wtorek, 12 maja 2015

Rozdział 28

-No jejku wreszcie się zjawiłeś-odetchnęłam z ulgą że już przyszedł.
-No sorrki no, mówiłem że za pół godziny.- zaśmiał się i usiadł obok mnie.
-Co ty tu robisz?- zapytał rozglądając się po wielkim białym moście.
-Siedzę, nie widzisz?- zadałam pytanie retoryczne chamskim tonem.
-Spokojnie, spokojnie. Dlaczego jesteś sama?-podrapał się po głowie.
-Dylan na wakacjach razem z moimi przyjaciółmi a Thomas i Amy chyba w domu siedzą.- przytuliłam swoje kolana i patrzyłam w dół.
-Dylan? Ten Dylan? No nie mów mi że się z nim zadajesz.- zaczął się śmiać.
-Tak, jest moim przyjacielem. Czemu cię to tak śmieszy?-walnęłam go w jego twardą klatę Chłopak nadal się śmiał.
-Okej.- wstała i zaczęłam iść w stronę domu.
-No nie czekaj, gdzie idziesz?-dobiegł kilka kroków do mnie.
-Daleko od ciebie, bo nie wiem co w tym jest takiego śmiesznego.- Przygasiłam go słowami i wzrokiem.
-Wracamy na ławkę to ci opowiem.- pokazał palcem miejsce z którego chwile temu poszłam. Przytaknęłam i wróciliśmy.
-No słucham.- zaczęłam stukać pietą o belkę mostu.
-A więc ja z Dylanem...w podstawówce się przyjaźniliśmy- z trudem wykrztusił to z bólem,- Potem kompletnie mnie olał, nie dzwonił, nie przychodził po mnie, a jak ja wyruszyłem po niego to zawsze miał jakąś wymówkę że nie może a pół godziny potem widziałem go na boisku z innymi. Przesiadł się w klasie na praktycznie na każdej lekcji. Do tej pory z nim nie rozmawiam.- zesmutniał nagle.
-Jejku, wybacz nie wiedziałam. Ale nadal nie wiem dlaczego się śmiałeś.- włożyłam swoje ręce w bluzę bo robiło się już coraz zimnie, w końcu już jest późna pora.
-Jakoś musiałem zaaragować, sam nie wiem akurat dlaczego śmiechem.- odpowiedział, położył rękę na moim kolanie i powoli się przybliżał. Czułam się jakoś dziwnie, nie miałam ochoty na jakieś flirty a szczególnie z nowo poznanym kolesiem. Stopniowo był coraz bliżej mnie, bliżej, bliżej i bliżej.
-Wiesz, jest już późno , muszę iść do domu.-wstałam nagle omijając jego twarz, pomachałam mu na pożegnanie.
-Odprowadzić cię?-zapytał powoli wstając.
-Nie, dojdę sama..- patrzyłam w telefon. Była pierwsza w nocy, Wiedziałam że jest późno ale nie aż tak. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę mojej kamienicy. Bałam iść się sama, miałam ochotę zadzwonić do Thomasa żeby po mnie wyszedł ale nadal nie chciałam go widzieć. Z każdym kolejnym krokiem byłam bardziej zmęczona i bardziej zmarznięta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz