Rano obudził mnie dźwięk dzwoniącego telefonu który dobiegał z kuchni. Zerknęłam przez ramie by zobaczyć czy Vi jeszcze śpi, szturchnęłam ją delikatnie ale ona nawet nie drgnęła więc wstałam i powoli zamknęłam drzwi do jej pokoju. Musiałam wczoraj usnąć u niej jak plotkowałyśmy do późna. Podeszłam do blatu kuchennego i wzięłam w ręce telefon leżący koło zlewu i pokierowałam się na kanapę. Co dziwne nie było Michała, ale jakoś się tym specjalnie nie przejęłam i usiadałam sprawdzając kto do mnie dzwonił. ,,Dwa nieodebrane połączenia od Dylan!'' -O matko czego on tak rano ode mnie chce...- rozmyślałam ale długo nie czekałam, mój telefon za wibrował i u góry pojawił się sms od tej samej osoby która próbowała się do mnie dodzwonić.
-Brina wstawaj, ile mam czekać na ciebie? Odpisz albo lepiej zadzwoń jak wstaniesz.- przeczytałam tekst na ekranie który widziałam prawie że rozmazanie bo przed chwilką wstałam i nie miałam okazji się jeszcze przebudzić. Przyłożyłam do ucha aparat komórkowy i wybrałam numer Dylana.
-No co się stało że budzisz mnie tak wcześnie?- warknęłam zaspanym głosem.
-Dziś jedziemy na festyn, z twórcami filmu! Zapomniałaś? Chwila... może to ja zapomniałem ci o tym powiedzieć- szepnął do słuchawki przez którą było słychać jak chodzi zdenerwowany po pokoju.
-Dobra spokojnie, na początek przestań tak pedałować po domu a jak już to przypedałuj do mnie bo nie potrzebnie tracę hajs na koncie jak jesteś za ścianą.- powiedziałam po czym kilka sekund potem rozłączył się. Usłyszałam jak trzasnął swoimi drzwiami i zaczął burzyć pięściami w moje.
-No dobra spokojnie już idę- powiedziałam w stawając z kanapy i kierując się w stronę białych drzwi. Ledwo zdążyłam odciągnąć klamkę a on już wparował do mojego domu łapiąc się za głowie i stękając tak jakby z rozpaczy.
-Uspokój się! Siądź i zamknij tą jadaczkę bo mi wszystkich w domu pobudzisz! Co się stało?!- Zapytałam siadając obok na kanapie i w patrując się w niego jak kiwa się z rękoma na głowie.
-No bo dziś jest ten festyn..- szepnął schylając się jeszcze niżej niż był.
-No i co w tym takiego strasznego? Popatrz się na mnie jak ze mną rozmawiasz!- Chwyciłam go za głowę po czym wyprostowałam jego plecy i skręciłam jego głowę w moją stronę.
-Dziś przyjadą moi rodzice na ten festyn.. Tak dawno się z nimi nie widziałem. Boje się tego spotkania, boje się że źle wypadnę! Sabirna pomóż mi proszę cię!- Wstał i znów zaczął maszerować mi po domu.
-Dobra pomogę ci ale jak? Co mam przedstawić się im jako twoja dziewczyna?- zapytałam parskając śmiechem.
-To nie jest taki głupi pomysł! Mogła byś to zrobić?- Przysiadł obok mnie na kanapie wpatrując mi się w oczy.
-Przecież ja tylko żartowałam- odsunęłam się od niego kawałek.
-No proszę cię! Tylko ten jeden raz!- poprosił swoimi pięknymi brązowymi oczami aż nie dało się mu odmówić.
-No dobrze! W końcu to nic takiego wielkiego, ale będziesz miał u mnie wielki dług!- Uśmiechnęłam się do niego.
-O dzięki, dzięki, dzięki, dzięki. Jesteś najlepsza!- Wykrzyczał przytulając mnie tak mocno że aż coś mi chrupło w plechach. Jego twarz stała się bardziej żywsza i już nie była taka blada jak na początku. Wstał kierując się w stronę drzwi.
-O 11 bądź gotowa na dole, będzie na nas tam czekać Thomas i Annie.- powiedział po czym wyszedł z mieszkania. O nie, tylko nie ona. No proszę, wszystko tylko nie Annie. Nie znosiłam jej, sama nie wiem czemu. Może dlatego że jest fałszywą zołzą albo dlatego że jest dziewczyną Thomasa..
***
Za pięć minut jedenasta a Vi nadal śpi, a po Michale ani śladu. Troszkę mnie to dziwiło ale nie zaprzątałam sobie tym głowy. Wzięłam bluzę i ubrałam różowo białe Air maxy po czym wyszłam zamykając Vi w domu. Zostawiłam jej kartkę żeby się nie martwiła jak co. Zeszłam na dół gdzie wszyscy na mnie czekali, w sumie chyba nie bo nie widziałam nigdzie dziewczyny Thomasa.
-Heeej!- Krzyknął Dylan jak tylko mnie zobaczył po czym podbiegł i przytulił mnie.
-Łał nie pamiętam kiedy ostatnio ktoś cieszył się tak na mój widok- parsknęłam w jego stronę i uśmiechnęłam się zadziornie.
-No Witaj, dawno cię nie widziałem!- Odezwał się Thomas szepcząc mi do ucha, Stałam do niego tyłem.
-No jejku nie strasz mnie głupi- zaśmiałam się odwracając w jego stronę, nagle poczułam jego uścisk na mojej klatce, trwało to mnie więcej trzy sekundy ale uczucie było niesamowite, Z dala było słychać stukanie butów Annie która zmierzała w naszą stronę z drugiego końca ulicy.
-Tommiś- Było słychać jej cieniutki głos tak jakby stała obok nas. Popatrzyłam na Dylana od przekręcił oczami, po czym spojrzałam na Thomasa i jego uśmiech znikł z twarzy po czym od niechcenia obrócił się i rozłożył ramiona z sztucznym uśmiechem. Znów spojrzałam na Dylana.
-Thomas już czuje tego co kiedyś, coś ich dzieli i ja nawet wiem co- szepnął mi do ucha po czym obleciał mnie wzrokiem całą.
,,Ja?'' powiedziałam głucho po czym pokazałam placem na siebie, Przytaknął.
-Ale ja nie chce pomiędzy nikim stawać!- powiedziałam na ucho Dylanowi kładąc mu głowę na ramieniu.
-Zobaczysz, jemu to tylko na dobre wyjdzie- Uśmiechnął się po czym objął mnie ręką i lekko popychając poszliśmy w stronę czarnego mercedesa. Całą drogę, która z resztą była krótka myślałam o tym co powiedział mi mój przyjaciel który również był jego przyjacielem. Wyjdzie mu to na dobre? Ja staje pomiędzy nimi? Jak? Robię to nie świadomie.. Chyba zacznę z bulem serca unikać Thomasa i oczywiście jego dziewczyny którą ignoruje od dłuższego czasu.
***
Gdy zasiedliśmy przy stole poczułam jak Dylan się stresuje, nie było po nim tego widać ale gdy spoglądałam a jego ręce to gniotły obrus.
-Ej spokojnie będzie dobrze, są już twoi rodzice?- Zapytałam z pełnym spokojem chociaż w środku też bałam się spotkania z ,,teściami''.
-Właśnie ich nie ma!-obrócił wzrok w moją stronę, po czym znów patrzył w talerz. Nie umiałam uwierzyć, bał się. Ten Dylan który jest taki zadziorny, podrywacz pierwsza klasa, bał się swoich rodziców. Lekkim wzrokiem popatrzyłam na chłopaka Annie który co jakiś czas też patrzył na mnie. Chwile potem zadzwonił telefon. Odeszła od stołu na jakieś dwie minuty po czym wróciła i oznajmiła że musi jechać do domu bo tatuś ją wzywa. Thomasa to nie ruszyło. Dała mu buziaka w policzek i poszła. Wszyscy razem z nim ucieszyli się że Annie zniknęła im wreszcie z oczu. Z zewnątrz pojawił się odgłos gwałtownie hamującego samochodu, po czym Dylan wstał tak szybko że jego krzesło przewróciło się. Nie zwrócił na to uwagi i podbiegł do drzwi. Podniosłam mu krzesło i ruszyłam w jego stronę.
-Przyjechali- Powiedział miętoląc krawat. Minute potem Wysoki przystojny lecz już z latami pan z panią drobniutką stanęli w drzwiach. Dylan przełknął ślinę.
-Cześć mamo, Witaj tato.-Podał im ręce. Po czym wszyscy wstali od stołu i przyszli się przywitać.
-Dzień dobry państwu. Jestem Sabrina, Dziewczyna Dylana.- Uśmiechnęłam się i podałam dłoń obojgu państwu. Jego rodzice przytakneli ze zdziwieniem.
-Masz dziewczynę? Chłopie czemu mi się nie chwaliłeś?- uśmiechnął się jego tata i klepnął go po plecach. Obróciłam się i poszłam za grupkę ludzi. Oglądałam ich twarze, były neutralne ale jednak twarz Thomasa była inna. Był zaskoczony, nie wiedział co ma powiedzieć. Minęłam go stanęłam przy stole. Gdy wszyscy się już przywitali wreszcie siedliśmy do stołu. Co dziwne nie widziałam rodziców dwóch aktorów, ale cóż to już nie moja sprawa. Chwile potem zadzwonił telefon Annie, oczywiście musiała go odebrać, rozmawiała przez jakieś pięć minut po czym wróciła i oznajmiła że musi już wracać. Pocałowała Thomasa w policzek po czym wyszła. Wszyscy stali się luźni nawet rodzice. Thomas nie zmienił miny, był obojętny. Co chwilkę tylko czułam jego wzrok na mnie.
***
Po zjedzonym obiedzie wszyscy się ze sobą dogadywali. Miałam ochotę zaczerpnąć świeżego powietrza więc wstałam i szepcząc Dylanowi do ucha że idę na chwile posiedzieć i pooddychać na polu. Przytaknął. Wyszłam do ogrodu pełnego kwiatów za restauracją, siadłam na brązowej ławce na przeciwko fontanny. Zamknęłam oczy i zaczęłam oddychać głęboko. Coś zasłoniło mi słońce.
-Ejj.- powiedziałam otwierając oczy po czym wyprostowałam się.
-aa to tyy haha- zaśmiałam się i zmrużyłam oczy.
-Dylan Kazał mi za tobą iść na wszelki wypadek jakby ci się coś stało.-powiedział uśmiechając się swoim pięknym lekkim śmieszkiem.
-Skoro się tak o mnie martwi to czemu sam tu nie przyszedł- powiedziałam odwracając wzrok w stronę słońca.
-Dlatego że siedzą tam jego rodzice a on nie chce zrobić złego wrażenia.- powiedział wpatrując się w mój profil.
-Nie wspominałaś że jesteś dziewczyną Dylana.- powiedział wyrównując ton głosu.
-Bo nie pytałeś- odpowiedziałam bez zastanowienia.
-Nic tu po mnie, zbieram się- powiedział wstając z ławki.
-No siadaj na dupie, a co zazdrosny jesteś?- zapytałam z zadziornym uśmiechem i przygryzając wargę.
-Ja? o ciebie? Zawsze!- uległ mojemu dotyku i usiadł ponownie na ławce.
-Dobrze że tego Annie nie słyszy- zachichotałam po cichu. Nic nie odpowiedział.
-No prawda jest taka.- zaczęłam siadając na krzyż przed nim.- że nie jestem z Dylanem, miałam pomóc mu zrobić tylko wrażenie na jego rodzicach. Jest tylko i będzie zawsze moim kumplem,- powiedziałam spoglądając mu w oczy.
-Aaa już rozumiem.- zaśmiał się po czym obrócił głowę i ułożył się do opalania. Przez chwile nie ruszałam się, wpatrywałam się na niego i chciałam ciągle to robić. Wstałam by przejść się do fontanny, była dość głęboka. Zanurzyłam w niej dłonie po czym troszkę pochlapałam się po twarzy. Thomas podszedł od tyłu i popchnął mnie z jednej strony łapiąc mnie żebym nie wpadała. Nasze spojrzenia znów się spotkały i nie chciały odejść. Lekko zanurzyłam żeby woda wlała się do ręki i po chwili wypuściłam ją na nim, Zszokowany siadł obok mnie i biorąc garść wody pochlapał mnie. Bawiliśmy się tak przez jakiś czas póki nie wbiegł do ogrodu Dylan.
-Chodźcie! Szybko- wołał na nas. Thomas wstał i podał mi rękę, chwyciłam się za nią po czym szliśmy w stronę restauracji. Weszliśmy do pięknej i drogiej sali po czym znów wylądowaliśmy przy stoliku.
-Ile już jesteście razem?- zapytała Mama Dylana.
-5 miesięcy. -Wtrącił się mi w słowo.
-Jak się spotkaliście?- zadano nam kolejne pytanie ale tym razem padło ono od jego ojca.
-No Dylan powiedz- uśmiechnęłam się do niego po czym wzięłam jego rękę w swoją.
-Wole jak ty to mówisz- próbował się wymigać.
-Spotkaliśmy się w szkole, ale nie zwracaliśmy na siebie uwagi dopiero kiedy zobaczyłem ją jak pięknie grała na scenie!- odpowiedział. Byłam zachwycona, sama bym tego tak nie wymyśliła.
Zadzwonił kolejny telefon, odebrała go jego mama po czym popatrzyła na swojego męża.
-Kochanie musimy wracać. Czekają na nas.- powiedziała cichym głosem. Oboje Państwo szybko wstali i ukłonili się po czym pędem wyjechali z piskiem kół. Dylan oddychał ciężko.
-Spokojnie wyszło dobrze!- powiedział Thomas rzucając spojrzenie na nas obu.
-Wiesz? Powiedziałaś mu?- pierwsze popatrzył na swojego przyjaciela a potem na mnie. Przytaknęłam.
-No świetnie. Spokojnie wszystko wraca już do swojej normalności- uśmiechnął się po czym położył plecy na oparciu. Pół godziny potem producenci zapłacili za jedzenie i pojechaliśmy do domu. Była godzina szesnasta, pół dnia przed mną a ja nie wiem co robić. Może spędzę je z Vi.
***
Wchodzę do mieszkania rzucając wszystkie rzeczy na kanapę i zmierzam do pokoju mojej przyjaciółki. Nie było jej tam, sprawdziłam w kuchni, łazience, moim pokoju. Ani jej ani Michała nie było w domu. No cóż chyba wieczór spędzę sama. Poczułam jak telefon w przedniej kieszeni moich spodni mi za wibrował, wyjęłam go z kieszeni i odblokowałam.
-Hej za pięć minut będę u ciebie! Kaya. - przeczytałam na głos.
-Umm supi ciekawe skąd ma mój numer, ale przynajmniej nie będę sama- wymamrotałam do siebie s uśmiechem na ustach, lubię towarzystwo Kayi, zawsze się umiemy dogadać. Zjawiła się o dwie minuty wcześniej, nie to żeby mi to przeszkadzało w sumie nawet lepiej.
-Heeej- dała mi buziaka w policzek i weszła do mieszkania.
-I jak tam?- zapytałam wieszając jej kurtkę na wieszaku.
-A no nawet oki, słuchaj co ty na to żeby zrobić dziś u ciebie małą imprezkę? Tylko znajomi, spokojnie nie rozwalimy ci chaty.- widziałam jej błysk w oku a ona chyba mój też dostrzegła bo uśmiechnęła się po czym zadzwoniła do Dylana i Thomasa.
-Ej Ale muszę się ogarnąć- krzyknęłam.
-To leć ja ogarnę twój dom- uśmiechnęła się przykładając telefon do ucha. Dwadzieścia minut później byłam gotowa.
-Uuu ale laska!- gdy weszłam do pokoju gościnnego usłyszałam głos Kayi, salon wyglądał pięknie tak jak ona. W odstępach czasowych pięć dziesięć minut pojawiali się goście. Dom był pełny, wszyscy Byli oprócz Thomasa.
-Ej A Tommiś gdzie?- zapytałam śmiejąc się.
-Powinien zaraz przyjść z Annie- powiedziała przekręcając oczami na słowo ,,Annie''. Szkoda mi jej było bo nikt jej nie lubił ale z jednej strony sama se zasłużyła. Kaya miała rację w końcu zjawili się na imprezie. Widać było że nie był zadowolony bo każdy chłopak kleił się do jego dziewczyny a ona nie miała nic przeciwko temu. Po chwili zauważyłam jak bierze ją pod ramie na bok. Chyba się kłócą. Podeszłam bliżej.
-Przestań nie widzisz że rozmawiałam?- powiedziała Annie.
-Przytulając się do trzech facetów na raz? Mam dość, to ja jestem twoim chłopakiem czy oni?- zapytał podnosząc ton.
-No ty.- powiedziała obojętnie.
-Nie, dłużej tego nie wytrzymam, kocham cię ale nie zniosę tego dłużej jak lepisz się do każdego faceta nowo poznanego nawet jeśli ja jestem przy tobie- powiedział załamującym tonem.
-Co ty chcesz przez to powiedzieć?- zapytała wytrzeszczając oczy.
-Przykro mi i mówię to z bólem serca. Koniec, już nie jesteśmy razem. Gratuluje to twoja wina.- popatrzył na nią.
-Proszę bardzo jak chce! Patrz co tracisz, zaraz znajdę sobie nowego a o tobie zapomnę.- powiedziała z łzami w oczach po czym wróciła do swoich nowych kolegów. Thomas walną w ścianę po czym wyparował z mieszkania. Chciałam wybiec za nim ale zatrzymał mnie Dylan który wziął mnie do tańca.
-Dylan przestań, Thomas!- krzyknęłam na niego odpychając jego ręce.
-Co się z nim stało?- od razu stanął prosto,
-Pokłócił się z Annie...- Powiedziałam patrząc na niego.
-Spokojnie, nie pierwszy raz nie ostatni,- uśmiechnął się i znów zaczął tanczyć.
-Dylan! On miał łzy w oczach! Nigdzie go nie ma.- wydusiłam z siebie te słowa z spokojem.
-WYBACZCIE! KONIEC IMPREZY PROSZĘ WYJDŹCIE.- zaczął krzyczeć i wyprowadzać ludzi za drzwi. Zostałam tylko Ja, On, Kaya i Ki Hong Lee. Szukaliśmy go wszędzie, ale nigdzie go nie było.
-Czekajcie, to bez sensu nie ma go nigdzie a Londyn jest ogromny.- Powiedział Dylan załamując się i siadając na ławce.
-Wiem gdzie on jest!- powiedziałam.-Postaram się go tu przyprowadzić- dodałam, po czym zaczęłam biec w stronę jeziora. Gdy byłam dwa metry od jeziora zwolniłam tępo i prześlizgując się przez zarośla, zobaczyłam chłopaka siedzącego na moście.
-Ej co się stało?- siadłam obok niego pytając.
-Co ty tu robisz?- obrócił głowę w moją stronę.
-Pierwsza zapytałam. Wiedziałam że tu będziesz, wszyscy cię szukają.- odpowiedziałam.
-Ja...eee..zerwałem z Annie.- wykrztusił po czym przytulił mnie mocno a po jego policzkach spłynęły łzy.
-Ej główka do góry, wszyscy się o ciebie martwimy. Nie możesz tak po prostu znikać.-Przytuliłam go. Siedzieliśmy przez chwile w ciszy.
-To boli.. ja ją kocham, a ona... Ona się do każdego faceta przykleja i go podrywa, ciągle mnie okłamuje. Nie wytrzymałem.- Powiedział siadając z powrotem.
-Rozumiem cię, dobrze postąpiłeś może się zmnieni, przemyśli swoje zachowanie.- próbowałam go pocieszyć.
-Nie sądzę. Ona się nigdy nie zmieni.- Powiedział wpatrując mi się w oczy a kolejne łzy spływały mu po policzku.
-Ej chodź zaprowadzę cię do domu, zrobię gorącą czekoladę i posiedzę z tobą jak będziesz chciał. Robi się późno proszę wracajmy.- Powiedziałam ocierając mu policzki od ciaglę wypływających łez.Przytaknął. Wzięłam go pod ramię i poszłam z w kierunku bloku gdzie czekali wszyscy. Jak tylko nas zobaczyli od razu podbiegli do nas. Odtrąciłam ich wzrokiem, zrozumieli i rozeszli się. Zaprowadziłam go do domu i zrobiłam gorącą czekoladę.
-Dziękuje ci za wszystko co dla mnie robisz.- powiedział chwytając mnie za rękę.
-Nie ma za co, w końcu jakoś muszę ci się odwdzięczyć.- uśmiechnęłam się a on również.
-Oki to ja się zbieram jak co jestem za ścianą.- wymamrotałam wstawając.
-Nie czekaj, proszę zostań ze mną chociaż puki nie zasnę. Nie chce zostać teraz sam.- powiedział chwytając mnie za dłoń.
-Nie wolisz towarzystwa Dylana?- zapytałam. Zaprzeczył głową. Ścisnęłam mu dłoń po czym siadał koło niego i włączyłam kreskówki.
środa, 25 marca 2015
czwartek, 19 marca 2015
Rozdział 8
Wybiegłam z płaczem na korytarz po czym na poszłam w dal korytarza osuwając się po ścianie i szlochając. Nagle otworzyły się drzwi, nie Dylana, nie Vi. Drzwi Thomasa. Podbiegł do mnie po czym klęknął.
-Co się stało?- zapytałam zmartwionym głosem po czym mnie przytulił i pomógł wstać. Wziął mnie do swojego mieszkania i kazał siąść na kanapie. Tak zrobiłam, siadłam zwinięta w koncie kanapy po czym przykryłam się kocem. Chwilę potem podał mi chusteczki i siadł obok mnie.
-Brina, co się stało?- zapytał opierając rękę o mnie kolano. Nic nie odpowiedziałam, poczułam się znów tak bezpiecznie jak na lodowisku. Nie brał ręki, ciągle ją tam trzymał.
-Zrobić ci mojej czekolady?- uśmiechnął się.
-Ale bez bitej śmietany- przytaknęłam głową po czym położyłam ją na oparciu wycierając chusteczkami łzy które nie przestawały cieknąć z oczu. Pięć minut potem dosiadł się na przeciwko mnie podając mi granatowy kubek z gorącą czekoladą.
-Proszę, a teraz spróbuj i powiedz czy ci smakuje.- podciągnął mi koc i oparł się o swoje oparcie.
Kwinęłam głową na znak że jest pyszna. Troszkę się uspokoiłam po czym siadłam nadal opatulona kocem.
-Powiesz mi co się stało?- trzeci raz zapytał mnie, ale jakoś mi to nie przeszkadzało.
-Pokłóciłam się z Vi.. kazała mi się wynosić.- powiedziałam znów ocierając lecące łzy.
-Będzie dobrze zobaczysz.-Usiadł obok mnie i przytulił się po czym włączył telewizor na kreskówki. On też uwielbia oglądać kreskówki.
-Masz zamiar dziś wrócić do domu?- zapytał spoglądając na mnie.
-Nie, ani mi się śni. Będę spać na korytarzu, albo u Dylana.- powiedziałam gniewnym tonem.
-Nie ma go... Sądzę że powinnaś wrócić do domu, Vi będzie się martwić, ale jeżeli nie chcesz wracać możesz dziś się przespać u mnie.- powiedział szturchając mnie łokciem żebym tylko się rozweseliła.
-Nieee, zbyt dużo już dla mnie zrobiłeś, nie wiem jak ci się za tamto odzwięczyć a co dopiero za przenocowanie.- odpowiedziałam biorąc kolejny łyk. Tym razem uśmiech pojawił mi się na twarzy bo czekolada była na prawdę pyszna.
-Ale spoko, możesz zostać, nie pozwolę ci spać na korytarzu albo gdzieś na ulicy, nie ma takiej opcji.- powiedział klepiąc mnie w kolano po czym wstał kierując się do pokoju.
-Rzeczywiście jesteś mistrzem w robieniu czekolady- mój uśmiech rozszerzył się.
-Mogę ci zrobić jej więcej tylko niech ten uśmiech taki zostanie!- powiedział kładąc mi dresy i luźną koszulkę na stoliku.
-Tam masz łazienkę. Jakbyś chciała skorzystać.- wskazał palcem na lewy róg pokoju po czym znów usiadł obok mnie tym razem już dalej. On jest cudowny, taki kochany, no po prostu idealny, Szkoda że musi się marnować przy Annie.
-Tommy? Co z Annie?- zapytałam wracając do jej pytania.
-Nie odzywam się do niej i przez jakiś czas nie będę. Mam dość, ciekawe ile jeszcze razy mnie okłamie.- powiedział przełączając kanały. Nie odezwałam się, bo nie wiedziałam co mam w takiej chwili powiedzieć. Puścił komedie. Oglądaliśmy ją, bawiliśmy się super. Była pierwsza zrobiłam się troszkę śpiąca, gdy popatrzyłam na Thomasa on już spał. Położyłam się głową w stronę ściany i zamknęłam oczy.
***
Poczułam lekkie szturchanie w ramię. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Thomasa, rozejrzałam się po pokoju. Myślałam żę to mi się tylko śniło, ale nie jednak to prawda. Nie wiedziałam czy mam się cieszyć czy smucić. Wstałam poszłam się przebrać. Na stole były dwa talerze a na nich jajka i bekon. Tommy popchnął mnie w stronę stołu i siadł na przeciwko.
-Smacznego- uśmiechnął się do mnie. Odzwajemniłam uśmiech i skinęłam głową.
-Zawodowy kucharz z ciebie!- powiedziałam delektując się pięknie pachnącym śniadaniem.
-A dzięki, uwielbiam gotować- wykrztusił popijając sokiem pomarańczowym. Mierząc jego mieszkanie dostrzegłam zegar.
-Co już jest jedenasta?!- mruknęłam zdziwieniem. Przytaknął, przyśpieszyłam jedząc śniadanie po czym wstałam i poleciałam po bluzę.
-Dzięki odzwięczę ci się jakoś za wszystko- powiedziałam przytulając go od tyłu i wyleciałam z mieszkania. Powoli otwierałam kluczem zamek aż w końcu otworzyła drzwi a w mieszkaniu zobaczyłam maszerującą w te i we te Vi obgryzającą paznokcie.
-SABRINA! NIGDY WIĘCEJ MI TAK NIE RÓB ROZUMIESZ?!- krzyknęła rzucając się na mnie i przytulając.
-Gdzieś ty była?! Wisisz mi za paznokcie! Wczoraj robiłam a już je ze stresu obgryzłam.- zaśmiała się ale nadal z poważną miną.
-Przepraszam Vi, masz raczej, tęsknie za tobą ale odkąd jest tu Michał ciągle spędzasz z nim czas, a nie chce stawać ci w drodzę do szczęścia.- powiedziałam kuląc głowę.
-To ja powinnam cie przeprosić, w końcu to ja zawaliłam.- powiedziała przykładając sobie do czoła rękę.
-Obie zawaliłyśmy- powiedziałam uśmiechając się do niej ona również go odwzajemniła.
-Opowiedz mi co to za Thomas?- powiedziała targając mnie na kanapę.
-Oh nie mogę znaleźć słów, jest idealny, tyle nas łączy. Ale ma dziewczyne... szmatę, ona nie zasługuje na niego biedny tylko się z nią męczy i cierpi. To właśnie on mnie przenocował, ja nie chciałam ale on nalegał.- powiedzałam uśmiechając się i patrząc w okno.
-O ty mała!- zaśmiała się.
-A ty ja z Michałem?- zapytałam przysiadając się bliżej niej.
-Opowiem ci jakbyś tam była oki? A więc słuchaj.- zaczeła mówić.
***
*Vera
Szliśmy z Michałem do parku. Wieczorem jest najładniej. Patrzyliśmy chwilę na mały staw, po czym ruszyłam w stronę małego pagórka, wolnego od drzew. Michał poszedł za mną. Położyłam się na wilgotnej trawie i popatrzyłam w gwiazdy. Michał podszedł i spojrzał na mnie, zasłaniając widok.
- Odsuń dupe. - zamachałam rękami i powietrzu. Zasmiał się i położył obok mnie.
- Lubisz patrzeć na gwiazdy? - zapytał.
- Uwielbiam. Mogłabym tak leżeć całą noc. - westchnęłam. Czułam jego obecność, chociaż w zasięgu wzroku były tylko gwiazdy. Słyszałam jego oddech, a mój własny przyśpieszał i gnał jak szalony, próbując wydostać się z piersi.
- Nie nudzi ci się to? - zadziwił się. Zamrugałam parę razy zanim odpowiedziałam.
- Nie. Nigdy. Lubię szukać gwiazdozbiorów. - podniosłam rękę ku górze i obrysowałam kształ kilku gwiazd. - Widzisz? To jest Wielki Wóz. A tam trochę dalej Mały Wóz. A to mój ulubiony, Bellatrix. - położyłam dłoń na brzuchu.
- Bellatrix? Z Harry'ego Pottera?
- Nie. Ale wydaje mi się, że imię Bellatrix pochodzi właśnie od tego gwiazdozbioru. - lekko przekrzywiłam głowę i przez chwilę studiowałam jego profil. Nie zauważył. Leżał dalej i patrzył w niebo, próbując odnaleźć wskazane przeze mnie gwiazdozbiory. Przekręcił głowę i spojrzał mi w oczy.
- Ten wóz to jest ten jakby latawiec, nie? - upewnił się. Pokiwałam głową. Zarumieniłam się i zwróciłam wzrok z powrotem w niebo. - Nigdy tego nie ogarnę.
- Ciężkie życie Youtubera. - parsknęłam. On również się zaśmiał i leżeliśmy chwilę w ciszy. - Zamieżasz dalej nagrywać?
- Oczywiście. Nie mogę tak po prostu pożucić kanału. - kątem oka zobaczyłam jak podnosi rękę, by poprawić włosy. Uwielbiam gdy to robi. Westchnęłam znów. - Może nagram parę vlogów z Londynu? Byłoby fajnie. - zamyślił się. - Wiesz, Stuu przyjeżdża do Polski, a ja jadę do Londynu. Taka wymiana. Ciekawe, czy czasem tu wpada? Fajnie by było go spotkać.
Spojrzałam w jego stronę. Tym razem zauważył.
- Tęsknisz? Nie myślisz czasem, że to był zły pomysł, by tu przyjeżdżać? - spoważniał. Zamyślił się na chwilę, spojrzał na swoje dłonie, po czym znów na mnie.
- Możliwe, ale nie mógłbym normalnie żyć, wiedząc że jesteś gdzieś w na końcu świata, zdana tylko na Sabrinę i Anglików.
- Eej, nie obrażaj mi tu mojej BFF. Zresztą Londyn to nie koniec świata.
- Jeżeli jesteś daleko, to jest koniec świata. - odparł. Uśmiechnęłam się, ale ckliwość nie dla mnie.
- Słaby tekst na podryw. Musisz się bardziej postarać. - zaśmiałam się i usiadłam. On też się wyszczerzył i założył dłonie pod głowę.
- Udajesz. Jestem zawodowym podrywaczem. - prychnęłam kpiąco.
- Ty? Ha ha ha. Niezłe. - spojrzał na mnie z ukosa. Podniósł się i popchnął mnie na trawę. Wylądowałam na plecach, a on oparł się łokciami po bokach mojej głowy. Zapomniałam o całym świecie, zapomniałam jak się mówi, wdech, wydech, wdech, wydech. Teraz były tylko jego oczy. Cały on, na tle cudownych gwiazd. Wspominałam, że niby nie jestem ckliwa? Chyba się myliłam. Zamrugałam parę razy. Wdech, wydech, wdech, wydech. Michał uśmiechnął się.
- I co teraz powiesz? Że niby nie jestem romantyczny? - chwilę próbowałam sobie przypomnieć jak się mówi.
- Tego nie powiedziałam. - wzruszyłam ramionami. Jeżeli mnie teraz pocałuje, to zejdę na zawał. Moje serce tłukło o żebra, a ja próbwałam tylko nie zapomnieć o oddychaniu i mruganiu.
- Ok. W takim razie pora wracać, nie? - podniósł się i podał mi rękę. Wstałam i otrzepałam tyłek z trawy. - Mam mokre spodnie na dupie. - mruknął. Parsknęłam.
- Powiem ci że.. nie ty jedyny. - zaśmiał się i trącił mnie łokciem.
- Kto pierwszy w domu? - zapytał. Pokiwałam ochoczo głową i ruszyliśmy biegiem z górki.
***
Oj rozgadała się dziewczyna, ale widziałam ja się cieszy więc słuchałam uważnie. Cały dzień spędziłyśmy w spa i u kosmetyczki. W końcu babski wieczór. Ale wciąż mam w głowie Thomasa.. Może i lepiej że mam go w głowie niż w sercu, chociaż chyba je już skradł. Zmęczona rozmyśleniami i plotkowaniem z Vi po przyjściu do domu odrazu położyłam się spać.
Rozdział 7
Tego ranka prawe jak zawsze wstałam o dziewiątej, ale co dziwne byłam wyspana. Wstałam rozciągając ręce i rozglądając się po pokoju. W prawym koncie leżały jeszcze mokre ubrania z wczoraj. Podeszłam do lusterka i zobaczyłam szopę zamiast włosów, spięłam je w koński kucyk i zmierzałam do łazienki gdy przed oczami przeleciał mi Michał który oczywiście, standardowo musiał iść wtedy kiedy ja. No cóż może przywyknę w końcu do tego skoro z nami mieszka. Podeszłam do lodówki wyciągając Truskawkowy jogurt i sięgając po płatki do szafki. To było moje dzisiejsze śniadanie, uznałam że zjem później coś na mieście. Puste opakowanie wyrzuciłam do kosza a po drodze włożyłam łyżeczkę do umywalki i ruszyłam w kierunku zajętej łazienki przez współlokatora.
-Rusz się!- krzyknęłam waląc pięścią w drzwi które aż zadrżały.
-Dobra dobra spokojnie.- powiedział otwierając łazienkę i pozwalając mi do niej wejść. Pierwsze co zrobiłam to umyłam zęby a potem swoje ciało oraz włosy. Na szczęście zanim wzięłam się do kąpieli wygoniłam go z łazienki, w końcu nie będę się z nim kąpać. Przebrałam się w czarne legginsy i poczesałam swoje ogniste rude włosy. Usłyszałam stukanie w okno, lekko przestraszona podeszłam i otworzyłam roletę. W oknie zobaczyłam Thomasa. Zupełnie się tego nie spodziewałam. Pokazał mi że mam wyjść na schody więc otworzyłam okno i poszłam usiąść koło niego patrząc przez zardzewiałą barierkę.
-Gdyby nie ubranie to bym pomyślał że jesteś częścią schodów.- zaśmiał się słodko patrząc mi w oczy.
-Też miło cię widzieć- uśmiechnęłam się sarkastycznie pierwsze patrząc w jego piękne brązowe oczy po czym obróciłam wzrok w stronę ulicy.
-Miałabyś ochotę się przejść na Bubbletea?- popatrzył się na mnie błagającym wzrokiem.
-O matko! jest tu to?! Uwielbiam, najlepszy napój jaki kiedykolwiek mogłam pić.-Wyleciała ze mnie radość jakiej dawno tu nie doświadczyłam.
-Hola hola, nie piłaś jeszcze mojej gorącej czekolady!- powiedział szturchając mnie za łokieć.
-Bo nie miałam jej jeszcze okazji spróbować.- odpowiedziałam zadziornym uśmiechem. Po czym obróciłam wzrok na niebo by zobaczyć pogodę. Niebo było błękitne praktycznie bezchmurne, słoneczko nieźle dogrzewało.
-To może zrobimy tak, zabiorę cię na Bubble potem przejdziemy się na lodowisko a na koniec wpadniesz spróbować mój specjał.- Powiedział wstając i podając mi rękę.
-No dobrze- uśmiechnęłam się łapiąc za rękę i podciągając się po czym gdy stałam prawie na równych nogach potknęłam się o słupek i poleciałam na Thomasa. Przez chwile nasze oczy patrzyły się na siebie jak gdyby nie było świata po za nami a nasze twarze było dość blisko siebie. Czułam się wspaniale ale jednak nie zręcznie więc szybko poprawiłam się upewniając że stoję już dobrze na dwóch nogach. Uśmiechnęłam się i poszłam do okna mówiąc- to za 15 minut pod blokiem.- po czym wróciłam do swojego pokoju, i zamknęłam okno. Thomas stał ciągle w miejscu patrząc się w moją stronę jeszcze przez jakieś pięć sekund po czym sam wszedł do swojego mieszkania. Szybko wygrzebałam z Szafy jakieś moje ulubione ubrania i dobrałam je do siebie, po czym założyłam. Kierując się do łazienki pomachałam Vi na przywitanie, i przy okazji zgarnęłam tusz do rzęs po drodze. W sumie zostało mi jeszcze pięć minut ale zaczęłam już ubierać buty i szykować bluzę.
-Znów gdzieś wychodzisz?- powiedziała Vera nie zbyt zadowolonym głosem.
-Tak idę z Thomasem na miasto.- uśmiechnęłam się biorąc drugiego buta do ręki.
-Kto to jest? Czemu o nim nie słyszałam? Czy to on ciągle buszuje w twoich myślach?- zapytała opierając się o kuchenny blad.
-Może tak, a może nie. To nie czas na przesłuchania.- Wypuściłam z siebie sarkastyczny uśmiech.
-Ej ale wróć dość wcześnie co?- krzyknęła jak tylko otworzyłam drzwi. Przytaknęłam i wyszłam kierując się schodami w dół do wyjścia z budynku. Thomas czekał już przy drzwiach, podeszłam do niego i ruszyliśmy.
***
-Poproszę Zieloną herbatę z posmakiem Truskawkowym i kuleczkami Liczi i truskawkowymi.- powiedziałam do przystojnego pracownika za ladą.
-Dwa razy.- Dorzucił Thomas. Ździwiłam się ale poszłam usiąść w dal budynku. Trzy minuty potem przyszedł z naszymi napojami i usiadł na przeciwko mnie.
-Też pijesz ten smak?- zapytał uśmiechając się i wciągając kuleczki przez słomkę.
-Od zawsze, po prostu uwielbiam go!- uśmiechnęłam się po czym powtórzyłam jego ruchy.
-Wybacz że zapytam, ale co z Annie?-wykrztusiłam patrząc na kubek od napoju.
-Umówiła się z Koleżanką na zakupy, znów.- powiedział rozglądając się po lokalu.
-Przykro mi. Próbowałeś z nią o tym porozmawiać?- zapytałam tym razem patrząc mu w oczy.
-A żeby to raz, nic, mówi się jak do słupa.- odpowiedział spoglądając lekkim wzrokiem.
-Gdzie jest to lodowisko?- zapytałam przerywając niezręczną cisze z mojej strony.
-Nie daleko, z jakieś trzy ulice dalej.- powiedział rozwalając kuleczkę o samu Liczi.
-Musisz wiedzieć, że ja kompletnie nie umiem jeździć. Na prawdę! Nie patrz się tak na mnie, mówie serio, nic nowego będzie jeśli dziś zaliczę glebę.- uśmiechnęłam się a on wybuchł śmiechem.
-Spokojnie, nie zaliczysz, na wszelki wypadek będę cie łapał. Przy okazji nauczę cię czegoś, ale wiesz sam nie jeżdżę idealnie.- mówił ciągle śmiejąc się. Po czym wziął nasze kubki i ruszyliśmy w stronę wyjścia pod drodzę wyrzucił je do kosza i chwile potem biegliśmy na tramwaj bo uznaliśmy że przejedziemy się nim. W końcu to tylko dwie czy tam trzy ulice dalej. Na nasze nieszczęście wsiadł kanar a my bez biletu. Był tłum ludzi więc łatwo było się wmieszać. Poczułam rękę Thomasa na mojej po czym szarpnął mnie delikatnie w stronę części wagonu którą kanar już sprawdził. Wysiedliśmy na naszym przystanku na przeciwko wielkiej hali. Wchodząc do środka nadaj śmieliśmy się z grubszego kanara który najwyraźniej był ślepy bo nie zauważył jak przechodzimy obok niego. Wypożyczyliśmy sobie łyżwy i wjechaliśmy na lód. Thomas ruszał się po nim jakby się tam urodziła ja natomiast prawie zaliczyłam pierwszy upadek gdyby nie on. Złapał mnie z tyłu i postawił na równe łyży po czym złapał za obie ręce i zaczął jechać tyłem do drogi a przodem do mnie lekko mnie ciągnąc. Po chwili udało mi się wyrównać równowagę i mógł mnie puścić jednak tego nie zrobił. Trzymał mnie jeszcze przez jakieś dwa kółka i powoli puszczał ale ciągle jadąc obok mnie i asekurując żebym się nie wywaliła.
-Mówiłam że nie umiem jeździć.- parskęłam w jego stronę.
-Nie jest tak źle, wystarczyło ci kilka sekund.- powiedział z uśmiechem na twarzy. Na lodowisku roiło się od ludzi którzy nie umieją jeździć i tych piratów lodowych. Jedne z takich jechał tak szybko że nie mnie chyba nie zauważył i dość mocno popchnął mnie tak że upadłam na ziemie, ze strachu złapałam za rękę Thomasa który również się wywalił ale wylądował na mnie. I tu znów nasze oczy spotkały się tym razem na dłużej. To dziwne, leżałam na zimnym lodzie a jednak było mi ciepło, czułam się tak bezpiecznie z nim. Scena była jak z jakiegoś romantycznego filmu. Niestety przerwała ją Annie. Thomas usłyszał jej głos i od razu wstał podciągając szybko mnie. Rozejrzał się po lodowisku aż w końcu znalazł ją wzrokiem. Na jego ustach pojawił się smutek bo zobaczył przy niej ,,Stana'' z tego co usłychałam z jego mamrotania. Podjechali zupełnie nie świadomie do nas i gdy Annie go zobaczyła zrobiła się cała czerwona. Thomas jeszcze chwilkę patrzył się na nią po czym wyszedł z lodowiska. Ruszyłam z nim.
-Co ty tu robisz z moim chłopakiem?- zapytała chwytając mnie za rękę.
-Miałaś mi się więcej koło niego nie kręcić- warknęła.
-Tylko że to nie ja okłamałam swojego chłopaka że wychodzę z przyjaciółką na zakupy a tym czasem chodzę po mieście z jakiś kolesiem.- powiedziałam wyszarpując swoją rękę z jej uścisku po czym pojechałam szybko za Thomasem. Chłopak siedział załamany na ławce obok szafek.
-Thomas..
-Nie mów do mnie Thomas... Tommy. Proszę.- przerwał mi zanim zdrzążyłam powiedzieć drugie słowo.
-Dobrze Tommy. Nie wiem co mam ci powiedzieć, jak pocieszyć. Chodź pójdziemy do domu, odpoczniesz sobie bo nie jesteś w stanie na razie nic zrobić.- powiedziałam po czym przebrałam łyżwy złapałam go pod pachę i zaprowadziłam pod mieszkanie.
***
-Wróciłam Vi!- krzyknęłam wchodząc do mieszkania.
-Miałaś wrócić wcześniej, mam tego dość!- wydarła się po mnie i pokazała Michałowi że ma iść do niej do pokoju.
-Spokojnie.- odpowiedziałam zmierzając do kuchni.
-Ja mam być spokojna?! To ty ciągle się szlajasz po mieście z sowimi znajomymi, nie masz czasu dla starej przyjaciółki, nic mi nie mówisz. Chociażby o Thomasie.- oparła się o blad.
-Vi ale..
-Idź stąd, nie chcę cię widzieć.- Powiedziała, łzy spłynęły mi po oczach po czym odwróciłam się i trzasłam drzwiami wychodząc.
-Rusz się!- krzyknęłam waląc pięścią w drzwi które aż zadrżały.
-Dobra dobra spokojnie.- powiedział otwierając łazienkę i pozwalając mi do niej wejść. Pierwsze co zrobiłam to umyłam zęby a potem swoje ciało oraz włosy. Na szczęście zanim wzięłam się do kąpieli wygoniłam go z łazienki, w końcu nie będę się z nim kąpać. Przebrałam się w czarne legginsy i poczesałam swoje ogniste rude włosy. Usłyszałam stukanie w okno, lekko przestraszona podeszłam i otworzyłam roletę. W oknie zobaczyłam Thomasa. Zupełnie się tego nie spodziewałam. Pokazał mi że mam wyjść na schody więc otworzyłam okno i poszłam usiąść koło niego patrząc przez zardzewiałą barierkę.
-Gdyby nie ubranie to bym pomyślał że jesteś częścią schodów.- zaśmiał się słodko patrząc mi w oczy.
-Też miło cię widzieć- uśmiechnęłam się sarkastycznie pierwsze patrząc w jego piękne brązowe oczy po czym obróciłam wzrok w stronę ulicy.
-Miałabyś ochotę się przejść na Bubbletea?- popatrzył się na mnie błagającym wzrokiem.
-O matko! jest tu to?! Uwielbiam, najlepszy napój jaki kiedykolwiek mogłam pić.-Wyleciała ze mnie radość jakiej dawno tu nie doświadczyłam.
-Hola hola, nie piłaś jeszcze mojej gorącej czekolady!- powiedział szturchając mnie za łokieć.
-Bo nie miałam jej jeszcze okazji spróbować.- odpowiedziałam zadziornym uśmiechem. Po czym obróciłam wzrok na niebo by zobaczyć pogodę. Niebo było błękitne praktycznie bezchmurne, słoneczko nieźle dogrzewało.
-To może zrobimy tak, zabiorę cię na Bubble potem przejdziemy się na lodowisko a na koniec wpadniesz spróbować mój specjał.- Powiedział wstając i podając mi rękę.
-No dobrze- uśmiechnęłam się łapiąc za rękę i podciągając się po czym gdy stałam prawie na równych nogach potknęłam się o słupek i poleciałam na Thomasa. Przez chwile nasze oczy patrzyły się na siebie jak gdyby nie było świata po za nami a nasze twarze było dość blisko siebie. Czułam się wspaniale ale jednak nie zręcznie więc szybko poprawiłam się upewniając że stoję już dobrze na dwóch nogach. Uśmiechnęłam się i poszłam do okna mówiąc- to za 15 minut pod blokiem.- po czym wróciłam do swojego pokoju, i zamknęłam okno. Thomas stał ciągle w miejscu patrząc się w moją stronę jeszcze przez jakieś pięć sekund po czym sam wszedł do swojego mieszkania. Szybko wygrzebałam z Szafy jakieś moje ulubione ubrania i dobrałam je do siebie, po czym założyłam. Kierując się do łazienki pomachałam Vi na przywitanie, i przy okazji zgarnęłam tusz do rzęs po drodze. W sumie zostało mi jeszcze pięć minut ale zaczęłam już ubierać buty i szykować bluzę.
-Znów gdzieś wychodzisz?- powiedziała Vera nie zbyt zadowolonym głosem.
-Tak idę z Thomasem na miasto.- uśmiechnęłam się biorąc drugiego buta do ręki.
-Kto to jest? Czemu o nim nie słyszałam? Czy to on ciągle buszuje w twoich myślach?- zapytała opierając się o kuchenny blad.
-Może tak, a może nie. To nie czas na przesłuchania.- Wypuściłam z siebie sarkastyczny uśmiech.
-Ej ale wróć dość wcześnie co?- krzyknęła jak tylko otworzyłam drzwi. Przytaknęłam i wyszłam kierując się schodami w dół do wyjścia z budynku. Thomas czekał już przy drzwiach, podeszłam do niego i ruszyliśmy.
***
-Poproszę Zieloną herbatę z posmakiem Truskawkowym i kuleczkami Liczi i truskawkowymi.- powiedziałam do przystojnego pracownika za ladą.
-Dwa razy.- Dorzucił Thomas. Ździwiłam się ale poszłam usiąść w dal budynku. Trzy minuty potem przyszedł z naszymi napojami i usiadł na przeciwko mnie.
-Też pijesz ten smak?- zapytał uśmiechając się i wciągając kuleczki przez słomkę.
-Od zawsze, po prostu uwielbiam go!- uśmiechnęłam się po czym powtórzyłam jego ruchy.
-Wybacz że zapytam, ale co z Annie?-wykrztusiłam patrząc na kubek od napoju.
-Umówiła się z Koleżanką na zakupy, znów.- powiedział rozglądając się po lokalu.
-Przykro mi. Próbowałeś z nią o tym porozmawiać?- zapytałam tym razem patrząc mu w oczy.
-A żeby to raz, nic, mówi się jak do słupa.- odpowiedział spoglądając lekkim wzrokiem.
-Gdzie jest to lodowisko?- zapytałam przerywając niezręczną cisze z mojej strony.
-Nie daleko, z jakieś trzy ulice dalej.- powiedział rozwalając kuleczkę o samu Liczi.
-Musisz wiedzieć, że ja kompletnie nie umiem jeździć. Na prawdę! Nie patrz się tak na mnie, mówie serio, nic nowego będzie jeśli dziś zaliczę glebę.- uśmiechnęłam się a on wybuchł śmiechem.
-Spokojnie, nie zaliczysz, na wszelki wypadek będę cie łapał. Przy okazji nauczę cię czegoś, ale wiesz sam nie jeżdżę idealnie.- mówił ciągle śmiejąc się. Po czym wziął nasze kubki i ruszyliśmy w stronę wyjścia pod drodzę wyrzucił je do kosza i chwile potem biegliśmy na tramwaj bo uznaliśmy że przejedziemy się nim. W końcu to tylko dwie czy tam trzy ulice dalej. Na nasze nieszczęście wsiadł kanar a my bez biletu. Był tłum ludzi więc łatwo było się wmieszać. Poczułam rękę Thomasa na mojej po czym szarpnął mnie delikatnie w stronę części wagonu którą kanar już sprawdził. Wysiedliśmy na naszym przystanku na przeciwko wielkiej hali. Wchodząc do środka nadaj śmieliśmy się z grubszego kanara który najwyraźniej był ślepy bo nie zauważył jak przechodzimy obok niego. Wypożyczyliśmy sobie łyżwy i wjechaliśmy na lód. Thomas ruszał się po nim jakby się tam urodziła ja natomiast prawie zaliczyłam pierwszy upadek gdyby nie on. Złapał mnie z tyłu i postawił na równe łyży po czym złapał za obie ręce i zaczął jechać tyłem do drogi a przodem do mnie lekko mnie ciągnąc. Po chwili udało mi się wyrównać równowagę i mógł mnie puścić jednak tego nie zrobił. Trzymał mnie jeszcze przez jakieś dwa kółka i powoli puszczał ale ciągle jadąc obok mnie i asekurując żebym się nie wywaliła.
-Mówiłam że nie umiem jeździć.- parskęłam w jego stronę.
-Nie jest tak źle, wystarczyło ci kilka sekund.- powiedział z uśmiechem na twarzy. Na lodowisku roiło się od ludzi którzy nie umieją jeździć i tych piratów lodowych. Jedne z takich jechał tak szybko że nie mnie chyba nie zauważył i dość mocno popchnął mnie tak że upadłam na ziemie, ze strachu złapałam za rękę Thomasa który również się wywalił ale wylądował na mnie. I tu znów nasze oczy spotkały się tym razem na dłużej. To dziwne, leżałam na zimnym lodzie a jednak było mi ciepło, czułam się tak bezpiecznie z nim. Scena była jak z jakiegoś romantycznego filmu. Niestety przerwała ją Annie. Thomas usłyszał jej głos i od razu wstał podciągając szybko mnie. Rozejrzał się po lodowisku aż w końcu znalazł ją wzrokiem. Na jego ustach pojawił się smutek bo zobaczył przy niej ,,Stana'' z tego co usłychałam z jego mamrotania. Podjechali zupełnie nie świadomie do nas i gdy Annie go zobaczyła zrobiła się cała czerwona. Thomas jeszcze chwilkę patrzył się na nią po czym wyszedł z lodowiska. Ruszyłam z nim.
-Co ty tu robisz z moim chłopakiem?- zapytała chwytając mnie za rękę.
-Miałaś mi się więcej koło niego nie kręcić- warknęła.
-Tylko że to nie ja okłamałam swojego chłopaka że wychodzę z przyjaciółką na zakupy a tym czasem chodzę po mieście z jakiś kolesiem.- powiedziałam wyszarpując swoją rękę z jej uścisku po czym pojechałam szybko za Thomasem. Chłopak siedział załamany na ławce obok szafek.
-Thomas..
-Nie mów do mnie Thomas... Tommy. Proszę.- przerwał mi zanim zdrzążyłam powiedzieć drugie słowo.
-Dobrze Tommy. Nie wiem co mam ci powiedzieć, jak pocieszyć. Chodź pójdziemy do domu, odpoczniesz sobie bo nie jesteś w stanie na razie nic zrobić.- powiedziałam po czym przebrałam łyżwy złapałam go pod pachę i zaprowadziłam pod mieszkanie.
***
-Wróciłam Vi!- krzyknęłam wchodząc do mieszkania.
-Miałaś wrócić wcześniej, mam tego dość!- wydarła się po mnie i pokazała Michałowi że ma iść do niej do pokoju.
-Spokojnie.- odpowiedziałam zmierzając do kuchni.
-Ja mam być spokojna?! To ty ciągle się szlajasz po mieście z sowimi znajomymi, nie masz czasu dla starej przyjaciółki, nic mi nie mówisz. Chociażby o Thomasie.- oparła się o blad.
-Vi ale..
-Idź stąd, nie chcę cię widzieć.- Powiedziała, łzy spłynęły mi po oczach po czym odwróciłam się i trzasłam drzwiami wychodząc.
wtorek, 17 marca 2015
Rozdział 6
Słysze grzmot w drzwi wejściowe do naszego mieszkania. Czekam chwile może Vi albo Michał otworzą, ale nic musiałam wstać i dowlec się do drzwi. Otworzyłam je cała zaspana i ukazał się przed mną Dylan.
-Witaj śpiąca królewno- powiedział wchodząc do mieszkania.
-Co robisz tu tak wcześnie? zwariowałeś? jest piąta nad ranem a po za tym ciszej bo obudzisz wszystkich. Krzyknęłam po cichu zamykając drzwi.
-Przyszedłem tak wcześnie bo mam sprawę ale musisz się pierwsze ogarnąć a wiem że dziewczyną trzeba dużo czasu na przygotowanie się do wyjścia więc szybciutko ruszaj do łazienki myć włosy a ja zrobię ci śniadanie. Mam nadzieje że lubisz tosty. No co tu jeszcze stoisz idź myć ten łeb!- rozgadał się po czym wskazał ręką na drzwi do łazienki. Oszołomiona poszłam do wskazanego mi miejsca i zrobiłam to co kazał. Zanim on się uporał z tostem ja już umyłam rude włosy i pomalowałam twarz po czym poszłam się ubrać. Ubrałam się podobnie jak ostatnio, te same marmurkowe spodnie z kokardkami po bokach i bluzkę tylko że Białą z nadrukiem Nike.
-Długo mam jeszcze czekać na te śniadanie?- zaśmiałam się siadając przy stole i wkładając słomkę do kartonika z soczkiem.
-Ej to mój soczek, ah niech ci będzie wypij se go.- machnął ręką i podał mi tosty.
-Zostały nam dwie godziny do ósmej. Po co tak wcześnie mnie wyrwałeś z łóżka?- zapytałam gryząc przypieczoną kanapkę z serem.
-Bo musimy być tam na szóstą. - powiedział nalewając wody do szklanki. Zdziwiłam się no ale cóż to nie ja ustalam a że chce mnie tam wziąść to nie powinnam się odzywać w końcu zobaczę Thomasa. Nie wiem czemu cieszyłam się za każdym razem kiedy go zobaczę a jeszcze bardziej jego niezwykły uśmiech. Dylan wstał i złapał mnie za rękę po czym wziął moją kurtkę i podał buty.
-Pośpiesz się im wcześniej tym lepiej!- powiedział po czym wyszedł z domu. Włożyłam buty i skierowałam się do wyjścia z budynku zamykając Vi i Michała na klucz. Popędziłam za nim do Auta po czym włożyłam słuchawki do uszu i siadłam patrząc jak pięknie wygląda Londyn rankiem. Po jakiś trzydziestu minutach byliśmy na miejscu.
-I co teraz? zamknięte?- zapytałam pokazując na drzwi.
-Idziemy innym wejściem.-po czym ruszył w dal budynku.-Jesteśmy tu tak wcześnie dlatego, że przychodzą tu potem osoby i chcą zrobić sobie z nami zdjęcie, a my nie mamy czasu, bardzo chcielibyśmy również zrobić z nimi sobie zdjęcie ale producent powiedział że tak będzie lepiej. - Zdziwiłam się odpowiedzią Dylana.. to tak jakby nie on! Może jakiś duch go opętał? nie wiem.. w sumie nie dziwie im się, rozwrzeszczane nastolatki nie dały by im dojść do drzwi planu.
-Wiesz że prędzej czy później skapną się że jesteście tu wcześniej i zaczną tu przychodzić o tej samej porze co wy?- powiedziałam patrząc na Dylana.
-No to pewnie będziemy musieli tu spać- Roześmiał się a ja razem z nim, o tak wrócił stary Dylan.
Weszliśmy w końcu do środka po czym wziął mi kurtkę i odwiesił na wieszak i kiwnął głową w stronę garderoby. Ruszyłam w jej stronę po czym zobaczyłam Kaye i od razu zboczyłam z kursu przerzucając się na drogę która prowadziła do niej.
-Ooo no Witaj!-Przytuliła mnie po czym podała talerz z ciasteczkami. Wzięłam jedno i ruszyłam do Dylana. Wbiłam mu do garderoby jak do swojego pokoju po czym położyłam się na kanapie i można powiedzieć że się zdrzemnęłam na jakieś pięć minut bo obudził mnie trzask wywalonego kwiatka przez małego Chucka. Siadłam podpierając ręką głowę i spoglądając na niezdarę.
-Cześć, wybacz nie chciałem cie obudzić po prostu Dylan prosił mnie żebym cie poszukał bo mu się gdzieś straciłaś- powiedział cały zaczerwieniony. Uśmiechnęłam się do niego i wstałam z kanapy.
-A więc prowadź- zerknęłam na małego aby szedł pierwszy. Po chwili znalazłam się na planie gdzie Był Lee, Will, Kaya, Dylan i oczywiście Thomas. Pierwszą osobą na którą spojrzałam to był właśnie on. Zobaczyłam jak jego oczy się przejaśniły gdy tylko mnie zobaczył i od razu na jego twarzy pojawił mu się lekki uśmiech, więc i ja się uśmiechnęłam odwracając wzrok w stronę Lee i zmierzając do nich by się przywitać. Gdy doszłam do Thomasa akurat przyleciała jego dziewczyna porywając go.
-Tommi muszę iść do domu, obiecałam koleżance pojechać z nią na zakupy bo ona ma okropny gust.- powiedziała z uśmiechem na twarzy.
-No okej..- powiedział spoglądając w tył na mnie po czym troszkę ze smutniał i pocałował ją w policzek. Wyleciała na swoich dziesięcio centymetrowych szpileczkach w miej niż pięć sekund.
Obrócił się po czym podszedł do mnie i się przywitał. Od razu po tym skierował się do ławki. Chwilkę siedział.
-Ej dosyć tego smutania! Jest piękny dzień.- powiedziałam siadając obok niego i popychając go lekko łokciem.
-Ehh, wiem piękny faktycznie, słońce w końcu wyszło zza chmur.- odpowiedział z głową spuszczoną w dół.
-W takim razie co się dzieje?- zapytałam spoglądając na niego.
-Annie. Woli iść sobie z koleżanką na zakupy niż być tu ze mną.- popatrzył na mnie ale po chwili znów spuścił głowę w dół.
-Wiesz dziewczyna czasami potrzebuje towarzystwa dziewczyn.- powiedziałam stając w jej obronie, w sumie sama nie wiem czemu.
-Tylko że to nie pierwszy raz..Chciałem ją zabrać na piknik do parku gdzie wyświetlali film, zgodziła się a jak przyjechaliśmy na miejsce uznała że idzie na basen z Katty.- wtedy jego wzrok zatrzymał się na mnie, a ja swój spuściłam. Przemilczałam to nie wiedząc co odpowiedzieć.
-Spokojnie nie musisz nic mi mówić, prawię się przyzwyczaiłem do tego.- odpowiedział wstawając i podając mi rękę. Chwyciłam się za nią po czym poczułam tak jakby kopnął mnie prąd i popatrzyłam mu w oczy, on mi też. Pomógł wstać, staliśmy na chwilkę patrząc sobie w oczy ale odwróciłam swój wzrok i poszłam w stronę Kayi.
-Hej wiedziałaś że Annie poszła sobie stad?- zapytałam.
-Nie pierwszy raz i pewnie nie ostatni. Nasze szczęście że sobie poszła.- Popatrzyła na mnie z uśmiechem a ja go odwzajemniłam. Obróciłam głowę przez ramie i mój wzrok powędrował w stronę Thomasa który od czasu do czasu również na mnie zaglądał. Czułam się dziwnie, ale jednak fajnie.
***
-Brina! Zbieramy się, chyba że chcesz iść piechotą.- zachichotał Dylan po czym rzucił mi kurtkę.
-W sumie to nie zły pomysł, śpieszy ci się? Ja bym się przeszła piechotą.- powiedziałam z uśmiechem patrząc się mu prosto w oczy.
-Na pewno? Ja się śpieszę, więc pojadę. Jak co to dzwoń żebym przyjechał po ciebie oki?- puścił oczko i pośpiesznie wsiadł do Auta. Ja natomiast spokojnym krokiem ruszyłam w stronę domu. Szłam koło pięknego jeziora, było na tyle ciepło że mogłabym się w nim wykąpać. Po chwili z tyłu usłyszałam kroki ale zignorowałam je jak zawsze. Były coraz bliżej i w końcu postanowiłam się obrócić, trzy metry od mnie szedł Thomas więc się zatrzymałam.
-Widzę że na piechotkę- parsknął po czym dołączył do mnie. Nie musiałam nic mówić wiedział jaka jest odpowiedź.
-Piękne jezioro! Szkoda że Vi tego nie widzi.- wydusiłam z siebie oczarowana tym miejscem.
-Cudownie prawda? Annie by się tu nie podobało, dlatego w takie miejsca chodzę sam.- popatrzył na jezioro.-Chodź pokarze ci moje ulubione miejsce!- wziął mnie pod ramię i opowiadał o tym miejscu, że przychodzi tu jak ma doła. Doszliśmy do ''jego miejscówki'' Było wprost pięknie. Widać było że można się tu kąpać.
-Miałeś racje, cudnie.- powiedziałam patrząc mu w oczy. Po chwili poczułam jego dotyk na moim ciele i oboje byliśmy w jeziorze.
-Ty idioto co to robisz?!- krzyknęłam cała mokra, zorientowałam się że nikogo nie ma i zaczełam krzyczeć ,,Thomas, Thomas gdzie jesteś?!''. Nie czułam tego ale podpłynął od tyłu i wciągnął mnie pod wodę. Wynurzyłam się odkrztuszając wodę z płuc i jak tylko zobaczyłam go nad powierzchnią wody od razu się na niego rzuciłam i zaczęłam topić. Dokuczaliśmy sobie tak przez jakieś pięć minut po czym usłyszeliśmy czyjeś kroki i głosy mówiące: ,,Słuchaj, ktoś tu jest'' po czym zobaczyliśmy zza krzaków strażnika, Thomas złapał mnie za rękę i wciągnął pod pomost. Strażnicy chodzili do po nim rozglądając się, a my schowani za słupkami uśmiechaliśmy się do siebie. ,,Johny tu nikogo nie ma, znów masz zwidy... Wracamy do środka'' powiedział troszkę grubszy mężczyzna w mundurze. Gdy znikli z horyzontu brązowooki wskoczył na pomost podając mi dłoń aby się stąd wydostać. Wykorzystałam okazję i wrzuciłam go do wody po czym znów zostałam pod nią wciągnięta.
-Dobra dość tej zabawy- powiedziałam opierając się o pomost. Thomas powtórzył ruch ale tym razem nie wrzuciłam go tylko wyszłam. Byliśmy cali mokrzy ale uśmiechnięci, na szczęście już się nie dąsał tylko uśmiechał. Szliśmy w stronę naszego mieszkania jeszcze jakieś dobre pół godziny. Przez ten czas dowiedziałam się wiele o nim o Annie, o Dylanie. Było mi zimno więc przykrył mnie swoją kurtką. Doszliśmy na miejsce, odprowadził mnie pod same drzwi w sumie miał po drodze. Oddałam mu kurtkę i podziękowałam również za dzisiejszy dzień. On tak samo, przytulił mnie na pożegnanie, i tak jakby nie chciał puścić. Czułam się w jego ramionach bezpieczna, też nie chciałam go puścić ale akurat wyszedł z mieszkania na przeciwko Dylan.
-O rzesz w mordę! Co wam się stało!- krzyknął oszołomiony. Obydwoje wybuchliśmy śmiechem po czym Thomas machnął głową w stronę swoich drzwi i zmierzył w ich kierunku.
-Dowiem się co żeście odwalili?- zapytał z krzywą miną.
-Ahh długo by opowiadać, kiedyś indziej, jestem zbyt zmęczona- powiedziałam przeciągając się i ziewając.
-I przemoczona.- uśmiechnął się, odzwajemniłam uśmiech i weszłam do domu pędząc od razu do łazienki by Vi nie widziała ale ku mojemu zdziwieniu ani jej ani Michała nie było w domu. Poszłam się przebrać rozmyślając nad tym co oni teraz robią. Vi nie poświęcała już mi tak dużo czasu jak kiedyś odkąd jest tu Rychlik. Zaczyna mi jej brakować, ale nie będę stawać na drodze do jej szczęścia. Zapaliłam małe światełko i poszłam do okna je zamknąć, skusiło mnie by zobaczyć w okno sąsiada i zobaczyłam tam Thomasa, pomachał mi uśmiechając się, ja podniosłam ręce do góry po roletę i również się uśmiechnęłam po czym ją zasłoniłam i ruszyłam w stronę łóżka by położyć się spać po męczącym chociaż bardzo ale to bardzo przyjemnym dniu.
-Witaj śpiąca królewno- powiedział wchodząc do mieszkania.
-Co robisz tu tak wcześnie? zwariowałeś? jest piąta nad ranem a po za tym ciszej bo obudzisz wszystkich. Krzyknęłam po cichu zamykając drzwi.
-Przyszedłem tak wcześnie bo mam sprawę ale musisz się pierwsze ogarnąć a wiem że dziewczyną trzeba dużo czasu na przygotowanie się do wyjścia więc szybciutko ruszaj do łazienki myć włosy a ja zrobię ci śniadanie. Mam nadzieje że lubisz tosty. No co tu jeszcze stoisz idź myć ten łeb!- rozgadał się po czym wskazał ręką na drzwi do łazienki. Oszołomiona poszłam do wskazanego mi miejsca i zrobiłam to co kazał. Zanim on się uporał z tostem ja już umyłam rude włosy i pomalowałam twarz po czym poszłam się ubrać. Ubrałam się podobnie jak ostatnio, te same marmurkowe spodnie z kokardkami po bokach i bluzkę tylko że Białą z nadrukiem Nike.
-Długo mam jeszcze czekać na te śniadanie?- zaśmiałam się siadając przy stole i wkładając słomkę do kartonika z soczkiem.
-Ej to mój soczek, ah niech ci będzie wypij se go.- machnął ręką i podał mi tosty.
-Zostały nam dwie godziny do ósmej. Po co tak wcześnie mnie wyrwałeś z łóżka?- zapytałam gryząc przypieczoną kanapkę z serem.
-Bo musimy być tam na szóstą. - powiedział nalewając wody do szklanki. Zdziwiłam się no ale cóż to nie ja ustalam a że chce mnie tam wziąść to nie powinnam się odzywać w końcu zobaczę Thomasa. Nie wiem czemu cieszyłam się za każdym razem kiedy go zobaczę a jeszcze bardziej jego niezwykły uśmiech. Dylan wstał i złapał mnie za rękę po czym wziął moją kurtkę i podał buty.
-Pośpiesz się im wcześniej tym lepiej!- powiedział po czym wyszedł z domu. Włożyłam buty i skierowałam się do wyjścia z budynku zamykając Vi i Michała na klucz. Popędziłam za nim do Auta po czym włożyłam słuchawki do uszu i siadłam patrząc jak pięknie wygląda Londyn rankiem. Po jakiś trzydziestu minutach byliśmy na miejscu.
-I co teraz? zamknięte?- zapytałam pokazując na drzwi.
-Idziemy innym wejściem.-po czym ruszył w dal budynku.-Jesteśmy tu tak wcześnie dlatego, że przychodzą tu potem osoby i chcą zrobić sobie z nami zdjęcie, a my nie mamy czasu, bardzo chcielibyśmy również zrobić z nimi sobie zdjęcie ale producent powiedział że tak będzie lepiej. - Zdziwiłam się odpowiedzią Dylana.. to tak jakby nie on! Może jakiś duch go opętał? nie wiem.. w sumie nie dziwie im się, rozwrzeszczane nastolatki nie dały by im dojść do drzwi planu.
-Wiesz że prędzej czy później skapną się że jesteście tu wcześniej i zaczną tu przychodzić o tej samej porze co wy?- powiedziałam patrząc na Dylana.
-No to pewnie będziemy musieli tu spać- Roześmiał się a ja razem z nim, o tak wrócił stary Dylan.
Weszliśmy w końcu do środka po czym wziął mi kurtkę i odwiesił na wieszak i kiwnął głową w stronę garderoby. Ruszyłam w jej stronę po czym zobaczyłam Kaye i od razu zboczyłam z kursu przerzucając się na drogę która prowadziła do niej.
-Ooo no Witaj!-Przytuliła mnie po czym podała talerz z ciasteczkami. Wzięłam jedno i ruszyłam do Dylana. Wbiłam mu do garderoby jak do swojego pokoju po czym położyłam się na kanapie i można powiedzieć że się zdrzemnęłam na jakieś pięć minut bo obudził mnie trzask wywalonego kwiatka przez małego Chucka. Siadłam podpierając ręką głowę i spoglądając na niezdarę.
-Cześć, wybacz nie chciałem cie obudzić po prostu Dylan prosił mnie żebym cie poszukał bo mu się gdzieś straciłaś- powiedział cały zaczerwieniony. Uśmiechnęłam się do niego i wstałam z kanapy.
-A więc prowadź- zerknęłam na małego aby szedł pierwszy. Po chwili znalazłam się na planie gdzie Był Lee, Will, Kaya, Dylan i oczywiście Thomas. Pierwszą osobą na którą spojrzałam to był właśnie on. Zobaczyłam jak jego oczy się przejaśniły gdy tylko mnie zobaczył i od razu na jego twarzy pojawił mu się lekki uśmiech, więc i ja się uśmiechnęłam odwracając wzrok w stronę Lee i zmierzając do nich by się przywitać. Gdy doszłam do Thomasa akurat przyleciała jego dziewczyna porywając go.
-Tommi muszę iść do domu, obiecałam koleżance pojechać z nią na zakupy bo ona ma okropny gust.- powiedziała z uśmiechem na twarzy.
-No okej..- powiedział spoglądając w tył na mnie po czym troszkę ze smutniał i pocałował ją w policzek. Wyleciała na swoich dziesięcio centymetrowych szpileczkach w miej niż pięć sekund.
Obrócił się po czym podszedł do mnie i się przywitał. Od razu po tym skierował się do ławki. Chwilkę siedział.
-Ej dosyć tego smutania! Jest piękny dzień.- powiedziałam siadając obok niego i popychając go lekko łokciem.
-Ehh, wiem piękny faktycznie, słońce w końcu wyszło zza chmur.- odpowiedział z głową spuszczoną w dół.
-W takim razie co się dzieje?- zapytałam spoglądając na niego.
-Annie. Woli iść sobie z koleżanką na zakupy niż być tu ze mną.- popatrzył na mnie ale po chwili znów spuścił głowę w dół.
-Wiesz dziewczyna czasami potrzebuje towarzystwa dziewczyn.- powiedziałam stając w jej obronie, w sumie sama nie wiem czemu.
-Tylko że to nie pierwszy raz..Chciałem ją zabrać na piknik do parku gdzie wyświetlali film, zgodziła się a jak przyjechaliśmy na miejsce uznała że idzie na basen z Katty.- wtedy jego wzrok zatrzymał się na mnie, a ja swój spuściłam. Przemilczałam to nie wiedząc co odpowiedzieć.
-Spokojnie nie musisz nic mi mówić, prawię się przyzwyczaiłem do tego.- odpowiedział wstawając i podając mi rękę. Chwyciłam się za nią po czym poczułam tak jakby kopnął mnie prąd i popatrzyłam mu w oczy, on mi też. Pomógł wstać, staliśmy na chwilkę patrząc sobie w oczy ale odwróciłam swój wzrok i poszłam w stronę Kayi.
-Hej wiedziałaś że Annie poszła sobie stad?- zapytałam.
-Nie pierwszy raz i pewnie nie ostatni. Nasze szczęście że sobie poszła.- Popatrzyła na mnie z uśmiechem a ja go odwzajemniłam. Obróciłam głowę przez ramie i mój wzrok powędrował w stronę Thomasa który od czasu do czasu również na mnie zaglądał. Czułam się dziwnie, ale jednak fajnie.
***
-Brina! Zbieramy się, chyba że chcesz iść piechotą.- zachichotał Dylan po czym rzucił mi kurtkę.
-W sumie to nie zły pomysł, śpieszy ci się? Ja bym się przeszła piechotą.- powiedziałam z uśmiechem patrząc się mu prosto w oczy.
-Na pewno? Ja się śpieszę, więc pojadę. Jak co to dzwoń żebym przyjechał po ciebie oki?- puścił oczko i pośpiesznie wsiadł do Auta. Ja natomiast spokojnym krokiem ruszyłam w stronę domu. Szłam koło pięknego jeziora, było na tyle ciepło że mogłabym się w nim wykąpać. Po chwili z tyłu usłyszałam kroki ale zignorowałam je jak zawsze. Były coraz bliżej i w końcu postanowiłam się obrócić, trzy metry od mnie szedł Thomas więc się zatrzymałam.
-Widzę że na piechotkę- parsknął po czym dołączył do mnie. Nie musiałam nic mówić wiedział jaka jest odpowiedź.
-Piękne jezioro! Szkoda że Vi tego nie widzi.- wydusiłam z siebie oczarowana tym miejscem.
-Cudownie prawda? Annie by się tu nie podobało, dlatego w takie miejsca chodzę sam.- popatrzył na jezioro.-Chodź pokarze ci moje ulubione miejsce!- wziął mnie pod ramię i opowiadał o tym miejscu, że przychodzi tu jak ma doła. Doszliśmy do ''jego miejscówki'' Było wprost pięknie. Widać było że można się tu kąpać.
-Miałeś racje, cudnie.- powiedziałam patrząc mu w oczy. Po chwili poczułam jego dotyk na moim ciele i oboje byliśmy w jeziorze.
-Ty idioto co to robisz?!- krzyknęłam cała mokra, zorientowałam się że nikogo nie ma i zaczełam krzyczeć ,,Thomas, Thomas gdzie jesteś?!''. Nie czułam tego ale podpłynął od tyłu i wciągnął mnie pod wodę. Wynurzyłam się odkrztuszając wodę z płuc i jak tylko zobaczyłam go nad powierzchnią wody od razu się na niego rzuciłam i zaczęłam topić. Dokuczaliśmy sobie tak przez jakieś pięć minut po czym usłyszeliśmy czyjeś kroki i głosy mówiące: ,,Słuchaj, ktoś tu jest'' po czym zobaczyliśmy zza krzaków strażnika, Thomas złapał mnie za rękę i wciągnął pod pomost. Strażnicy chodzili do po nim rozglądając się, a my schowani za słupkami uśmiechaliśmy się do siebie. ,,Johny tu nikogo nie ma, znów masz zwidy... Wracamy do środka'' powiedział troszkę grubszy mężczyzna w mundurze. Gdy znikli z horyzontu brązowooki wskoczył na pomost podając mi dłoń aby się stąd wydostać. Wykorzystałam okazję i wrzuciłam go do wody po czym znów zostałam pod nią wciągnięta.
-Dobra dość tej zabawy- powiedziałam opierając się o pomost. Thomas powtórzył ruch ale tym razem nie wrzuciłam go tylko wyszłam. Byliśmy cali mokrzy ale uśmiechnięci, na szczęście już się nie dąsał tylko uśmiechał. Szliśmy w stronę naszego mieszkania jeszcze jakieś dobre pół godziny. Przez ten czas dowiedziałam się wiele o nim o Annie, o Dylanie. Było mi zimno więc przykrył mnie swoją kurtką. Doszliśmy na miejsce, odprowadził mnie pod same drzwi w sumie miał po drodze. Oddałam mu kurtkę i podziękowałam również za dzisiejszy dzień. On tak samo, przytulił mnie na pożegnanie, i tak jakby nie chciał puścić. Czułam się w jego ramionach bezpieczna, też nie chciałam go puścić ale akurat wyszedł z mieszkania na przeciwko Dylan.
-O rzesz w mordę! Co wam się stało!- krzyknął oszołomiony. Obydwoje wybuchliśmy śmiechem po czym Thomas machnął głową w stronę swoich drzwi i zmierzył w ich kierunku.
-Dowiem się co żeście odwalili?- zapytał z krzywą miną.
-Ahh długo by opowiadać, kiedyś indziej, jestem zbyt zmęczona- powiedziałam przeciągając się i ziewając.
-I przemoczona.- uśmiechnął się, odzwajemniłam uśmiech i weszłam do domu pędząc od razu do łazienki by Vi nie widziała ale ku mojemu zdziwieniu ani jej ani Michała nie było w domu. Poszłam się przebrać rozmyślając nad tym co oni teraz robią. Vi nie poświęcała już mi tak dużo czasu jak kiedyś odkąd jest tu Rychlik. Zaczyna mi jej brakować, ale nie będę stawać na drodze do jej szczęścia. Zapaliłam małe światełko i poszłam do okna je zamknąć, skusiło mnie by zobaczyć w okno sąsiada i zobaczyłam tam Thomasa, pomachał mi uśmiechając się, ja podniosłam ręce do góry po roletę i również się uśmiechnęłam po czym ją zasłoniłam i ruszyłam w stronę łóżka by położyć się spać po męczącym chociaż bardzo ale to bardzo przyjemnym dniu.
piątek, 13 marca 2015
Rozdział 5
Wstałam około jedenastej, to było dziwne bo zazwyczaj wstawałam o dziewiątej nawet z połową przespanej nocy. Pierwszą myślą która mi przyszła dziś to było- Co robi teraz Thomas? może jest z swoją dziewczyną, może śpi, nie wiem.- te myśli plątały mi się cały czas po głowie. Nie wiem dlaczego przecież znałam Thomasa tylko jeden dzień. Wstałam przeciągając się, po czym podeszłam do drzwi i wbiłam do kuchni kradnąc Michałowi tosta i zakradając się od tyłu do Vi, po chwili siadłam przy oknie wpatrując się w poranne miasto.
-Ej Brina o czym tak myślisz? Halo- wrzasnęła mi prosto do ucha.
-Przecież słyszę no.
-To co powiedziałam?- popatrzyła się na mnie tym swoim wzrokiem ,,mnie nie okłamiesz''. Uśmiechnęłam się do niej.
-No mów co jest!- siadła obok mnie również zerkając w okno.
-A co by miało być?- zapytałam udawając lekko zdziwiona tym pytaniem.
-Wiem że coś ukrywasz, ten twój uśmieszek nie często wita na twojej twarzy- szturchnęła mnie łokciem po czym wstała i poszła kończyć śniadanie. Hmm była za dziesięć dwunasta a ja nie miałam nic zrobionego i w sumie uznałam że dziś zrobię taki dzień luźniejszy. Poszłam ubrać się i umyć twarz po czym ubrałam buty a kurtkę wzięłam do ręki.
-Idę do księgarni.- powiedziałam nawet nie czekając na odpowiedź współlokatorów.
***
Księgarnia była ogromna, gdy weszłam przez wielkie metalowe drzwi po czym oczy z zdziwienia prawie mi wypadły. Była o sto kroć razy większa niż wyglądała z zewnątrz. Ruszyłam w kierunku książek fantastyczno-przygodowych. Rozglądałam się po pułkach po czym wreszcie zobaczyłam to czego szukałam nawet w Polsce! Nigdzie nie umiałam tego znaleźć,a tu proszę. Niestety książka była na wysokiej półce więc ja tam nie dosięgałam a wszystkie drabinki były zajęte. Czekając na zwolnienie się schodków szukałam innej książki która mogłaby mi się również spodobać. ''Niezgoda'' przeczytałam tytuł który mnie zaciekawił więc postanowiłam przyjrzeć się książce.
-Bum!- Odskoczyłam z strachu od regału, w dziurzę był schylony Thomas. Chłopak zaśmiał się swoim słodkim uśmiechem po czym obszedł cały dział i przyszedł do mnie.
-Co tu robisz?- popatrzył rozglądając się po szafkach pełnych książek.
-Czekam aż drabinka się zwolni by ściągnąć moją ulubioną książkę.- powiedziałam pokazując palcem na ''Igrzyska Śmierci: W Pierścieniu Ognia''. Po chwili trzymałam ją już w rękach, Thomas był tak wysoki że spokojnie mógł mi ją podać. Przytaknęłam głową po czym zwróciłam się w stronę kasy by kupić książkę.
-A ty co tu robisz?- zapytałam cichym głosem jakbym się czegoś bała, sama nie wiem dlaczego w taki sposób to wypowiedziałam no ale cóż.
-Jestem tu z Annie.- Powiedział patrząc mi się w oczy.
-Jakoś jej tu nie widzę.- Parskęłam śmiechem w jego stronę.
-Bo wiesz, Ona należy do tych co trzymają się od książek z daleka.- Odpowiedział pochylając głowę w dół.
-To co ty to robisz?- zapytałam oszołomiona.
-Kocham to miejsce, chciałem chociaż na chwilkę tutaj przyjść. A jeżeli chodzi o Annie to została na polu.- wyszeptał mi do ucha pierwszą część zdania.
-Ona jest Dziwna... znaczy przepraszam nie powinnam tego mówić- zaczerwieniłam się z wstydu. Nie wiem co mnie opętało że to z siebie wydusiłam.
-Spokojnie nie ty jedna tak myślisz.- Uśmiechnął się kładąc mi rękę na ramieniu jako znak że nic się nie stało. Nagle z końca Ogromnej biblioteki było słychać piskliwy głosik.
-Tommi!- to była Annie której nie w sposób było nie zauważyć.
-Chodź stąd już no wiesz że nie lubię tego okropnego miejsca- Zerkęła niewinnym wzrokiem na Thomasa i pociągnęła go w stronę drzwi po czym obróciła się do mnie i popatrzyła jakbym zabiła jej całą rodzinę. Jedyną okropną rzeczą w tym miejscu była ona.
-Do zobaczenia jutro! Mam nadzieje że pojawisz się u nas na planie!- Krzyknął Thomas do mnie, odwróciłam się by kupić książkę i jeszcze raz oglądając się po całej Księgarni ruszyłam w kierunku Domu.
***
-Vi patrz co mam!- Wleciałam do domu niczym torpeda.
-O Matko czy to o czym myślę?!- Ucieszyła się tak mocno jak ja! Ustaliłyśmy że to ja przeczytam ją pierwsza bo Ona nie skończyła jeszcze swojej książki. Rozebrałam się i poszłam w stronę pokoju.
-Ej Brina, był u ciebie Dylan. kazał przekazać ze jak chcesz z nim jechać jutro na plan to musisz być gotowa na ósmą.- Uśmiechnął się do mnie Michał i z powrotem wrócił do czytania komiksu. O matko, ta księgarnia tak mnie pochłonęła że zupełnie zapomniałam o czasie. Była już dwudziesta. Ubrałam się znów w luźne ubrania po czym wzięłam koc i poszłam usiąść na materac na metalowych schodach. Czytałam tam dzisiaj kupioną książkę. Byłam gdzieś w połowie kiedy zobaczyłam jak Thomas wychodzi na schody i opiera się rękami o barierkę.
-Piękne niebo jest dziś prawda?- zapytał się mnie.
-Każde niebo jest piękne, nawet te zasłonięte chmurami.- odpowiedziałam odkładając książkę na bok. Chłopak patrzył jeszcze na chwilkę na niebo po czym podszedł do materaca i siadł obok mnie.
-Co ty tu jeszcze robisz jest późna pora- popatrzył się i powiedział spokojnym głosem.
-Troszkę się zaczytałam. Która jest godzina?- zapytałam szukając telefonu po kieszeniach ale na marne bo najwidoczniej zostawiłam go w domu.
-Pierwsza w nocy.
-Coo już? a ty co tak późno do domu wracasz? Gdzie się bawiłeś?- uśmiechnęłam się popychając go lekko w bok.
-Byłem u Annie, siedziałem z jej rodzinami. To jest jakiś koszmar na prawdę!- powiedział.
-Alee przesadzasz, nie może być aż tak źle!- powiedziałam spoglądając w gwiazdy.
-Źle to na prawdę małe określenie, chyba nie chciałabyś siedzieć w śród osób które co chwilę mówią ile to nie wydali dziś pieniędzy i zwracali się ,,No Drogi Thomasie może napijesz się czegoś mocniejszego?''- Wybuchnął śmiechem a ja razem z nim.
-Wiesz fajnie mi się z tobą rozmawia mimo że znamy się dopiero dwa dni!- Powiedział opierając się o ścianę.
-Czuje że mogę ci ufać mimo tak krótkiego czasu spędzonego razem.- Obrócił głowę w moją stronę, popatrzyłam mu się w oczy po czym obróciłam głowę z uśmiechem.
-Mi z tobą też- odparłam troszkę smutnym głosem.
-Mogę ci coś powiedzieć? Tak wiesz w sekrecie...- nachylił głowę nad moją i szepnął do ucha. Przytaknęłam.
-Czasami lubię po wspinać się na drzewa.- uśmiechnął się do mnie.
-I to ma być ten sekret? Przecież łażenie po drzewach jest naturalne!- uśmiechnęłam się biorąc do ręki telefon Thomasa który na wygaszaczu miał zdjęcie z Annie. Coś mnie ukuło w serduszku.
-Troszkę już późno, zostałabym dłużej ale jutro muszę rano wstać. A zresztą jeśli się nie mylę to jedziesz jutro nagrywać dalej film więc też zmykaj spać.- Powiedziałam wstawając i biorąc swoją książkę razem z kocem po czym weszłam przez okno tak jak Thomas.
-Ej ale będziesz jutro na planie prawda?- spojrzał na mnie przez metalowe schodki. Uśmiechnęłam się i zamknełam okno po czym od razu poszłam spać nastawiając budzik na godzinę siódmą.
***Sabrina***
Coś w nim było, coś takiego czego jeszcze nie umiałam rozgryźć. Coś co mnie przyciągało do niego bardziej niż do Dylana. Ten szczery uśmiech z białymi zębami? Może jego duże brązowe oczy? A może oryginalny charakter? Nie wiem, ale miał w sobie to coś i mam zamiar dowiedzieć się co to jest. Nie mogę uporządkować myśli bo ciągle wchodzi w nie Thomas. Mam nadzieje że jednak nie zakocham się w nim, przecież ma dziewczynę! Jestem zbyt zmęczona muszę iść spać, Rano jest nowy dzień.
***Thomas***
Znam ją od dwóch dni,a czuję jakbym znał ją całe życie, czuję że mogę jej ufać. To dziwne. Jest dziewczyną tajemniczą, nigdy jeszcze takiej nie spotkałem. Jej zadziorny uśmiech mówił wszystko ale za razem nic. Nasze języki rozumieją się bez słów. Rzadko kiedy spotykam takie osoby, w sumie ona jest pierwsza. Dlaczego akurat ona? Nie wiem, muszę się przespać i przestać o niej myśleć, w końcu mam wspaniałą dziewczynę.
-Ej Brina o czym tak myślisz? Halo- wrzasnęła mi prosto do ucha.
-Przecież słyszę no.
-To co powiedziałam?- popatrzyła się na mnie tym swoim wzrokiem ,,mnie nie okłamiesz''. Uśmiechnęłam się do niej.
-No mów co jest!- siadła obok mnie również zerkając w okno.
-A co by miało być?- zapytałam udawając lekko zdziwiona tym pytaniem.
-Wiem że coś ukrywasz, ten twój uśmieszek nie często wita na twojej twarzy- szturchnęła mnie łokciem po czym wstała i poszła kończyć śniadanie. Hmm była za dziesięć dwunasta a ja nie miałam nic zrobionego i w sumie uznałam że dziś zrobię taki dzień luźniejszy. Poszłam ubrać się i umyć twarz po czym ubrałam buty a kurtkę wzięłam do ręki.
-Idę do księgarni.- powiedziałam nawet nie czekając na odpowiedź współlokatorów.
***
Księgarnia była ogromna, gdy weszłam przez wielkie metalowe drzwi po czym oczy z zdziwienia prawie mi wypadły. Była o sto kroć razy większa niż wyglądała z zewnątrz. Ruszyłam w kierunku książek fantastyczno-przygodowych. Rozglądałam się po pułkach po czym wreszcie zobaczyłam to czego szukałam nawet w Polsce! Nigdzie nie umiałam tego znaleźć,a tu proszę. Niestety książka była na wysokiej półce więc ja tam nie dosięgałam a wszystkie drabinki były zajęte. Czekając na zwolnienie się schodków szukałam innej książki która mogłaby mi się również spodobać. ''Niezgoda'' przeczytałam tytuł który mnie zaciekawił więc postanowiłam przyjrzeć się książce.
-Bum!- Odskoczyłam z strachu od regału, w dziurzę był schylony Thomas. Chłopak zaśmiał się swoim słodkim uśmiechem po czym obszedł cały dział i przyszedł do mnie.
-Co tu robisz?- popatrzył rozglądając się po szafkach pełnych książek.
-Czekam aż drabinka się zwolni by ściągnąć moją ulubioną książkę.- powiedziałam pokazując palcem na ''Igrzyska Śmierci: W Pierścieniu Ognia''. Po chwili trzymałam ją już w rękach, Thomas był tak wysoki że spokojnie mógł mi ją podać. Przytaknęłam głową po czym zwróciłam się w stronę kasy by kupić książkę.
-A ty co tu robisz?- zapytałam cichym głosem jakbym się czegoś bała, sama nie wiem dlaczego w taki sposób to wypowiedziałam no ale cóż.
-Jestem tu z Annie.- Powiedział patrząc mi się w oczy.
-Jakoś jej tu nie widzę.- Parskęłam śmiechem w jego stronę.
-Bo wiesz, Ona należy do tych co trzymają się od książek z daleka.- Odpowiedział pochylając głowę w dół.
-To co ty to robisz?- zapytałam oszołomiona.
-Kocham to miejsce, chciałem chociaż na chwilkę tutaj przyjść. A jeżeli chodzi o Annie to została na polu.- wyszeptał mi do ucha pierwszą część zdania.
-Ona jest Dziwna... znaczy przepraszam nie powinnam tego mówić- zaczerwieniłam się z wstydu. Nie wiem co mnie opętało że to z siebie wydusiłam.
-Spokojnie nie ty jedna tak myślisz.- Uśmiechnął się kładąc mi rękę na ramieniu jako znak że nic się nie stało. Nagle z końca Ogromnej biblioteki było słychać piskliwy głosik.
-Tommi!- to była Annie której nie w sposób było nie zauważyć.
-Chodź stąd już no wiesz że nie lubię tego okropnego miejsca- Zerkęła niewinnym wzrokiem na Thomasa i pociągnęła go w stronę drzwi po czym obróciła się do mnie i popatrzyła jakbym zabiła jej całą rodzinę. Jedyną okropną rzeczą w tym miejscu była ona.
-Do zobaczenia jutro! Mam nadzieje że pojawisz się u nas na planie!- Krzyknął Thomas do mnie, odwróciłam się by kupić książkę i jeszcze raz oglądając się po całej Księgarni ruszyłam w kierunku Domu.
***
-Vi patrz co mam!- Wleciałam do domu niczym torpeda.
-O Matko czy to o czym myślę?!- Ucieszyła się tak mocno jak ja! Ustaliłyśmy że to ja przeczytam ją pierwsza bo Ona nie skończyła jeszcze swojej książki. Rozebrałam się i poszłam w stronę pokoju.
-Ej Brina, był u ciebie Dylan. kazał przekazać ze jak chcesz z nim jechać jutro na plan to musisz być gotowa na ósmą.- Uśmiechnął się do mnie Michał i z powrotem wrócił do czytania komiksu. O matko, ta księgarnia tak mnie pochłonęła że zupełnie zapomniałam o czasie. Była już dwudziesta. Ubrałam się znów w luźne ubrania po czym wzięłam koc i poszłam usiąść na materac na metalowych schodach. Czytałam tam dzisiaj kupioną książkę. Byłam gdzieś w połowie kiedy zobaczyłam jak Thomas wychodzi na schody i opiera się rękami o barierkę.
-Piękne niebo jest dziś prawda?- zapytał się mnie.
-Każde niebo jest piękne, nawet te zasłonięte chmurami.- odpowiedziałam odkładając książkę na bok. Chłopak patrzył jeszcze na chwilkę na niebo po czym podszedł do materaca i siadł obok mnie.
-Co ty tu jeszcze robisz jest późna pora- popatrzył się i powiedział spokojnym głosem.
-Troszkę się zaczytałam. Która jest godzina?- zapytałam szukając telefonu po kieszeniach ale na marne bo najwidoczniej zostawiłam go w domu.
-Pierwsza w nocy.
-Coo już? a ty co tak późno do domu wracasz? Gdzie się bawiłeś?- uśmiechnęłam się popychając go lekko w bok.
-Byłem u Annie, siedziałem z jej rodzinami. To jest jakiś koszmar na prawdę!- powiedział.
-Alee przesadzasz, nie może być aż tak źle!- powiedziałam spoglądając w gwiazdy.
-Źle to na prawdę małe określenie, chyba nie chciałabyś siedzieć w śród osób które co chwilę mówią ile to nie wydali dziś pieniędzy i zwracali się ,,No Drogi Thomasie może napijesz się czegoś mocniejszego?''- Wybuchnął śmiechem a ja razem z nim.
-Wiesz fajnie mi się z tobą rozmawia mimo że znamy się dopiero dwa dni!- Powiedział opierając się o ścianę.
-Czuje że mogę ci ufać mimo tak krótkiego czasu spędzonego razem.- Obrócił głowę w moją stronę, popatrzyłam mu się w oczy po czym obróciłam głowę z uśmiechem.
-Mi z tobą też- odparłam troszkę smutnym głosem.
-Mogę ci coś powiedzieć? Tak wiesz w sekrecie...- nachylił głowę nad moją i szepnął do ucha. Przytaknęłam.
-Czasami lubię po wspinać się na drzewa.- uśmiechnął się do mnie.
-I to ma być ten sekret? Przecież łażenie po drzewach jest naturalne!- uśmiechnęłam się biorąc do ręki telefon Thomasa który na wygaszaczu miał zdjęcie z Annie. Coś mnie ukuło w serduszku.
-Troszkę już późno, zostałabym dłużej ale jutro muszę rano wstać. A zresztą jeśli się nie mylę to jedziesz jutro nagrywać dalej film więc też zmykaj spać.- Powiedziałam wstawając i biorąc swoją książkę razem z kocem po czym weszłam przez okno tak jak Thomas.
-Ej ale będziesz jutro na planie prawda?- spojrzał na mnie przez metalowe schodki. Uśmiechnęłam się i zamknełam okno po czym od razu poszłam spać nastawiając budzik na godzinę siódmą.
***Sabrina***
Coś w nim było, coś takiego czego jeszcze nie umiałam rozgryźć. Coś co mnie przyciągało do niego bardziej niż do Dylana. Ten szczery uśmiech z białymi zębami? Może jego duże brązowe oczy? A może oryginalny charakter? Nie wiem, ale miał w sobie to coś i mam zamiar dowiedzieć się co to jest. Nie mogę uporządkować myśli bo ciągle wchodzi w nie Thomas. Mam nadzieje że jednak nie zakocham się w nim, przecież ma dziewczynę! Jestem zbyt zmęczona muszę iść spać, Rano jest nowy dzień.
***Thomas***
Znam ją od dwóch dni,a czuję jakbym znał ją całe życie, czuję że mogę jej ufać. To dziwne. Jest dziewczyną tajemniczą, nigdy jeszcze takiej nie spotkałem. Jej zadziorny uśmiech mówił wszystko ale za razem nic. Nasze języki rozumieją się bez słów. Rzadko kiedy spotykam takie osoby, w sumie ona jest pierwsza. Dlaczego akurat ona? Nie wiem, muszę się przespać i przestać o niej myśleć, w końcu mam wspaniałą dziewczynę.
czwartek, 12 marca 2015
Rozdział 4
Była szósta trzydzieści, specjalnie wstałam tak wcześnie by móc się jeszcze wykąpać i umyć włosy. Vi siedziała na kanapie wpatrując się w śpiącego Michała.
Była godzina dziewiętnasta. Byliśmy już w Pizzerii nie daleko naszej kamienicy. Nic nie chciałam wspominać na razie Thomasowi o tym że jestem jego sąsiadką, a z resztą i tak nie było szansy z nim porozmawiać bo jeżeli już podchodził do mnie to od razu jego dziewczyna wpadała w szał i szła do niego. Miałam nadzieje że słowa Kay okażą się być prawdziwe, ale jednak niestety. Siadłam sobie koło niej i szepnęła jej do ucha.
-Gdzie byliście wczoraj?- zapytałam rozczesując ogniste włosy.
-A tam i tu, ogólnie chodziliśmy po całym Londynie.- uśmiechnęła się delikatnie jednak ciągle patrzyła jak śpiący królewicz śpi.
-Całą noc?- zapytałam nie oczekując odpowiedzi bo i tak bym jej nie dostała. Więc poszłam ogarnąć twarz i wysuszyć włosy. Było jakieś dwadzieścia minut po siódmej więc poleciałam do szafy i ubrałam szarą bokserkę i moje ulubione marmurkowe rurki z kokardkami. Byłam gotowa za dziesięć ósma więc siadłam koło Vi która cały czas patrzyła jak Michał śpi.
-I co masz tak zamiar się ciągle na niego patrzeć?- zapytałam parskając śmiechem.
-No oczywiście że nie, za jakiś czas będę znajdować się obok niego.- wybuchła śmiechem. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Kto to tak rano może nas napastować?!- Powiedziała całkiem zaskoczona.
-Dylan.
-A czego on tu chce tak rano?- zdziwiła się moją odpowiedzią.
-Bierze mnie ze sobą na plan filmowy, więc macie wolny dom przez cały dzień, nie zróbcie wielkiego bałaganu tylko, a i Vi pamiętaj bez figli.- Powiedziałam patrząc na nią jak się czerwieni,a ja w tym czasie ubierałam buty.
-A idź już stąd Debilu!- odezwała się do mnie troszkę mniej miłym tonem więc uśmiechnęłam, posłałam buziaka na pożegnanie i wyszłam z domu.
***
Wsiedliśmy do taksówki która zawiozła nas prosto na plan, jechaliśmy z max pół godziny. Dokuczaliśmy sobie nawzajem a ja pełna energii i adrenaliny że zobaczę dziś coś wspaniałego, coś co chciałam zawsze zobaczyć. W końcu dojechaliśmy na miejsce, wysiedliśmy z auta które nas tu przywiozło i poszliśmy w stronę drzwi przez które wchodziły osoby z identyfikatorami. Wpuścili mnie tak po prostu bez żadnego identyfikatora, pewnie widzieli jak wysiadam z nim z taksówki. Weszliśmy przez wielkie metalowe drzwi a ja osłupiałam z wrażenia. Tyle ludzi, te rekwizyty, kamery.
-Łaał coś niesamowitego- wykrztusiłam z zaskoczenia.
-A tam przyzwyczaisz się.- odpowiedział z uśmiechem.
-Jak to przyzwyczaję?
-No chyba nie miałaś zamiaru jechać tu tylko raz prawda?- zapytał nawet nie czekając na moją odpowiedź bo dobrze wiedział jaka jest. Pierwszą osobą którą tu poznałam była dziewczyna o niebieskich oczach i czarnych włosach, nazywała się Kaya. Jest na prawdę miłą osobą. Następnego poznałam Ki Hong Lee, słodziutki chińczyk, zabawny i dobrze zbudowany, oraz małego Chucka. Nie miał tak na imię ale nie pamiętałam za bardzo jak się nazywa dlatego nazywałam go tak, nie przeszkadzało mu to jakoś, pomagało tylko wczuć się w role. Kaya oprowadzała mnie po planie, który był ogromy. Podczas przechodzenia obok aktualnie granej sceny zobaczyłam blondyna. Tak tego blondyna na którego wpadłam wczoraj w szkole. Z Bliska wyglądał jeszcze bardzie przystojniej. Biegł akurat w naszą stronę z Dylanem.
-O hej widzę że Kaya się tobą zajęła, spokojnie jesteś w dobrych rękach!- zaśmiał się, Kaya natomiast popatrzyła się na niego z miną groźną ale jednak śmieszną.
-To jest Sabrina, mów na nią Brina.- powiedział do chłopaka stojącego na przeciwko niego.
-Cześć Brina jestem Thomas, miło mi cię widzieć znów.- powiedział uśmiechając się i podając mi rękę, ja oczywiście również podałam mu na znak przywitania się. A więc nazwał się Thomas, był wyższy niż mi się wydawało, śliczny ma uśmiech mam nadzieję że jeszcze nie raz zobaczę jak wietrzy swoje białe ząbki.
-Dobra Kaya, teraz twoja scena z Dylanem.- Powiedział pokazując na patrzącego się na nas reżysera.
-Idźcie bo dziś, nasz szefuniu nie ma dobrego dnia. Ja zajmę się naszym gościem.- znów pokazał swoje piękne zęby. O matko i że on ma mnie teraz oprowadzać? przecież ja nie wiem co mam mówić, mam nadzieję że się tylko nie zbłaźnię.
-A więc Brina chodź pokaże ci resztę naszego planu.- wyprostował się i poszedł na przód, ja oczywiście za nim.
-Skąd jesteś? bo nie widziałem cię tu nigdy, oczywiście po za tymi dwoma dniami w szkole.- usta lekko mu się uśmiechnęły.
-Z Polski.- odpowiedziałam rozglądając się na wszystkie strony byle by uniknąć kontaktu wzrokowego.
-Wow aż z Polski? Jak? co ty tu robisz?- zapytał zdziwiony. Zastanawiałam się jak by odpowiedzieć nie robiąc na siebie złego wrażenia.
-Hm przyleciałam tu z przyjaciółką do szkoły, głównie rozmyślałam też o tym czy by nie zostać tutaj na dłuższy czas, bo jest tu na prawdę cudownie.- odpowiedziałam z stresem czy wszystko co powiedziałam było ok. Chwilę potem znów doszła do mnie Kaya a Thomas musiał iść na plan.
-Czyli poznałaś już naszego słodziaka- popatrzyła się na mnie z uśmiechem.
-No tak jakby, powiesz mi coś o nim więcej? ale wiesz tak w sekrecie.- szepnęłam jej do ucha.
-Pewnie, a więc słuchaj. Widzisz tą dziewczynę w brązowych włosach? to jego dziewczyna, nikomu nie pozwala z nim rozmawiać, my jesteśmy wyjątkiem.
-To czemu rozmawiał ze mną?- troszkę zdziwiłam się bo wcale na taką nie wyglądała, chociaż może troszkę.
-Bo ją zatrzymywałam i nie pozwoliłam żeby zobaczyła was,możesz mi podziękować- zaczęła się śmiać po czym kontynuowała dalej.- Jest z nią od roku, wszyscy się dziwimy jak on z nią jeszcze wytrzymuje, może dlatego że przy nim jest słodziutka a jeżeli nie ma go przy niej a ktoś się na niego patrzy lub zagada to jest afera. Uwiązała go sobie jak na smyczy. Mam nadzieje że Thomas za niedługo pozna się na niej i zobaczy że to nie odpowiednia dziewczyna dla niego.- skończyła swoją wypowiedź. Dziewczyna miała dobrą figurę, ładne włosy i duże piersi, jednak coś mnie od niej odsuwało więc od niej trzymałam się z daleka.
-Ej idziesz z nami wieczorem na pizze? wiesz nie chce być jedyną dziewczyną, w sumie prawie jedyną bo jeszcze Ona tam będzie. Proszę.- prosiła mnie ciągle.
-No dobrze dobrze pójdę- uśmiechnęła się.
***
-Miałaś racje na jej temat.
-Spokojnie zaraz jej już nie będziesz widzieć bo przyjedzie po nią tata.- parskęła Kaya. Muszę przyznać że też się troszkę uśmiechnęłam. Dziesięć minut potem Dziewczyny Thomasa już nie było i wreszcie był spokój, mógł rozmawiać z kim chciał i wreszcie czuł się wolny.
-Ej Kaya mogę iść na taras się przewietrzyć?- zapytałam.
-No pewnie, może iść z tobą co?
-Niee nie musisz dam radę, idę się tylko przewietrzyć.- Odpowiedziałam wstawając. Po drodzę spotkałam Dylana i powiedziałam mu że za chwilkę wrócę, on przytaknął głową.
Oparłam się na Barierce i wdychałam świeże powietrze.
Chwilę potem wstał Thomas i powiedział że idzie ''Zapalić''.
-Jak myślicie czy Thomasowi podoba się Brina?- Dylan zapytał swoich kumpli.
-Przecież on ma dziewczynę nie zapominaj.- Powiedział Lee.
-A ja myślę że może właśnie ona odciągnie jego uwagę od tej fałszywej jędzy.- powiedziała Kaya z uśmiechem na twarzy. Chłopcy przytaknęli zgadzając się z słowami czarnowłosej nowej przyjaciółki Briny.
***
Poczułam ciepły wiatr od strony pizzerii jednak nie obracałam się, dwie sekundy potem obok mnie pojawił się Thomas z wyciągniętym papierosem.
-Czemu nie siedzisz w środku z wszystkimi?- zapytał mnie a ja osłupiałam po czym odpowiedziałam mu.
-Lubię wieczorami wychodzić na pole i oglądać gwiazdy. Często tak robiłam w Polsce, tu niestety co wieczór siadam na parapecie o oglądam przez szybę. Tęsknie czasami za tym ale jednak bardzo się cieszę że tu jestem.- odpowiedziałam dziwiąc się że mogłam takie coś powiedzieć. Chłopak uśmiechnął się i zapalił papierosa.
-Też lubię po patrzeć na gwiazdy, ale przez Annie nie mogę robić tego zbyt często, a jeżeli już to nie z nią. Ona woli siedzieć w domu, kinie.- powiedział spuszczając głowę w dół.
-Wybacz ale troszkę jej nie rozumiem. Nie podoba jej się niebo pełne gwiazd?
-Sam jej często nie rozumiem, wszyscy mówią mi że ona nie jest prawdziwa przy mnie, że udaje kogoś zupełnie innego.- wymamrotał. Chciałam mu powiedzieć że też tak sądzę ale uznałam że lepiej nie.
-Wiesz to twoje życie, to ty wybierasz z kim chcesz je dzielić, nie słuchaj się innych, jeżeli tobie się podoba i na prawdę coś do niej czujesz to się jej trzymaj. Ważne żebyś był szczęśliwy.- westchnęłam dalej patrząc w niebo. Thomas nic nie odpowiedział, albo był w szoku albo go zraziłam do siebie.
-Patrz spadająca gwiazda, szybko pomyśl życzenie.- Powiedział Thomas pokazując palcem na niebo.
Hmm życzenie? Jakie życzenie.. sama nie wiem. Chciałabym żeby w moim życiu się wszystko poukładało.
-Już. Czego sobie zażyczyłaś?- zapytał patrząc się na mnie brązowymi oczami które w tym świetle wyglądały jak czarne.
-Nie mogę powiedzieć, bo wtedy się nie spełni.- uśmiechnęła się zadziornie patrząc na niego po czym obróciłam głowę w stronę nieba. Chłopak uśmiechnął się, patrzył na mnie przez chwilkę po czym wyrzucił pet do kosza i wrócił do barierki.
-Tommy patrz, to moja ulubiona gwiazda! ta która świeci najjaśniej.- powiedziałam pokazując na naprawdę piękną białą kulkę na granatowym niebie,
-Śliczna jest.- Powiedział, po czym przeszywając wiatr zawiał i przeszły nas dreszcze.
-Idziesz do środka? Zimno się zrobiło.- Powiedział tkliwym głosem. Przytaknęłam i oboje dołączyliśmy do stolika.
***
O matko dziesiąta już, Vi mnie przecież zabije. Na szczęście zbieraliśmy się już do domów. Thomas został z Kayą i Lee a ja z Dylanem pojechaliśmy już do domu. Weszłam do mieszkania i zobaczyłam Michała siedzącego obok Very i oglądającego film.
-No wreszcie wróciłaś, nie było cię od samego rana!- krzyknęła po mnie.
-Wiesz troszkę się przeciągnęło, potem poszłam jeszcze z nimi na pizze.- uśmiechnęłam się i poszłam do swojego pokoju. Vi poleciała za mną i rzuciła mi się na łóżko.
-No opowiadaj jak było, ten uśmiech nie jest często na twojej buzi. Przyznaj się kogo poznałaś- zachichotała patrząc się na mnie.
-Wielu wspaniałych ludzi, po za jedną. Kiedyś indziej ci wszystko opowiem, jestem zbyt zmęczona.- opowiedziałam jej dając znak żeby wracała do Michała, Vi zrozumiała. Przebrałam się w luźne dresy i za dużą koszulkę mojego taty po czym otworzyłam okno i siadłam na parapecie wspominając wczorajszy wieczór. Usłyszałam czyiś śmiech, lecz zignorowałam go.
Witaj moja nowa sąsiadko, a właśnie zastanawiałem się kto się tu wprowadził- głos chichoczący dobiegał z okna na przeciwko ale jednak nikogo tam nie było. Rozejrzałam się i nie zobaczyła ani jednej osoby która mogła by to powiedzieć.
-Popatrz na schody Brina- usłyszałam, załam ten głos, wyszłam by zobaczyć kto to, siedział tam Thomas, tak Thomas ten którego jeszcze jakieś półtorej godziny widziałam w pizzerii.
-A co się tak skrywasz?- zaśmiałam się.
-Ja się skrywam? to ty siedzisz w ciemnym oknie.- szturchnął mnie łokciem. Przez chwilkę patrzyliśmy na niebo po czym usłyszałam głos Vi wołający mnie do kuchni.
-Przepraszam muszę iść przyjaciółka mnie woła.
-Spoko nie ma sprawy, i tak też muszę się powoli zwijać. Będziesz w piątek znów na naszym planie? -zapytał patrząc mi się w oczy. Wzruszyłam ramionami na znak że jeszcze nie wiem.
-Dobranoc- powiedział łagodnym głosikiem.
-Dobranoc- opowiedziałam wchodząc przez okno do pokoju i zasłaniając roletę. Tommy siedział jeszcze na schodach patrząc się w moje okno po czym również już poszedł do swojego mieszkania.
Vi powiedziała że idą spać więc ja też położyłam się lecz jednak ciągle w głowie miałam sąsiada.
Rozdział 3
Obudził mnie trzask patelni. -Ah to pewnie Vi- pomyślałam patrząc na zegarek. Bardzo ale to bardzo nie chciało mi się wstawać ale musiałam porozmawiać z Dylanem, przeprosić go za wczoraj. Więc od niechcenia ale jednak stałam i ogarnęłam się w jakieś dziesięć minut ewentualnie i wyszłam.
Idąc do szkoły jakieś 3 metry przed mną szedł Dylan podbiegłam.
-Hej.- Zaskoczyłam go, a on mnie po prostu zignorował.
-No ej chyba nie zamierzasz mnie za to teraz omijać do końca życia?- znów ani rusz, nawet się nie popatrzył. Stanęłam więc przed nim przytrzymując go rękami aby nie szedł dalej.
-Dylan popatrz się na mnie! - Krzyknęłam, jego wzrok poszedł na moje oczy.
-Przepraszam cie bardzo za wczoraj, nie miałam pojęcia żę Michał przyjedzie, przepraszam Dylan na prawdę.- powiedziałam opuszczając wzrok.
-Wow pierwszy raz słyszę jak przepraszasz- uśmiechnął się do mnie szturchając w łokieć.
-Czyli ty tylko udawałeś?! DYLAN!- krzyknęłam śmiejąc się z nim. Po czym ruszyliśmy w stronę szkoły.
***
Wyciągnęłam książkę do Geografii z szafki po chwili ją zamknęłam i oparłam się przyglądając się osobą na korytarzu. Nadal nie umiem w to uwierzyć! JA? TU? w tej szkole? Szukałam twarzy Dylana który jak tylko się przebierze przyjdzie pod szafkę i ruszymy na lekcje. Nigdzie go nie widziałam lecz zauważyłam Wysokiego chudego blondyna który co jakiś czas patrzył się na mnie, na jego szyi wisiała jakaś niska dziewczyna o brązowych włosach. -Pewnie jego dziewczyna- pomyślałam. Jego brązowe oczy i moje spotkały się w pewnym momencie, było to niesamowite. Nagle przyskoczył do mnie Dylan a dziewczyna przystojniaka zaczęła się do niego przytulać. Obróciłam się w poszłam w stronę klasy.
Idąc do szkoły jakieś 3 metry przed mną szedł Dylan podbiegłam.
-Hej.- Zaskoczyłam go, a on mnie po prostu zignorował.
-No ej chyba nie zamierzasz mnie za to teraz omijać do końca życia?- znów ani rusz, nawet się nie popatrzył. Stanęłam więc przed nim przytrzymując go rękami aby nie szedł dalej.
-Dylan popatrz się na mnie! - Krzyknęłam, jego wzrok poszedł na moje oczy.
-Przepraszam cie bardzo za wczoraj, nie miałam pojęcia żę Michał przyjedzie, przepraszam Dylan na prawdę.- powiedziałam opuszczając wzrok.
-Wow pierwszy raz słyszę jak przepraszasz- uśmiechnął się do mnie szturchając w łokieć.
-Czyli ty tylko udawałeś?! DYLAN!- krzyknęłam śmiejąc się z nim. Po czym ruszyliśmy w stronę szkoły.
***
Wyciągnęłam książkę do Geografii z szafki po chwili ją zamknęłam i oparłam się przyglądając się osobą na korytarzu. Nadal nie umiem w to uwierzyć! JA? TU? w tej szkole? Szukałam twarzy Dylana który jak tylko się przebierze przyjdzie pod szafkę i ruszymy na lekcje. Nigdzie go nie widziałam lecz zauważyłam Wysokiego chudego blondyna który co jakiś czas patrzył się na mnie, na jego szyi wisiała jakaś niska dziewczyna o brązowych włosach. -Pewnie jego dziewczyna- pomyślałam. Jego brązowe oczy i moje spotkały się w pewnym momencie, było to niesamowite. Nagle przyskoczył do mnie Dylan a dziewczyna przystojniaka zaczęła się do niego przytulać. Obróciłam się w poszłam w stronę klasy.
***
Przez resztę lekcji nie potrafiłam przestać myśleć o tajemniczym brązowookim blondynie który był moim sąsiadem. Bardzo chciałam poznać jego imię i w sumie całego jego bo wydawał się być fajny z mojej obserwacji. Jego wzrok plątał moje myśli, chciałam się zapytać Dylana o jego dane ale jednak nie byłam pewna jak on zareaguje, w końcu to jego kumpel. Zadzwonił dzwonek i wyszłam z klasy zupełnie bujająca w obłokach. Dylan mówił coś do mnie a ja go kompletnie nie słuchałam po czym niechcący wpadłam na obiekt moich zamyśleń, zaczerwieniłam się i wyszeptałam- przepraszam- po czym poszłam szybkim krokiem po plecak do szafki.
-Ej Brina no słuchasz mnie? od rana jesteś jakaś nie obecna co się stało?- zapytał patrząc na mnie jak na idiotkę.
-A nic wiesz gorszy dzień.- Odezwałam po czym zamknęłam swoją szafkę i chwyciłam za nadgarstek Dylana pędząc w stronę wyjścia.
-To co dziś mnie oprowadzisz?- zapytałam.
-No okej ale ale niestety mogę cię tylko odprowadzić przez dwie godziny bo muszę iść na sesje.- odezwał się chwytając za głowę.
-Spokojnie, jaką sesje?
-No wiesz do filmu, a tak przypomniałem sobie, będę u ciebie o 8 więc bądź już gotowa.- powiedział do mnie ale gestem przywitał się z ciemnoskórym chłopakiem jadącym na desce.
-Ej no co ty przecież jutro jest dzień wolny przestań chciałam się wyspać- popatrzyłam się na niego krzywym wzrokiem.
-To chcesz jechać ze mną na ten plan filmowy czy nie?- aż stanął
-Serio? Myślałam że żartujesz! Oczywiście że chcę!- odezwałam się po czym podeszłam do faceta sprzedającego lody. - Poproszę jedną gałkę czekoladową- wyciągałam portfel z tylniej kieszeni spodni, jednak Dylan był pierwszy i dał facetowi dolara.
-Ej nie musisz za mnie płacić.
-Wiem, ale miałem ochotę zrobić dobry uczynek!- uśmiechnął się po czym wziął pod ramie i ruszył w stronę London Eya. Widok z samego szczytu był piękny! Zwiedziliśmy pół Miasta, aż w końcu wybiła godzina dziewiąta wieczór. Byłam strasznie zmęczona podobnie jak Dylan było to widać po jego twarzy. Doszliśmy do domu stanęliśmy przed drzwiami.
-Dzięki ci że mnie oprowadziłeś po mieście.
-Ale jeszcze nie zwiedziłaś całego miasta, więc to się nie liczy.- uśmiechnął się wykorzystując ostatnie siły jakie jeszcze mu zostały.
-Kiedyś indziej, to dobranoc!- Przytuliłam go na pożegnanie po czym weszłam do mieszkania, co dziwne było puste, ale jakoś nie przejęłam się tym wskoczyłam szybciutko pod prysznic i od razu poszłam się położyć ale jednak ciekawość nie pozwoliła mi zasnąć więc poszłam jeszcze popatrzeć na okno sąsiada. Przez chwilkę świeciło się światło a potem zastała ciemność więc postanowiłam iść spać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






