sobota, 2 maja 2015

Rozdział 24

Siedziałam tak sama przez jakieś dobre dwie minuty. W moim oknie pokazała się głowa.
-Ej czemu poszłaś?- oparł się ramionami o parapet.
-Bo nie miałam tam co robić. I tak jestem zmęczona zaraz idę spać.-odrzekłam udając że ziewam.
-Posuń się, mnie nie oszukasz aktorko.- zaśmiał się i usiadł obok.-Też zaraz zwiewam do bo rano muszę wstać i pojechać do Annie bo dziś jakoś mi się tam dotrzeć nie udało.-popatrzył się na mnie swoim boskimi oczami.
-No wybacz, nie wiedziałam że Amy cie tak polubi.- odrzekłam trochę przygaszonym tonem.
-Jakoś ten ton, jest u ciebie częsty w tym dniu.-Popatrzył na gwiazdy biorąc moją rękę i bawiąc się mi palcami.
-Może troszkę.-popatrzyłam na niego. Nasze spojrzenia znów się spotkały, tym razem twarze przybliżały się do siebie w wolnym tempie.
-A tu byliście.-Przerwała tą piękną chwile Amelia.
-No to ja już będę się brała spać.- popatrzyłam na niego byle by uniknąć jej wzroku.
-Ja chyba też się biorę. Zadzwonię jutro jak co.- powiedział uśmiechając się do mnie. Weszłam do Pokoju i zamknęłam okno.
-Ty serio idziesz spać czy tylko go chciałaś tak wiesz, przepędzić?- zapytała siadając mi na łóżko.
-Idę spać, jestem wykończona.-odrzekłam od niechcenia i położyła się spać przebrana już w pidżamkę. -A ty masz zamiar siedzieć do rana?
-Nieee, też już idę tylko się przebiorę i wyłączę światła.- jak powiedziała, tak też zrobiła. I pięć minut potem wskoczyła mi pod pościel i oddaliłyśmy się w krainę snu.
                                                                ***
Rano zadzwonił mi telefon, byłam zbyt zmęczona żeby odebrać. Na szczęście Amy poszła po niego.
Słyszałam jakieś szepty ale nie ogarniałam co się dzieje.
-Kto dzwonił?- zapytałam z zamkniętymi oczami.
-A nikt, budzik ci się włączył.- Powiedziała z uśmiechem na twarzy.- Śpij jeszcze ja zrobię ci śniadanie.- i odeszła.
Chwila coś się nie zgadza, ja nie miałam nastawionego budzika. Albo może, no cóż nie mam sił na rozmyślenia.
Obudził mnie głos ciężarówki która zaparkowała koło naszej kamienicy. Była godzina dziesiąta i w domu jakoś podejrzanie cicho. Wstałam i od razu pokierowałam się w stronę kuchni. Na stole stała kartka za kanapkami. Wzięłam ją do ręki i otworzyłam.
,,Cześć śpioszku, wrócę wieczorem mam nadzieje że dasz sobie radę sama. Amy''. Zamurowało mnie. No cóż byłam sama. Zjadłam kanapki i położyłam się na kanapie. Ciekawe co robi, no trudno wieczorem mi opowie pewnie. Bardziej mnie ciekawi co robi Thomas, zadzwonię do niego! Brawo Sabrina jesteś taka bystra.Zaśmiałam się sama do siebie po czym połączyłam się z Thomasem.
-Halo?-po stronie jego słuchawki był mi znajomy głos nie jego, lecz dziewczyny.
-Amy? To ty?-zapytałam zdziwiona.
-No a kto inny śpioszku.-zachichotała.
-Daj mi Thomasa.-odezwałam się niskim tonem.
-Jest teraz zajęty mną, później pogadacie całuski.-powiedziała tak radosnym głosem że nie mogłam w to uwierzyć.
-Kto dzwonił?-usłyszałam głos przyjaciela w słuchawce.
-Nikt ważny, jakaś babka z sieci, powiedziałam jej żeby zadzwoniła innym razem.-nadal mówiła śmiejąc się. Nikt ważny?! Jak ona mogła! Czy ja jestem nikim ważnym? Dlaczego ona  mi to robi? Nie widzi że mi na nim zależy? Ty idiotko nie chciałaś jej o tym powiedzieć! Bo nie chciałam i nie drzyj się po mnie. O matko ja to jestem jakaś chora psychicznie.
Ubrałam się ogarnęłam i poszłam na miasto z nadzieją że nie spotkam żadnej faki Annie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz