Rano obudził mnie dźwięk dzwoniącego telefonu który dobiegał z kuchni. Zerknęłam przez ramie by zobaczyć czy Vi jeszcze śpi, szturchnęłam ją delikatnie ale ona nawet nie drgnęła więc wstałam i powoli zamknęłam drzwi do jej pokoju. Musiałam wczoraj usnąć u niej jak plotkowałyśmy do późna. Podeszłam do blatu kuchennego i wzięłam w ręce telefon leżący koło zlewu i pokierowałam się na kanapę. Co dziwne nie było Michała, ale jakoś się tym specjalnie nie przejęłam i usiadałam sprawdzając kto do mnie dzwonił. ,,Dwa nieodebrane połączenia od Dylan!'' -O matko czego on tak rano ode mnie chce...- rozmyślałam ale długo nie czekałam, mój telefon za wibrował i u góry pojawił się sms od tej samej osoby która próbowała się do mnie dodzwonić.
-Brina wstawaj, ile mam czekać na ciebie? Odpisz albo lepiej zadzwoń jak wstaniesz.- przeczytałam tekst na ekranie który widziałam prawie że rozmazanie bo przed chwilką wstałam i nie miałam okazji się jeszcze przebudzić. Przyłożyłam do ucha aparat komórkowy i wybrałam numer Dylana.
-No co się stało że budzisz mnie tak wcześnie?- warknęłam zaspanym głosem.
-Dziś jedziemy na festyn, z twórcami filmu! Zapomniałaś? Chwila... może to ja zapomniałem ci o tym powiedzieć- szepnął do słuchawki przez którą było słychać jak chodzi zdenerwowany po pokoju.
-Dobra spokojnie, na początek przestań tak pedałować po domu a jak już to przypedałuj do mnie bo nie potrzebnie tracę hajs na koncie jak jesteś za ścianą.- powiedziałam po czym kilka sekund potem rozłączył się. Usłyszałam jak trzasnął swoimi drzwiami i zaczął burzyć pięściami w moje.
-No dobra spokojnie już idę- powiedziałam w stawając z kanapy i kierując się w stronę białych drzwi. Ledwo zdążyłam odciągnąć klamkę a on już wparował do mojego domu łapiąc się za głowie i stękając tak jakby z rozpaczy.
-Uspokój się! Siądź i zamknij tą jadaczkę bo mi wszystkich w domu pobudzisz! Co się stało?!- Zapytałam siadając obok na kanapie i w patrując się w niego jak kiwa się z rękoma na głowie.
-No bo dziś jest ten festyn..- szepnął schylając się jeszcze niżej niż był.
-No i co w tym takiego strasznego? Popatrz się na mnie jak ze mną rozmawiasz!- Chwyciłam go za głowę po czym wyprostowałam jego plecy i skręciłam jego głowę w moją stronę.
-Dziś przyjadą moi rodzice na ten festyn.. Tak dawno się z nimi nie widziałem. Boje się tego spotkania, boje się że źle wypadnę! Sabirna pomóż mi proszę cię!- Wstał i znów zaczął maszerować mi po domu.
-Dobra pomogę ci ale jak? Co mam przedstawić się im jako twoja dziewczyna?- zapytałam parskając śmiechem.
-To nie jest taki głupi pomysł! Mogła byś to zrobić?- Przysiadł obok mnie na kanapie wpatrując mi się w oczy.
-Przecież ja tylko żartowałam- odsunęłam się od niego kawałek.
-No proszę cię! Tylko ten jeden raz!- poprosił swoimi pięknymi brązowymi oczami aż nie dało się mu odmówić.
-No dobrze! W końcu to nic takiego wielkiego, ale będziesz miał u mnie wielki dług!- Uśmiechnęłam się do niego.
-O dzięki, dzięki, dzięki, dzięki. Jesteś najlepsza!- Wykrzyczał przytulając mnie tak mocno że aż coś mi chrupło w plechach. Jego twarz stała się bardziej żywsza i już nie była taka blada jak na początku. Wstał kierując się w stronę drzwi.
-O 11 bądź gotowa na dole, będzie na nas tam czekać Thomas i Annie.- powiedział po czym wyszedł z mieszkania. O nie, tylko nie ona. No proszę, wszystko tylko nie Annie. Nie znosiłam jej, sama nie wiem czemu. Może dlatego że jest fałszywą zołzą albo dlatego że jest dziewczyną Thomasa..
***
Za pięć minut jedenasta a Vi nadal śpi, a po Michale ani śladu. Troszkę mnie to dziwiło ale nie zaprzątałam sobie tym głowy. Wzięłam bluzę i ubrałam różowo białe Air maxy po czym wyszłam zamykając Vi w domu. Zostawiłam jej kartkę żeby się nie martwiła jak co. Zeszłam na dół gdzie wszyscy na mnie czekali, w sumie chyba nie bo nie widziałam nigdzie dziewczyny Thomasa.
-Heeej!- Krzyknął Dylan jak tylko mnie zobaczył po czym podbiegł i przytulił mnie.
-Łał nie pamiętam kiedy ostatnio ktoś cieszył się tak na mój widok- parsknęłam w jego stronę i uśmiechnęłam się zadziornie.
-No Witaj, dawno cię nie widziałem!- Odezwał się Thomas szepcząc mi do ucha, Stałam do niego tyłem.
-No jejku nie strasz mnie głupi- zaśmiałam się odwracając w jego stronę, nagle poczułam jego uścisk na mojej klatce, trwało to mnie więcej trzy sekundy ale uczucie było niesamowite, Z dala było słychać stukanie butów Annie która zmierzała w naszą stronę z drugiego końca ulicy.
-Tommiś- Było słychać jej cieniutki głos tak jakby stała obok nas. Popatrzyłam na Dylana od przekręcił oczami, po czym spojrzałam na Thomasa i jego uśmiech znikł z twarzy po czym od niechcenia obrócił się i rozłożył ramiona z sztucznym uśmiechem. Znów spojrzałam na Dylana.
-Thomas już czuje tego co kiedyś, coś ich dzieli i ja nawet wiem co- szepnął mi do ucha po czym obleciał mnie wzrokiem całą.
,,Ja?'' powiedziałam głucho po czym pokazałam placem na siebie, Przytaknął.
-Ale ja nie chce pomiędzy nikim stawać!- powiedziałam na ucho Dylanowi kładąc mu głowę na ramieniu.
-Zobaczysz, jemu to tylko na dobre wyjdzie- Uśmiechnął się po czym objął mnie ręką i lekko popychając poszliśmy w stronę czarnego mercedesa. Całą drogę, która z resztą była krótka myślałam o tym co powiedział mi mój przyjaciel który również był jego przyjacielem. Wyjdzie mu to na dobre? Ja staje pomiędzy nimi? Jak? Robię to nie świadomie.. Chyba zacznę z bulem serca unikać Thomasa i oczywiście jego dziewczyny którą ignoruje od dłuższego czasu.
***
Gdy zasiedliśmy przy stole poczułam jak Dylan się stresuje, nie było po nim tego widać ale gdy spoglądałam a jego ręce to gniotły obrus.
-Ej spokojnie będzie dobrze, są już twoi rodzice?- Zapytałam z pełnym spokojem chociaż w środku też bałam się spotkania z ,,teściami''.
-Właśnie ich nie ma!-obrócił wzrok w moją stronę, po czym znów patrzył w talerz. Nie umiałam uwierzyć, bał się. Ten Dylan który jest taki zadziorny, podrywacz pierwsza klasa, bał się swoich rodziców. Lekkim wzrokiem popatrzyłam na chłopaka Annie który co jakiś czas też patrzył na mnie. Chwile potem zadzwonił telefon. Odeszła od stołu na jakieś dwie minuty po czym wróciła i oznajmiła że musi jechać do domu bo tatuś ją wzywa. Thomasa to nie ruszyło. Dała mu buziaka w policzek i poszła. Wszyscy razem z nim ucieszyli się że Annie zniknęła im wreszcie z oczu. Z zewnątrz pojawił się odgłos gwałtownie hamującego samochodu, po czym Dylan wstał tak szybko że jego krzesło przewróciło się. Nie zwrócił na to uwagi i podbiegł do drzwi. Podniosłam mu krzesło i ruszyłam w jego stronę.
-Przyjechali- Powiedział miętoląc krawat. Minute potem Wysoki przystojny lecz już z latami pan z panią drobniutką stanęli w drzwiach. Dylan przełknął ślinę.
-Cześć mamo, Witaj tato.-Podał im ręce. Po czym wszyscy wstali od stołu i przyszli się przywitać.
-Dzień dobry państwu. Jestem Sabrina, Dziewczyna Dylana.- Uśmiechnęłam się i podałam dłoń obojgu państwu. Jego rodzice przytakneli ze zdziwieniem.
-Masz dziewczynę? Chłopie czemu mi się nie chwaliłeś?- uśmiechnął się jego tata i klepnął go po plecach. Obróciłam się i poszłam za grupkę ludzi. Oglądałam ich twarze, były neutralne ale jednak twarz Thomasa była inna. Był zaskoczony, nie wiedział co ma powiedzieć. Minęłam go stanęłam przy stole. Gdy wszyscy się już przywitali wreszcie siedliśmy do stołu. Co dziwne nie widziałam rodziców dwóch aktorów, ale cóż to już nie moja sprawa. Chwile potem zadzwonił telefon Annie, oczywiście musiała go odebrać, rozmawiała przez jakieś pięć minut po czym wróciła i oznajmiła że musi już wracać. Pocałowała Thomasa w policzek po czym wyszła. Wszyscy stali się luźni nawet rodzice. Thomas nie zmienił miny, był obojętny. Co chwilkę tylko czułam jego wzrok na mnie.
***
Po zjedzonym obiedzie wszyscy się ze sobą dogadywali. Miałam ochotę zaczerpnąć świeżego powietrza więc wstałam i szepcząc Dylanowi do ucha że idę na chwile posiedzieć i pooddychać na polu. Przytaknął. Wyszłam do ogrodu pełnego kwiatów za restauracją, siadłam na brązowej ławce na przeciwko fontanny. Zamknęłam oczy i zaczęłam oddychać głęboko. Coś zasłoniło mi słońce.
-Ejj.- powiedziałam otwierając oczy po czym wyprostowałam się.
-aa to tyy haha- zaśmiałam się i zmrużyłam oczy.
-Dylan Kazał mi za tobą iść na wszelki wypadek jakby ci się coś stało.-powiedział uśmiechając się swoim pięknym lekkim śmieszkiem.
-Skoro się tak o mnie martwi to czemu sam tu nie przyszedł- powiedziałam odwracając wzrok w stronę słońca.
-Dlatego że siedzą tam jego rodzice a on nie chce zrobić złego wrażenia.- powiedział wpatrując się w mój profil.
-Nie wspominałaś że jesteś dziewczyną Dylana.- powiedział wyrównując ton głosu.
-Bo nie pytałeś- odpowiedziałam bez zastanowienia.
-Nic tu po mnie, zbieram się- powiedział wstając z ławki.
-No siadaj na dupie, a co zazdrosny jesteś?- zapytałam z zadziornym uśmiechem i przygryzając wargę.
-Ja? o ciebie? Zawsze!- uległ mojemu dotyku i usiadł ponownie na ławce.
-Dobrze że tego Annie nie słyszy- zachichotałam po cichu. Nic nie odpowiedział.
-No prawda jest taka.- zaczęłam siadając na krzyż przed nim.- że nie jestem z Dylanem, miałam pomóc mu zrobić tylko wrażenie na jego rodzicach. Jest tylko i będzie zawsze moim kumplem,- powiedziałam spoglądając mu w oczy.
-Aaa już rozumiem.- zaśmiał się po czym obrócił głowę i ułożył się do opalania. Przez chwile nie ruszałam się, wpatrywałam się na niego i chciałam ciągle to robić. Wstałam by przejść się do fontanny, była dość głęboka. Zanurzyłam w niej dłonie po czym troszkę pochlapałam się po twarzy. Thomas podszedł od tyłu i popchnął mnie z jednej strony łapiąc mnie żebym nie wpadała. Nasze spojrzenia znów się spotkały i nie chciały odejść. Lekko zanurzyłam żeby woda wlała się do ręki i po chwili wypuściłam ją na nim, Zszokowany siadł obok mnie i biorąc garść wody pochlapał mnie. Bawiliśmy się tak przez jakiś czas póki nie wbiegł do ogrodu Dylan.
-Chodźcie! Szybko- wołał na nas. Thomas wstał i podał mi rękę, chwyciłam się za nią po czym szliśmy w stronę restauracji. Weszliśmy do pięknej i drogiej sali po czym znów wylądowaliśmy przy stoliku.
-Ile już jesteście razem?- zapytała Mama Dylana.
-5 miesięcy. -Wtrącił się mi w słowo.
-Jak się spotkaliście?- zadano nam kolejne pytanie ale tym razem padło ono od jego ojca.
-No Dylan powiedz- uśmiechnęłam się do niego po czym wzięłam jego rękę w swoją.
-Wole jak ty to mówisz- próbował się wymigać.
-Spotkaliśmy się w szkole, ale nie zwracaliśmy na siebie uwagi dopiero kiedy zobaczyłem ją jak pięknie grała na scenie!- odpowiedział. Byłam zachwycona, sama bym tego tak nie wymyśliła.
Zadzwonił kolejny telefon, odebrała go jego mama po czym popatrzyła na swojego męża.
-Kochanie musimy wracać. Czekają na nas.- powiedziała cichym głosem. Oboje Państwo szybko wstali i ukłonili się po czym pędem wyjechali z piskiem kół. Dylan oddychał ciężko.
-Spokojnie wyszło dobrze!- powiedział Thomas rzucając spojrzenie na nas obu.
-Wiesz? Powiedziałaś mu?- pierwsze popatrzył na swojego przyjaciela a potem na mnie. Przytaknęłam.
-No świetnie. Spokojnie wszystko wraca już do swojej normalności- uśmiechnął się po czym położył plecy na oparciu. Pół godziny potem producenci zapłacili za jedzenie i pojechaliśmy do domu. Była godzina szesnasta, pół dnia przed mną a ja nie wiem co robić. Może spędzę je z Vi.
***
Wchodzę do mieszkania rzucając wszystkie rzeczy na kanapę i zmierzam do pokoju mojej przyjaciółki. Nie było jej tam, sprawdziłam w kuchni, łazience, moim pokoju. Ani jej ani Michała nie było w domu. No cóż chyba wieczór spędzę sama. Poczułam jak telefon w przedniej kieszeni moich spodni mi za wibrował, wyjęłam go z kieszeni i odblokowałam.
-Hej za pięć minut będę u ciebie! Kaya. - przeczytałam na głos.
-Umm supi ciekawe skąd ma mój numer, ale przynajmniej nie będę sama- wymamrotałam do siebie s uśmiechem na ustach, lubię towarzystwo Kayi, zawsze się umiemy dogadać. Zjawiła się o dwie minuty wcześniej, nie to żeby mi to przeszkadzało w sumie nawet lepiej.
-Heeej- dała mi buziaka w policzek i weszła do mieszkania.
-I jak tam?- zapytałam wieszając jej kurtkę na wieszaku.
-A no nawet oki, słuchaj co ty na to żeby zrobić dziś u ciebie małą imprezkę? Tylko znajomi, spokojnie nie rozwalimy ci chaty.- widziałam jej błysk w oku a ona chyba mój też dostrzegła bo uśmiechnęła się po czym zadzwoniła do Dylana i Thomasa.
-Ej Ale muszę się ogarnąć- krzyknęłam.
-To leć ja ogarnę twój dom- uśmiechnęła się przykładając telefon do ucha. Dwadzieścia minut później byłam gotowa.
-Uuu ale laska!- gdy weszłam do pokoju gościnnego usłyszałam głos Kayi, salon wyglądał pięknie tak jak ona. W odstępach czasowych pięć dziesięć minut pojawiali się goście. Dom był pełny, wszyscy Byli oprócz Thomasa.
-Ej A Tommiś gdzie?- zapytałam śmiejąc się.
-Powinien zaraz przyjść z Annie- powiedziała przekręcając oczami na słowo ,,Annie''. Szkoda mi jej było bo nikt jej nie lubił ale z jednej strony sama se zasłużyła. Kaya miała rację w końcu zjawili się na imprezie. Widać było że nie był zadowolony bo każdy chłopak kleił się do jego dziewczyny a ona nie miała nic przeciwko temu. Po chwili zauważyłam jak bierze ją pod ramie na bok. Chyba się kłócą. Podeszłam bliżej.
-Przestań nie widzisz że rozmawiałam?- powiedziała Annie.
-Przytulając się do trzech facetów na raz? Mam dość, to ja jestem twoim chłopakiem czy oni?- zapytał podnosząc ton.
-No ty.- powiedziała obojętnie.
-Nie, dłużej tego nie wytrzymam, kocham cię ale nie zniosę tego dłużej jak lepisz się do każdego faceta nowo poznanego nawet jeśli ja jestem przy tobie- powiedział załamującym tonem.
-Co ty chcesz przez to powiedzieć?- zapytała wytrzeszczając oczy.
-Przykro mi i mówię to z bólem serca. Koniec, już nie jesteśmy razem. Gratuluje to twoja wina.- popatrzył na nią.
-Proszę bardzo jak chce! Patrz co tracisz, zaraz znajdę sobie nowego a o tobie zapomnę.- powiedziała z łzami w oczach po czym wróciła do swoich nowych kolegów. Thomas walną w ścianę po czym wyparował z mieszkania. Chciałam wybiec za nim ale zatrzymał mnie Dylan który wziął mnie do tańca.
-Dylan przestań, Thomas!- krzyknęłam na niego odpychając jego ręce.
-Co się z nim stało?- od razu stanął prosto,
-Pokłócił się z Annie...- Powiedziałam patrząc na niego.
-Spokojnie, nie pierwszy raz nie ostatni,- uśmiechnął się i znów zaczął tanczyć.
-Dylan! On miał łzy w oczach! Nigdzie go nie ma.- wydusiłam z siebie te słowa z spokojem.
-WYBACZCIE! KONIEC IMPREZY PROSZĘ WYJDŹCIE.- zaczął krzyczeć i wyprowadzać ludzi za drzwi. Zostałam tylko Ja, On, Kaya i Ki Hong Lee. Szukaliśmy go wszędzie, ale nigdzie go nie było.
-Czekajcie, to bez sensu nie ma go nigdzie a Londyn jest ogromny.- Powiedział Dylan załamując się i siadając na ławce.
-Wiem gdzie on jest!- powiedziałam.-Postaram się go tu przyprowadzić- dodałam, po czym zaczęłam biec w stronę jeziora. Gdy byłam dwa metry od jeziora zwolniłam tępo i prześlizgując się przez zarośla, zobaczyłam chłopaka siedzącego na moście.
-Ej co się stało?- siadłam obok niego pytając.
-Co ty tu robisz?- obrócił głowę w moją stronę.
-Pierwsza zapytałam. Wiedziałam że tu będziesz, wszyscy cię szukają.- odpowiedziałam.
-Ja...eee..zerwałem z Annie.- wykrztusił po czym przytulił mnie mocno a po jego policzkach spłynęły łzy.
-Ej główka do góry, wszyscy się o ciebie martwimy. Nie możesz tak po prostu znikać.-Przytuliłam go. Siedzieliśmy przez chwile w ciszy.
-To boli.. ja ją kocham, a ona... Ona się do każdego faceta przykleja i go podrywa, ciągle mnie okłamuje. Nie wytrzymałem.- Powiedział siadając z powrotem.
-Rozumiem cię, dobrze postąpiłeś może się zmnieni, przemyśli swoje zachowanie.- próbowałam go pocieszyć.
-Nie sądzę. Ona się nigdy nie zmieni.- Powiedział wpatrując mi się w oczy a kolejne łzy spływały mu po policzku.
-Ej chodź zaprowadzę cię do domu, zrobię gorącą czekoladę i posiedzę z tobą jak będziesz chciał. Robi się późno proszę wracajmy.- Powiedziałam ocierając mu policzki od ciaglę wypływających łez.Przytaknął. Wzięłam go pod ramię i poszłam z w kierunku bloku gdzie czekali wszyscy. Jak tylko nas zobaczyli od razu podbiegli do nas. Odtrąciłam ich wzrokiem, zrozumieli i rozeszli się. Zaprowadziłam go do domu i zrobiłam gorącą czekoladę.
-Dziękuje ci za wszystko co dla mnie robisz.- powiedział chwytając mnie za rękę.
-Nie ma za co, w końcu jakoś muszę ci się odwdzięczyć.- uśmiechnęłam się a on również.
-Oki to ja się zbieram jak co jestem za ścianą.- wymamrotałam wstawając.
-Nie czekaj, proszę zostań ze mną chociaż puki nie zasnę. Nie chce zostać teraz sam.- powiedział chwytając mnie za dłoń.
-Nie wolisz towarzystwa Dylana?- zapytałam. Zaprzeczył głową. Ścisnęłam mu dłoń po czym siadał koło niego i włączyłam kreskówki.