niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 22

Ledwo zdążyłam zamknąć oczy kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Postanowiłam nie wstawać, byłam zbyt zmęczona całym dniem. Jednak ten ktoś nie dawał za wygraną i ciągle dzwonił. Wstałam od niechcenia i otworzyłam drzwi. W progu stał Wysoki chudy blondyn który gwałtownie wkroczył do mojego mieszkania jak tylko odchyliłam drzwi.
-Co ty tu robisz?- cicho krzyknął łapiąc mnie za ramiona.
-Nie takiego przywitania się spodziewałam.- wyślizgnęłam się z jego ramion i poszłam do kuchni.
-Słuchaj, mówiłem ci żebyś tam została- odezwał się spokojniejszym tonem.
-Ale  nie chciałam tam być bez ciebie!-krzyknęłam szybko zasłaniając rękoma buzie.  Fak chyba powiedziała za dużo. Thomas podszedł do mnie i przytulił mnie mocno, po czym moje oczy skierował na swoje.
-Też nie chciałem tu wracać, nie bez ciebie.. Ale zrozum, tam byś była bezpieczna.-powiedział odsuwając kosmyki moich rudych włosów z twarzy.
-Czuje się bezpieczna jak jesteś blisko mnie.- powiedziałam spuszczając wzrok w dół.
-Ale tu nie potrafię cię obronić, za dużo ludzi... nie dam rady..- jego głos przygasł, puścił moje ramiona  i usiadł na kanapie.
-Nie musisz, jestem już dużą dziewczynką- uśmiechnęłam się i usiadłam obok niego. Obrócił głowę w moją stronę i lekko podniósł konciki ust.
-Wiem, ale nie wybaczył bym sobie gdyby stało ci się coś złego.- powiedział przykładając swoją zimną dłoń do mojego policzka.- Zadzwonię to Vi, żeby przyjechali wcześniej.-wyciągnął telefon z kieszeni.
-Nie! Dam sobie radę.- powiedziałam odkładając jego telefon na stolik przed telewizorem.
-Ktoś musi cię pilnować kiedy będę załatwiał tą sprawę  z Annie.- odrzekł przechylając się w stronę stolika.
-Amy jutro przylatuje, nie dzwoń nie potrzebnie proszę.- chwyciłam go za rękę a on się cofną.
-Jaka Amy?- zapytał zdziwiony.
-Amelia, koleżanka z Polski, chciała wbić wcześniej ale nie wypaliło.- Puściłam gwałtownie jego rękę gdy popatrzył się na mnie. Kiwnął głową i objął mnie ręką. Położyłam mu głowę na ramieniu i zasnęłam. 
Rano poczułam chłodny powiew wiatru. Thomas otworzył okno. Rozciągnęłam się i usiadłam.
-Wybacz nie chciałem cie obudzić.- powiedział uśmiechając się.
-Luz, i tak bym musiała już wstawać bo muszę jechać na lotnisko po Amy.- ziewnęłam i skierowałam się do mojego pokoju. Wybierałam ciuchy z szafy na dziś.
-Pojadę z tobą.- wychylił się zza drzwi.
-Tylko bądź dla niej miły.- Przytaknęłam po czym weszłam do łazienki i ogarnęłam się. Piętnaście minut potem byłam już gotowa. Wsiedliśmy do Taksówki.
                                                                       ***
-Brina!-usłyszałam krzyk i rozglądnęłam się na cztery strony świata. Zobaczyłam niską blondynkę biegnącą w moją stronę, rzuciłam się do biegu w jej kierunku i obie wylądowałyśmy na ziemi. Thomas stał i śmiał się z nas przez jakiś czas ale w końcu podszedł i pomógł nam wstać.
-Amy, to jest Thomas, Thomas to jest właśnie Amy.- zapoznałam ich z uśmiechem. 
-Miło poznać- uśmiechnęła się podając mu dłoń.
-To jak wracamy?- spojrzał na mnie, najwyraźniej speszył się wzorkiem koleżanki. 
-Ma dziewczynę?-zapytała mnie po cichu.
-Nie ma.- odpowiedziałam z gulą w gardle, wiedziałam o co jej chodzi, wpadł jej w oko...a ona zawsze dostaje to co chce.
-To świetnie, za kilka dni będzie mieć- uśmiechnęła się i zagadała do niego. W oczach miałam łzy ale na szczęście je powstrzymałam, Szłam z tyłu, za nimi. Thomas się odwrócił i podał mi rękę. Kiwnęłam głową na znak przeczący żeby mnie zostawił ale on zatrzymał się i wziął moją rękę pod ramię. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz