Same zakochane osoby tu są, Kaya, Dylan i teraz widzę że twoja przyjaciółka i Michał.- parsknął siadając obok mnie.- A ty masz kogoś na oku?- zapytał patrząc się tym pięknym wzrokiem.
-Aaa może tak a może nie.- uśmiechnęłam się zadziornie popychając go lekko w bok. Przez chwile siedzieliśmy cicho. Poczułam jak jego dłoń lekko dotyka mojej, napełniło mnie ciepłe uczucie które znikło po chwili.
-Tu jesteście! Nikt nie zauważył jak wychodziliście.-Powiedział podchodząc do nas Dylan. Popatrzeliśmy na siebie z Thomasem i zaczęliśmy się śmiać.
-Wstawajcie, ruchy, idziemy na kręgle!- znów krzyknął Dylan biorąc moją rękę i Thomasa pociągając do góry na znak żebyśmy wstali, więc tak zrobiliśmy. W trójkę szliśmy w kierunku reszty naszej grupy.
sobota, 4 kwietnia 2015
Rozdział 12
Chwile potem pojawiło się duże auto, kamper który Dylan wynajął dla nas. Weszliśmy do środka rzucając torby w kąt i siadając na kanapie. Auto miało dwa pokoje osobne i jeden na wejściu.
-Trzeba się jakoś rozsadzić kto z kim śpi- powiedział Dylan podchodząc do pokoju i zaglądając przez małe drzwi.
-W sumie można zrobić tak, że Dziewczyny razem a my razem.- powiedział Thomas zerkając kątem oka na mnie. Zarumieniłam się po czym zajrzałam przez okno, jechaliśmy już a nie było tego w ogóle czuć.
-Nie głupi pomysł.- Powiedziała Kaya bawiąc się moimi rudymi włosami. Chwile potem wszyscy patrzyli za okno bez słowa. Nie zręczna sytuacja.
-Co tam u was?- zapytałam z głupim uśmiechem żeby wypełnić tą cisze. Wszyscy się roześmiali.
Wstałam i zaczęłam szperać po szafkach. Otworzyłam szufladę średniej wielkości a z niej wyłonił się telewizor i DVD.
-Ma ktoś filmy?- Zapytała Kaya. Pokręcili głową.
-Sprawdź w szufladzie niżej.- Pokazał palcem Michał. W tej szafce znajdowało się chyba z ponad dziesięć filmów każdego rodzaju.
-To co oglądamy?- odsłoniłam szafkę żeby mogli zobaczyć filmy.
-Jakąś komedie może co?- zaproponował Dylan. Wyciągnęłam jaką kolwiek płytę z komedii.
-Co masz?- zapytała Vi.
-Nie wiem, obejrzymy zobaczymy.- powiedziałam włączając telewizor i wsadzając płytę do DVD. Obróciłam się by siąść ale na moim miejscu siedziała Kaya, więc zajęłam miejsce obok Thomasa.
***
-Wreszcie się skończył!-Powiedział Dylan wstawając i rozciągając się.-Następnym razem ja wybieram- powiedział z uśmiechem.
-Proszę Pana, kiedy będziemy na miejscu?- zapytał Michał przez szybę.
-Za jakąś godzinkę może czterdzieści minut.-opowiedział nie odrywając wzroku od drogi.
-Nie wiem jak wy, ale ja idę się położyć.-Powiedział Dylan kierując się do pokoiku po lewej stronie.
-Też stałam się jakaś zmęczona.-Westchęła Kaya po czym ruszyła za przyjacielem. Michał z Vi również ziewali i zajęli pokoik po prawej stronie. Zostałam ja i Thomas.
-A ty co nie idziesz spać?- Wstałam sięgając po dwa picia do lodówki.
-Nie, jakoś nie chce mi się.- odparł łapiąc puszkę Coli którą mu rzuciłam.-Dzięki- powiedział a ja kiwnęła głową. Siadałam na przeciwko niego, przy stole patrząc się na drogę.
-W sumie czuje już lekkie zmęczenie.-odparł wyrzucając puszkę do kosza.
-Ja też.- westchęłam wstając za nim i idąc do pokoi. Otworzyłam drzwi do których weszła Vi a Thomas Dylana.
-Ahahha raczej sobie nie pośpię, rozwalili się na całe łóżko.-Powiedziałam zamykając drzwi.
-Mamy podobnie. Patrz jaka z nich byłaby słodka para- powiedział pokazując na Dylana i Kaye którzy spali blisko siebie ale z dystansem. Zamknął cicho drzwi i pokazał na łóżko.
-Idź się prześpij, ja coś ogarnę.-Powiedział kiwając w stronę wolnego łóżka. Poszłam i położyłam się, bacznie obserwowałam co on kombinuje. Chwile potem zwątpił i podszedł do łóżka siadając na krawędzi i opierając się o ścianę.
-Śpij, ja będę cię pilnował.- Uśmiechnął się zadziornie.
-Ej, no nie zostawię cię tu samego.- Powiedziałam siadając i opierając się znów na przeciwko niego o ścianę. Nasze oczy znów się spotkały i nie chciały odejść. Odwrócił wzrok patrząc na telefon. Nagle cały zbladł.
-Jezu Thomas, co się stało?- zapytałam przysmykając się obok niego. Pokazał mi zdjęcie dodane jakieś piętnaście minut temu. Znajdowała się tam jego była dziewczyna Annie i jakiś przystojny chłopak. Nad zdjęciem było napisane ,,My Lovely <3''.
-Thomas, nie patrz na to.- Powiedziałam dostrzegając jak po jego policzku płynie łza.
Wzięłam mu telefon i kazałam popatrzeć na mnie.
-Zapomnij, jedziemy teraz na wakacje, szkoda sobie je puść z powodu osoby która nie jest tego warta.- odpowiedziałam ocierając łzę z jego pięknego brązowego oka. Uśmiechnął się do mnie.
-Masz rację, w końcu zaraz będziemy w cudnym miejscu. Idę obudzić naszych śpiących przyjaciół.- po czym wstał i wykonał to co wcześniej powiedział.
***
-No to jesteśmy na miejscu.-powiedział pan zza kierownicy.-Idźcie do hotelu się rozpakować, a jak będziecie chcieli żebym was gdzieś zawiózł to dzwońcie do mnie.-odezwał się przed zamknięciem szybki. Wszyscy z niecierpliwością wyszliśmy z auta i rozglądając się na wszystkie strony świata skierowaliśmy się w stronę naszego tymczasowego noclegu na wakacjach. W recepcji dostaliśmy klucz do naszych pokoi, w sumie mieliśmy jeden wielki pokój ale były w nim dwa osobne w których znajdowały się po trzy łóżka, a obok tych pokoi były łazienki również dwie. Pomiędzy pomieszczeniami znajdował się pokój gościnny z telewizorem i kanapami. Ja, Vi i Kaya zajęłyśmy ten pokój po lewej bo był większy, a chłopaki nie mieli innego wyboru niż spać w tym po prawej. Umówiliśmy się że rozpakujemy się, przebierzemy w stroje kąpielowe i ruszymy na plażę. My byłyśmy rozpakowane po dziesięciu minutach na resztę trzeba było czekać jeszcze z dziesięć. Ale w końcu wyszli i zebraliśmy się w zgraną grupę.
***
Idąc w stronę plaży oglądaliśmy to piękne miasto, nie pamiętam jak się nazywało. W sumie do naszego celu mieliśmy bardzo blisko bo po jakiejś chwilce już byliśmy przy wejściu. Plaża ta miała złocisty piasek po którym się przyjemnie chodziło a woda była cudnie błękitna. Zajęliśmy miejsce przy wolnych sześciu leżakach. Michał wziął Vi i poszli do wody tak samo jak Dylan i Thomas. Natomiast ja i Kaya zostaliśmy i chciałyśmy się poopalać. Zerkałam co chwilę na resztę naszej grupy, świetnie się bawili z tego co widziałam.
-Kaya? powiedziałaś mu?- zapytałam obracając głowę w stronę przyjaciółki.
-Nie jeszcze nie.- odpowiedziała ciągle patrząc na niego.
-Thomas i ja uznaliśmy że słodka z was para.- powiedziałam śmiejąc się.
-Tak? A za to my wszyscy uważamy że ty i Tommy powinniście być razem, jesteście tak podobni do siebie, rozumiecie się bez słów.- powiedziała kładąc mi swoją rękę na ramieniu.
-Czy ja wiem- obróciłam wzrok,
-Ale ja wiem!- siadła natychmiast zrywając się.- Nie widzisz tego? On co chwile na ciebie patrzy.
-To nic nie znaczy, też mogę się na kogoś patrzeć co chwile, to nie znaczy że mi się podoba.- opowiedziała również siadając.
-Sama wiesz jaka jest prawda, dlaczego nie chcesz się przyznać?- zapytała patrząc na mnie dziwnym wzrokiem. Nic nie odpowiedziałam.- Ja idę to reszty, jak chcesz to przyjdź tam potem.- powiedziała po czym odeszła. Kaya jest cudowna, to taka druga Vi. Obie kocham najbardziej na świecie i wiem że obie mają racje, nie wiem dlaczego próbuje sama siebie oszukać. Ale głupio mi tak w końcu nie dawno rozstał się z Annie, a dokładnie trzy dni temu.
Nałożyłam okulary przeciw słoneczne i położyłam się z powrotem na jakąś chwilkę. Nagle poczułam coś zimnego, przyjemnego. Na mojej gorącej skórze były kropelki letniej wody.
-Halo, masz zamiar cały dzień tak przeleżeć czy pójdziesz z nami popływać?-zapytał cudny głos.
-Ale tak mi się wygodnie leży.- powiedziałam otwierając oczy a przed nimi stał nachylony Thomas.
-Wiesz jaka woda jest teraz fajna? Nie za zimna, nie za ciepła, chodź no.- powiedział siadając na leżaku obok.
-A mogę jeszcze chwilkę powygrzewać się na słońcu?- zapytałam. On nie odpowiedział. Nagle poczułam zimny dotyk, otworzyła oczy i zobaczyłam jak na ręce bierze mnie Thomas.
-Ej co robisz?!- zapytałam oglądając się.
-Nie będziesz cały dzień siedziała na leżaku- uśmiechnął się i pobiegł ze mną do wody.
-Thomas!- krzyknęłam zapatrzona w jego piękny uśmiech. Chwile potem obydwoje znaleźliśmy się w wodze cali zanurzeni.
-Thomas! Ty deklu!- powiedziałam chlapiąc go wodą.Chłopak z uśmiechem również mnie zaczął chlapać. Zaczęło mnie wkurzać dostawanie wodą, dlatego podpłynęłam i wskoczyłam na niego zanurzając go całego pod wodę i nie chcąc wypuścić na powietrze, ale jednak wydostał się po czym wziął powietrze i zanurkował. Nigdzie go nie widziałam, coś wciągnęło mnie do wody. Byłam równo z nim pod powierzchnią wody patrząc znów w jego piękne brązowe oczy. Miałam wielką ochotę go pocałować ale musiałam się powstrzymać bo nie dawno stracił osobę którą kochał a po za tym brakowało mi już tlenu i wypłynęłam na powietrze. On również się wynurzył i oboje wybuchliśmy śmiechem. Popływaliśmy jeszcze trochę dokuczając sobie a potem poszliśmy na leżaki.
-Thomas, nie patrz na to.- Powiedziałam dostrzegając jak po jego policzku płynie łza.
Wzięłam mu telefon i kazałam popatrzeć na mnie.
-Zapomnij, jedziemy teraz na wakacje, szkoda sobie je puść z powodu osoby która nie jest tego warta.- odpowiedziałam ocierając łzę z jego pięknego brązowego oka. Uśmiechnął się do mnie.
-Masz rację, w końcu zaraz będziemy w cudnym miejscu. Idę obudzić naszych śpiących przyjaciół.- po czym wstał i wykonał to co wcześniej powiedział.
***
-No to jesteśmy na miejscu.-powiedział pan zza kierownicy.-Idźcie do hotelu się rozpakować, a jak będziecie chcieli żebym was gdzieś zawiózł to dzwońcie do mnie.-odezwał się przed zamknięciem szybki. Wszyscy z niecierpliwością wyszliśmy z auta i rozglądając się na wszystkie strony świata skierowaliśmy się w stronę naszego tymczasowego noclegu na wakacjach. W recepcji dostaliśmy klucz do naszych pokoi, w sumie mieliśmy jeden wielki pokój ale były w nim dwa osobne w których znajdowały się po trzy łóżka, a obok tych pokoi były łazienki również dwie. Pomiędzy pomieszczeniami znajdował się pokój gościnny z telewizorem i kanapami. Ja, Vi i Kaya zajęłyśmy ten pokój po lewej bo był większy, a chłopaki nie mieli innego wyboru niż spać w tym po prawej. Umówiliśmy się że rozpakujemy się, przebierzemy w stroje kąpielowe i ruszymy na plażę. My byłyśmy rozpakowane po dziesięciu minutach na resztę trzeba było czekać jeszcze z dziesięć. Ale w końcu wyszli i zebraliśmy się w zgraną grupę.
***
Idąc w stronę plaży oglądaliśmy to piękne miasto, nie pamiętam jak się nazywało. W sumie do naszego celu mieliśmy bardzo blisko bo po jakiejś chwilce już byliśmy przy wejściu. Plaża ta miała złocisty piasek po którym się przyjemnie chodziło a woda była cudnie błękitna. Zajęliśmy miejsce przy wolnych sześciu leżakach. Michał wziął Vi i poszli do wody tak samo jak Dylan i Thomas. Natomiast ja i Kaya zostaliśmy i chciałyśmy się poopalać. Zerkałam co chwilę na resztę naszej grupy, świetnie się bawili z tego co widziałam.
-Kaya? powiedziałaś mu?- zapytałam obracając głowę w stronę przyjaciółki.
-Nie jeszcze nie.- odpowiedziała ciągle patrząc na niego.
-Thomas i ja uznaliśmy że słodka z was para.- powiedziałam śmiejąc się.
-Tak? A za to my wszyscy uważamy że ty i Tommy powinniście być razem, jesteście tak podobni do siebie, rozumiecie się bez słów.- powiedziała kładąc mi swoją rękę na ramieniu.
-Czy ja wiem- obróciłam wzrok,
-Ale ja wiem!- siadła natychmiast zrywając się.- Nie widzisz tego? On co chwile na ciebie patrzy.
-To nic nie znaczy, też mogę się na kogoś patrzeć co chwile, to nie znaczy że mi się podoba.- opowiedziała również siadając.
-Sama wiesz jaka jest prawda, dlaczego nie chcesz się przyznać?- zapytała patrząc na mnie dziwnym wzrokiem. Nic nie odpowiedziałam.- Ja idę to reszty, jak chcesz to przyjdź tam potem.- powiedziała po czym odeszła. Kaya jest cudowna, to taka druga Vi. Obie kocham najbardziej na świecie i wiem że obie mają racje, nie wiem dlaczego próbuje sama siebie oszukać. Ale głupio mi tak w końcu nie dawno rozstał się z Annie, a dokładnie trzy dni temu.
Nałożyłam okulary przeciw słoneczne i położyłam się z powrotem na jakąś chwilkę. Nagle poczułam coś zimnego, przyjemnego. Na mojej gorącej skórze były kropelki letniej wody.
-Halo, masz zamiar cały dzień tak przeleżeć czy pójdziesz z nami popływać?-zapytał cudny głos.
-Ale tak mi się wygodnie leży.- powiedziałam otwierając oczy a przed nimi stał nachylony Thomas.
-Wiesz jaka woda jest teraz fajna? Nie za zimna, nie za ciepła, chodź no.- powiedział siadając na leżaku obok.
-A mogę jeszcze chwilkę powygrzewać się na słońcu?- zapytałam. On nie odpowiedział. Nagle poczułam zimny dotyk, otworzyła oczy i zobaczyłam jak na ręce bierze mnie Thomas.
-Ej co robisz?!- zapytałam oglądając się.
-Nie będziesz cały dzień siedziała na leżaku- uśmiechnął się i pobiegł ze mną do wody.
-Thomas!- krzyknęłam zapatrzona w jego piękny uśmiech. Chwile potem obydwoje znaleźliśmy się w wodze cali zanurzeni.
-Thomas! Ty deklu!- powiedziałam chlapiąc go wodą.Chłopak z uśmiechem również mnie zaczął chlapać. Zaczęło mnie wkurzać dostawanie wodą, dlatego podpłynęłam i wskoczyłam na niego zanurzając go całego pod wodę i nie chcąc wypuścić na powietrze, ale jednak wydostał się po czym wziął powietrze i zanurkował. Nigdzie go nie widziałam, coś wciągnęło mnie do wody. Byłam równo z nim pod powierzchnią wody patrząc znów w jego piękne brązowe oczy. Miałam wielką ochotę go pocałować ale musiałam się powstrzymać bo nie dawno stracił osobę którą kochał a po za tym brakowało mi już tlenu i wypłynęłam na powietrze. On również się wynurzył i oboje wybuchliśmy śmiechem. Popływaliśmy jeszcze trochę dokuczając sobie a potem poszliśmy na leżaki.
poniedziałek, 30 marca 2015
Rozdział 11
Fotograf kazał najpierw nam się ustawić w rzędzie, tak też zrobiliśmy i kazał nam pozować. Podobnie ale inaczej. Z jego ust ciągle wychodziły słowa ,,Dobrze, Idealnie, tak trzymajcie, super, róbcie tak dalej''. Fajna zabawa. Potem każdy po kolei aż w końcu z osobami jakim chcemy. Pierwsze poszłyśmy my z Kayą, potem dołączył do nas Dylan, Thomas a na końcu Lee. Z każdym z nich mam osobne zdjęcia, czy to głupie miny, czy ,,profeszjonal model'' czy takie jakie chcemy. Genialnie się bawiłam chociaż jest to męczące. Po czterech godzinach pozowania do zdjęć, w końcu skończyliśmy plan na dziś. Wolne.
-Dziwne, poczułam się jakbym była częścią tego filmu.- powiedziałam siadając na stole obok Kayi.
-Bo jesteś- powiedział z zadziornym uśmieszkiem Thomas po czym poszedł do Dylana.
-Uuu, chyba komuś tu wpadłaś w oko- szturchnęła mnie Kaya.
-Mówiłam ci że nie, a zresztą on wczoraj rozstał się z Annie, a na prawdę ją kochał.- Powiedziałam patrząc na nią poważnym wzrokiem.
-Wiem że coś do niej czuł, ale dobrze się stało. A z resztą jest wolny. Laska czy ty nie widzisz tego jak on na ciebie patrzy? Jak co chwile obraca się żeby cię zobaczyć?- zapytała mnie retorycznie.
-Nie widzę.- roześmiałam się i zeskoczyłam z stolika łapiąc ją za rękę i ciągnąć za sobą.
-A ty co? Taka nie winna nie jesteś, widziałam twój wzrok i to zagryzanie wargi.- powiedziałam unosząc brwi.
-Cooo, co ty gadasz- zaśmiała się.
-No mnie nie oszukasz, podoba ci się Dylan i to mocno!- Zaczepiłam ją za łokieć i poszłyśmy w stronę chłopców.
-No okej okej, przyznaje się bez bicia, ale ty nie możesz zaprzeczyć że podoba ci się Tommy- powiedziała patrząc na mnie tajemniczym wzrokiem.
-No nie moge zaprzeczyć.- Uśmiechnęłam się i obróciłam głowę s w stronę chłopaków.
-Z czego tak chichotacie?- Zapytał Dylan jedząc ciastko.
-A tam, babskie sprawy.- Powiedziała patrząc na niego potem na Thomasa i znów na niego.
-To jak idziemy gdzieś dziś wszyscy w czwórkę? Głupio tak zmarnować taki ładny dzień.-Powiedział Thomas uśmiechając się do mnie.
-No racja- odpowiedziałam.
-To gdzie? Może na piknik? Albo nad morze pojedziemy?- Zaproponował Dylan.
-Możemy pojechać nad morze, mi to pasuje. Tylko musimy wziąść Vi i Michała- powiedziałam patrząc na nich.
-Nie ma problemu, mogą jechać, a zostaniemy tam na kilka dni?- Uprzedziła moje pytanie Kaya.
-No a jak, pewnie że tak.- Powiedział Dylan kierując się w stronę wyjścia.
-Jedziemy do domu, w końcu trzeba się spakować.- Powiedział otwierając drzwi i wpuszczając świeże powietrze do środka.
***
-Vi! Pakuj się i Michała ale już!- Wleciałam do domu niczym torpeda, w sumie jak zawsze więc nikt się tym już nie przejmował.
-Co? czemu? co się stało? coś ty znów zrobiła?- zapytała szybko odstawiając patelnie na piec.
-Jedziemy nad morze!- Krzyknęłam, Vi podleciała do mnie cała ucieszona i przytuliła.
-Coś ci się przypala.- powiedziałam śmiejąc się. Od razu mnie puściła i poleciała wyłożyć z patelni paluszki rybne.
-Dobra macie tu jedzenie, ja idę nas pakować!- powiedziała będąc już w swoim pokoju. Poszłam szybko do kuchni by wziąść sobie ja najwięcej ryby za nim Michał wbije bo nic mi już nie zostanie. Podzieliłam po równo i położyłam na talerz po czym wzięłam i poszłam usiąść na kanapie obok Michała, co było dziwne, nie rzucił się na jedzenie jak zawsze.
-Ej na ile tam jedziemy?!-Krzyknęła zza drzwi.
-A nie wiem jeszcze.- odpowiedziałam po czym wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Dylana. Czekałam aż łaskawie odbierze telefon. Po pięciu sygnałach udało mi się do niego do dzwonić.
-Na ile tam jedziemy?-zapytałam go od razu.
-Na jakieś dwa, trzy dni. Pakujcie się szybciej o trzynastej jedziemy! Bus na nas nie będzie czekał.-Dokończył swoje zdanie po czym się rozłączył. Jestem zdziwiona, pierwszy raz powiedział tak poważnie! Wstałam zostawiając dwa paluszki rybne Michałowi po czym zaczęłam się pakować.
Po trzydziestu minutach wszyscy byliśmy na dole i czekaliśmy pod Kamienicą aż przyjedzie nasz ,,Szofer''.
sobota, 28 marca 2015
Rozdział 10
Zza okna dochodził dzwięk z ulicy, trąbiących aut które mnie obudziły. Co dziwne nie byłam w swoim domu, leżałam oparta o śpiącego Thomasa. Ostrożnie wstałam biorąc do ręki pilot i wyłączając telewizor który szedł całą noc. Poszłam do łazienki zerkając na zegar, była dziewiąta. Zamknęłam drzwi po czym po patrzyłam na lustro. Wyglądałam masakrycznie! Przemyłam twarz wodą i zmyłam makijaż, po czym zrobiłam go jeszcze raz używając rzeczy które zostawiła tu jeszcze Annie. Ogarnięta wyłam z łazienki i zrobiłam sobie i jemu herbatkę. Tak słodko spał na tej kanapie że aż szkoda mi było go budzić. Przykryłam go kocem po czym usiadłam na pufie obok patrząc na telefon ale co jakiś czas zerkając w jego stronę. Minęło mniej więcej piętnaście minut i się obudził.
Usiadł przecierając oczy.
-Hej, siedziałaś tu całą noc?- zapytała ziewając.
-Taak, jakoś zasnęłam przy kreskówkach jak ty.- uśmiechnęłam się po czym znów spojrzałam w telefon.
-A Vi? Wie?- zadał ponowie pytanie.
-O matko! Wczoraj byłam tak zmęczona że nie zdążyłam jej napisać! Na pewno jest na mnie zła i się o mnie martwi.- westchęłam.- a ty jak sie czujesz?- zapytałam uspokajając się.
-Lepiej niż wczoraj, ale nadal boli mnie tak samo.- powiedział a po jego policzku spłynęła łza.
-Z czasem będzie lepiej- uśmiechnęłam się po czym wstałam i sięgnęłam po chusteczkę którą potem mu podałam.
-Dziękuje ci, gdyby nie ty pewnie bym tam jeszcze siedział.-popatrzył się na mnie ocierając łzy.
-Wiesz że na mnie możesz zawsze liczyć- usiadłam obok niego.
-Dziękuje, wiesz myślę że sobie już poradzę. Wracaj do domu bo Vi pewnie odchodzi od zmysłów.- przytulił mnie. Uśmiechnęłam się.
-Pamiętaj, jak coś chcesz albo zadzwoń albo zapukaj przez okno!- puściłam mu oczko po czym zamknęłam drzwi i chwile potem znalazłam się już w moim mieszkaniu. Vera siedziała z Michałem na kanapie.
-Vi.. słuchaj przepraszam.
-Ej spokojnie Dylan mi wszystko wytłumaczył wczoraj. - powiedziała przerwyając mi.
-O jak dobrze. - poczułam Wibracje w kieszeni to mój telefon. Wyciągnęłam go i odblokowałam po czym weszłam na wiadomości. ,,Idź dziś ze mną na plan. proszę'' dostałam go od Thomasa. ,,Ok'' odpisałam mu po czym poszłam się odświeżyć.
***
-Macie jakieś plany na dziś?- zapytałam siadając pomiędzy Vi a Michałem.
-W sumie to jeszcze nie- powiedziała moja przyjaciółka.
-Może pójdziemy na tą drugą część Londynu?- zapytał patrząc na nią.
-Spokojnie mną się nie przejmujcie, jade z Thomasem na plan.- uśmiechnęłam się wstając i ubierając buty.
-Oki Oki-przytaknął Michał- Tylko dziś wróć na noc!- popatrzył się na mnie złośliwym uśmiechem.
Wyszłam z mieszkania wpadając na Dylana który czekał pod drzwiami.
-Dzięki że poinformowałeś Vi- powiedziałam.
-Nie ma za co, wszystko bym dla ciebie zrobił- uśmiechnął się.
-Ej tylko się nie zakochaj we mnie!-Odsunęłam się troszkę od niego.
-No coś ty, jesteś moją przyjaciółką, Nie pozwolę żeby jeden włosek ci z głowy spadł!- powiedział patrząc na drzwi za mną które się otworzyły a z nich wyszedł Thomas.
-Siema chłopie!- krzyknął na cały korytarz Dylan. A on mu tylko odmachał.
-To jak chłopaki, jedziemy- powiedziałam i ruszyłam w stronę wyjścia.
***
Pół godziny potem wysiedliśmy z auta i skierowaliśmy się w stronę studnia. Wielcy ochroniarze w czarnych garniturach wpuścili nas do środka.
-Ty!- Krzyknął facet pokazując palcem na mnie.- To wszystko twoja wina!- powiedział zbliżają się do mnie szybkim krokiem z gniewną miną.
-O co Panu chodzi?- zapytał Dylan stając przed mną.
-O nią! Odkąd tu jest to wszystko się rozpada.- Powiedział przenosząc wzrok na Thomasa a potem znów na mnie.
-Jejku przepraszam, ja nie wiem co takiego zrobiłam, ja nie wiem nawet kim pan jest!- powiedziałam spokojnym tonem wpatrując się wściekłego mężczyznę stojącego przed Dylanem.
-I nie musisz wiedzieć! To wszystko twoja wina! Przez ciebie moja córka teraz cierpi!- znów pokazał pacem na mnie omijając Dylana.
-Jaa ja nie wiem kto jest pańską Córką!- powiedziałam cofając się do tyłu.
-Przestań, to nie jej wina.- Chwycił go za ramię Thomas i odciągnął.
-Właśnie że jej, to przez nią już nie jesteście razem, Annie mi wszystko powiedziała!- krzyknął obracając się w jego stronę. A więc to jest jej tata, już wiem po kim ma ten charakterek.
-Uspokój się, ona nic nie zrobiła, gdyby nie Annie to w ogóle byś się nie dowiedział że ona istnieje.- Powiedział Dylan.
-Moja córka wyraźnie powiedziała, że to przez nią! Chyba nie sądzisz że mogła by mnie okłamać!- Krzyknął a na jego czole pojawiła się żyłka.
-Wygląda na to że właśnie Pana okłamała.-Wymamrotał Thomas.
-Coś ty powiedział?- odwrócił swój morderczy wzrok na niego.
-Przykro mi, ale to prawda. To pańska córka łasiła się do wszystkich nowo poznanych chłopaków, wychodziła z nimi okłamując Thomasa.-Powiedziała Kaya która w przeciągu kilku sekund znalazła się obok mnie.
-Nie wierzę! Moja mała dziewczynka? Zawsze jak wychodziła mówiła mi że idzie do ciebie Thomas.- powiedział lekko cichszym głosem.
-Mi mówiła że pan kazał jej wracać wcześniej i takie tam, przestałem na to zwracać uwagę.- odpowiedział patrząc na jej ojca.
-Nie wierzę... nie potrafię.-wydusił.
-Proszę, too zdjęcia z imprezy przed zerwaniem.- Wyciągnęła Kaya Telefon na których byli bardzo przystojni faceci, obok niej którzy ją dotykali po nogach i rękach a ona się dawała.
-Kaya przestań- złapałam ją po czym odciągnęłam, mężczyzna stał patrząc się w miejsce gdzie jeszcze chwile temu był telefon.
-To nie może być prawda! Zachowałem się jak konkretny pajac, przepraszam cię okropnie, wolałbym zapaść się pod ziemie.- Siadł na krzesło oparł głowę o ręce.
-Nic się nie stało, każdy by tak zaragował, w końcu to pana córką i chce pan dla niej jak najlepiej.-Odpowiedziała z lekkim uśmiechem.
-Ale to i tak nie ma znaczenia, zamiast od razu naskakiwać powinienem spytać, porozmawiać. Przepraszam cię Sabrina.- Powiedział z skruszoną miną. Moje imię pewnie znał od Annie.
-Nic się nie stało, na prawdę. Każdy by tak zaragował żeby jego córka była tylko szczęśliwa, proszę się nie martwić już prawie zapomniałam.- Uśmiechnęłam się i podałam mu rękę. Uścisnął ją po czym wstał.
-Dobra, koniec przedstawienia, do roboty panie i panowie, dziś tylko sesja.- Powiedział rzucając uśmiech w moją stronę. Odwzajemniłam uśmiech.
-A i Sabrina, weźniesz udział w naszej sesji?- zapytał obracając się.
-Ja?- zerknęłam zdziwiona, pokiwał głową.
-Chodź proszę! Będzie fajnie.- Powiedziała Kaya zabierając mi włosy z twarzy.
-No dobrze czemu nie- odrzekłam po czym obróciłam się z powrotem do Thomasa, Dylana i Kayi których mocno uścisnęłam,
-Dziękuje że byliście za mną- powiedziałam uciskając ich jeszcze mocniej.
-Dla ciebie wszystko.- Powiedzieli w miarę równo.
Usiadł przecierając oczy.
-Hej, siedziałaś tu całą noc?- zapytała ziewając.
-Taak, jakoś zasnęłam przy kreskówkach jak ty.- uśmiechnęłam się po czym znów spojrzałam w telefon.
-A Vi? Wie?- zadał ponowie pytanie.
-O matko! Wczoraj byłam tak zmęczona że nie zdążyłam jej napisać! Na pewno jest na mnie zła i się o mnie martwi.- westchęłam.- a ty jak sie czujesz?- zapytałam uspokajając się.
-Lepiej niż wczoraj, ale nadal boli mnie tak samo.- powiedział a po jego policzku spłynęła łza.
-Z czasem będzie lepiej- uśmiechnęłam się po czym wstałam i sięgnęłam po chusteczkę którą potem mu podałam.
-Dziękuje ci, gdyby nie ty pewnie bym tam jeszcze siedział.-popatrzył się na mnie ocierając łzy.
-Wiesz że na mnie możesz zawsze liczyć- usiadłam obok niego.
-Dziękuje, wiesz myślę że sobie już poradzę. Wracaj do domu bo Vi pewnie odchodzi od zmysłów.- przytulił mnie. Uśmiechnęłam się.
-Pamiętaj, jak coś chcesz albo zadzwoń albo zapukaj przez okno!- puściłam mu oczko po czym zamknęłam drzwi i chwile potem znalazłam się już w moim mieszkaniu. Vera siedziała z Michałem na kanapie.
-Vi.. słuchaj przepraszam.
-Ej spokojnie Dylan mi wszystko wytłumaczył wczoraj. - powiedziała przerwyając mi.
-O jak dobrze. - poczułam Wibracje w kieszeni to mój telefon. Wyciągnęłam go i odblokowałam po czym weszłam na wiadomości. ,,Idź dziś ze mną na plan. proszę'' dostałam go od Thomasa. ,,Ok'' odpisałam mu po czym poszłam się odświeżyć.
***
-Macie jakieś plany na dziś?- zapytałam siadając pomiędzy Vi a Michałem.
-W sumie to jeszcze nie- powiedziała moja przyjaciółka.
-Może pójdziemy na tą drugą część Londynu?- zapytał patrząc na nią.
-Spokojnie mną się nie przejmujcie, jade z Thomasem na plan.- uśmiechnęłam się wstając i ubierając buty.
-Oki Oki-przytaknął Michał- Tylko dziś wróć na noc!- popatrzył się na mnie złośliwym uśmiechem.
Wyszłam z mieszkania wpadając na Dylana który czekał pod drzwiami.
-Dzięki że poinformowałeś Vi- powiedziałam.
-Nie ma za co, wszystko bym dla ciebie zrobił- uśmiechnął się.
-Ej tylko się nie zakochaj we mnie!-Odsunęłam się troszkę od niego.
-No coś ty, jesteś moją przyjaciółką, Nie pozwolę żeby jeden włosek ci z głowy spadł!- powiedział patrząc na drzwi za mną które się otworzyły a z nich wyszedł Thomas.
-Siema chłopie!- krzyknął na cały korytarz Dylan. A on mu tylko odmachał.
-To jak chłopaki, jedziemy- powiedziałam i ruszyłam w stronę wyjścia.
***
Pół godziny potem wysiedliśmy z auta i skierowaliśmy się w stronę studnia. Wielcy ochroniarze w czarnych garniturach wpuścili nas do środka.
-Ty!- Krzyknął facet pokazując palcem na mnie.- To wszystko twoja wina!- powiedział zbliżają się do mnie szybkim krokiem z gniewną miną.
-O co Panu chodzi?- zapytał Dylan stając przed mną.
-O nią! Odkąd tu jest to wszystko się rozpada.- Powiedział przenosząc wzrok na Thomasa a potem znów na mnie.
-Jejku przepraszam, ja nie wiem co takiego zrobiłam, ja nie wiem nawet kim pan jest!- powiedziałam spokojnym tonem wpatrując się wściekłego mężczyznę stojącego przed Dylanem.
-I nie musisz wiedzieć! To wszystko twoja wina! Przez ciebie moja córka teraz cierpi!- znów pokazał pacem na mnie omijając Dylana.
-Jaa ja nie wiem kto jest pańską Córką!- powiedziałam cofając się do tyłu.
-Przestań, to nie jej wina.- Chwycił go za ramię Thomas i odciągnął.
-Właśnie że jej, to przez nią już nie jesteście razem, Annie mi wszystko powiedziała!- krzyknął obracając się w jego stronę. A więc to jest jej tata, już wiem po kim ma ten charakterek.
-Uspokój się, ona nic nie zrobiła, gdyby nie Annie to w ogóle byś się nie dowiedział że ona istnieje.- Powiedział Dylan.
-Moja córka wyraźnie powiedziała, że to przez nią! Chyba nie sądzisz że mogła by mnie okłamać!- Krzyknął a na jego czole pojawiła się żyłka.
-Wygląda na to że właśnie Pana okłamała.-Wymamrotał Thomas.
-Coś ty powiedział?- odwrócił swój morderczy wzrok na niego.
-Przykro mi, ale to prawda. To pańska córka łasiła się do wszystkich nowo poznanych chłopaków, wychodziła z nimi okłamując Thomasa.-Powiedziała Kaya która w przeciągu kilku sekund znalazła się obok mnie.
-Nie wierzę! Moja mała dziewczynka? Zawsze jak wychodziła mówiła mi że idzie do ciebie Thomas.- powiedział lekko cichszym głosem.
-Mi mówiła że pan kazał jej wracać wcześniej i takie tam, przestałem na to zwracać uwagę.- odpowiedział patrząc na jej ojca.
-Nie wierzę... nie potrafię.-wydusił.
-Proszę, too zdjęcia z imprezy przed zerwaniem.- Wyciągnęła Kaya Telefon na których byli bardzo przystojni faceci, obok niej którzy ją dotykali po nogach i rękach a ona się dawała.
-Kaya przestań- złapałam ją po czym odciągnęłam, mężczyzna stał patrząc się w miejsce gdzie jeszcze chwile temu był telefon.
-To nie może być prawda! Zachowałem się jak konkretny pajac, przepraszam cię okropnie, wolałbym zapaść się pod ziemie.- Siadł na krzesło oparł głowę o ręce.
-Nic się nie stało, każdy by tak zaragował, w końcu to pana córką i chce pan dla niej jak najlepiej.-Odpowiedziała z lekkim uśmiechem.
-Ale to i tak nie ma znaczenia, zamiast od razu naskakiwać powinienem spytać, porozmawiać. Przepraszam cię Sabrina.- Powiedział z skruszoną miną. Moje imię pewnie znał od Annie.
-Nic się nie stało, na prawdę. Każdy by tak zaragował żeby jego córka była tylko szczęśliwa, proszę się nie martwić już prawie zapomniałam.- Uśmiechnęłam się i podałam mu rękę. Uścisnął ją po czym wstał.
-Dobra, koniec przedstawienia, do roboty panie i panowie, dziś tylko sesja.- Powiedział rzucając uśmiech w moją stronę. Odwzajemniłam uśmiech.
-A i Sabrina, weźniesz udział w naszej sesji?- zapytał obracając się.
-Ja?- zerknęłam zdziwiona, pokiwał głową.
-Chodź proszę! Będzie fajnie.- Powiedziała Kaya zabierając mi włosy z twarzy.
-No dobrze czemu nie- odrzekłam po czym obróciłam się z powrotem do Thomasa, Dylana i Kayi których mocno uścisnęłam,
-Dziękuje że byliście za mną- powiedziałam uciskając ich jeszcze mocniej.
-Dla ciebie wszystko.- Powiedzieli w miarę równo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
