Powietrze było takie czyste o poranku, promienie słońca przebijały się przez budynki na ulice. Szłam chodnikiem, na plażę, w sumie to na skały koło plaży. Znalazłam tam wygodną miejscówkę i siadłam patrząc na błyszczące niebieskie niebo.
Wróciłam do domu z torbą pełną jedzenia, mniej więcej dlatego że nie wiedziałam ile te głodomory zjedzą. Weszłam po ciuchu do domu i zmierzałam w stronę kuchni. Na kanapie leżał tylko umięśniony brunet który mimo swojej postury wyglądał jak mały aniołek. Położyłam szarą torbę papierową na stole po czym otarłam czoło opierając się rękoma.
-Ranny ptaszek z ciebie. gdzie się chodziło co?- usłyszałam głos zza mną.
-Człowieku nie strasz mnie.- uśmiechnęłam się po czym dodałam.- Byłam w sklepie, chyba coś musicie zjeść.- pokazałam na stół.
-A co takiego mistrzyni kuchni nam dziś zaserwuje?- powiedział zaglądając do torby.
-Kanapki.-odkaszlnęłam.
-Z czym?- zapytał przenosząc wzrok na mnie.
-Z wszystkim co się znajdzie!- odpowiedziałam biorąc świeże bułki i idąc z nimi do kuchni.
- Co stoisz tak, pomóż mi.- kątem oka zerknęłam na niego.
-Taki właśnie miałem plan.- powiedział wyciągając z torby ser oraz masło i szynkę.
-Za bardzo nie wiem co lubi jeść Dylan, Kaya no i ty.- powiedziałam siadając na blacie.
-Dylan zje wszystko.- zaśmiał się chłopak a ja razem z nim.- Kaya lubi ser i ogórek a ja zjem co zaserwujesz.- powiedział biorąc nóż i krojąc bułki.
-Serio? to zrobię ci mój specjał- zeskoczyłam z blatu i popędziłam do lodówki.
-W takim razie też coś ci przygotuje.- powiedział obracając się w moją stronę.
-Mam się bać?- zapytałam z zdziwieniem. Uśmiechnął się i zaczął robić.
Dość szybko się z tym uporali, przykryliśmy wszystkie kanapki kloszem i postawiliśmy na stół. Po czym wróciliśmy robić swoje kanapki. Moim specjałem jest masło orzechowe z nutellą i kolorową posypką.
-Dobra ja skończyłam- powiedziałam zbierając z noża na palec czekoladę.
-No też gotowy.- odrzekł i obrócił się do mnie.
-Kto pierwszy?- zapytałam z głupim uśmiechem na twarzy,
-Równocześnie, obydwoje.- wykrztusił podając mi talerz. Gdy oboje mieliśmy kanapki w rękach liczyliśmy.
-Trzy....Dwa....Jeden...Teraz.- powiedzieliśmy gryząc nasze bułki. Po każdym kęsie szedł kolejny aż zjedliśmy całe.
-Wow jeszcze nigdy nie jadłem tak słodkiej kanapki.- powiedział chichocząc.
-A ja tak dobrej! Co tam było? Od dziś jesteś moim murzynem i będziesz mi robić kanapki.-zaśmiałam się pokazując na otwartą Nutelle i bułki.
-Chcesz też?-zapytałam nalewając do szklanek soku. Przytaknął. W pewnej chwili, nie wiem nawet kiedy i jak ale miała czekoladę na nosie. Thomas wziął ścierkę i lekko starł mi ją z twarzy z uśmiechem.
-Dzięki, widzisz jaka ze mnie ślamajda.- zachichotałam.
-Każdemu się może zdarzyć przecież mieć czekoladę na nosie nawet go nie dotykając.- klepnął mnie w ramie.
-Taaa, a dolicz do tego wszystkie moje złamania i jeszcze to wczoraj w kręgielni.- powiedziałam podchodząc do okna.
-Ślamajdą był tam tylko kelner który wylał to na ciebie.- powiedział żartobliwym tonem.
-O tak, muszę jeszcze tam skoczyć po bluzkę.- siadłam na kanapie obok Dylana i wbiłam się pod cieplutki biały koc wraz z Thomasem.
***
-Co się dzieje?-westchnął Dylan przeciągając się.
-Dzień dobry.- podniosłam głowę z ramienia Thomasa.-Na stole masz śniadanie, reszta jeszcze nie wstała.
-Co z was nagle takie ranne ptaszki?- zapytał jak zwykle od rana chichocząc. Zaśmialiśmy się. Długo czekać nie musieliśmy aż reszta domowników się obudzi. Wszyscy pierwsze co zrobili to zjedli kanapki które im zrobiliśmy, a że za oknem taka ładna pogoda to uznaliśmy że pierwsze co zrobimy to pójdziemy na plaże. Jak zarządziliśmy tak zrobiliśmy.
-Ej ja lecę po koszulkę.- powiedziałam kierując się w stronę kręgielni.
-Poczekamy z Thomasem na ciebie.- odrzekł Dylan po czym siadł na ławkę. Chwilę potem znalazłam się już w sali z torami. Podeszłam do baru, widząc że stoi tam przystojny chłopak który wczoraj oblał mnie sokiem.
-Hej, zostawiłam tu wczoraj bluzkę będzie tu gdzieś jeszcze czy mam się pogodzić jej utratą?- zapytałam siadając na krześle.
-Ymmm, no tak, była w łazience. Niezły potop tu wczoraj zrobiliście.- zaśmiał się podając mi ją do rąk.
-Tak? a mam ci przypomnieć jak wylałeś na mnie sok?- chichotałam, na twarzy przystojnego barmana pojawiły się rumieńce.
-Nie no, spokojnie nic się nie stało, zawsze mam takiego pecha.- pochyliłam się by spojrzeć mu w oczy.
-Jak się domyślam to w łazience odbyła się jakaś bitwa.- powiedział wycierając blad.-A tak w ogóle nazywam się Ron.- wyciągnął rękę na przywitanie,
-Sabrina- chwyciłam ciągnąc jego rękę w dół i w górę.- Miło mi.
-Mi również.- uśmiechnął się. Jego uśmiech był piękny ale nie tak jak Thomasa.
-Co się stało z moją bluzką? jeszcze wczoraj była cała fioletowa.- popatrzyłam się na niego dziwnym wzrokiem.
-Magiaaa.- powiedział.
-Ej fajny jesteś, jakoś się dogadamy, gdzie mieszkasz?- zapytałam uchylając włosy na bok.
-W Londynie, jestem tu na jeden weekend na miesiąc, kiedy brat potrzebuje pomocy.- odpowiedział opierając się.
-O ty, serio? Ja też w Londynie! ale zbieg okoliczności- zaśmiałam się. Nagle poczułam wibracje w kieszeni dostałam SMS. Popatrzyłam na wyświetlacz ,,Pośpiesz się ile mamy czekać?'' to było od Dylana,- Wiesz ja już muszę iść bo znajomi na mnie czekają.- obróciłam się na krześle i wstałam.
-Odprowadzę cię do drzwi.- pośpieszne wyszedł przez popychaną furtkę. Gdy wyszliśmy z lokalu jeszcze chwile rozmawialiśmy, a ja co chwile zerkałam na chłopaków.
-Masz to mój numer, jak co to pisz, spotkamy się w Londynie, albo jeszcze tu.- Uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek, w ten sam policzek co Thomas. Odwzajemniłam uśmiech i poszłam do czekających na mnie dłuższą chwile przyjaciół.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz